środa, 30 marca 2016

Przyjęcie-niespodzianka

Jaki jest największy plus przyjęć - niespodzianek? Ano ten bezcenny wyraz zaskoczenia na twarzy jubilata.
A jaki jest vice-najważniejszy?

...no właśnie. Taki, że jeśli plan nie wypali i w ostatniej chwili wszystko się posypie, można je po prostu odwołać bez jęków zawodu.

Tak niestety stało się w naszym przypadku. Planowaliśmy małe przyjątko na Jędrusia i sześcioro jego ulubionych towarzyszy z przedszkola. Niestety - żadna z krakowskich sal zabaw nie zgodziła się na tak małą liczbę gości, więc została ona sztucznie powiększona do wymaganych ośmiu. Rezerwacja terminu, ustalenie scenariusza odpowiednio wcześnie (miał być ukochany Tomek i Przyjaciele)... a tu przed samymi Świętami rozłożyła się Martusia. Zdążyła załapać się do przychodni - zapalenie oskrzeli.
Nie musieliśmy długo czekać, by dołączyli do niej mężczyźni. I to wszyscy trzej. A na koniec jeszcze ja. Mnie oberwało się najgorzej, 4 dni gorączkowałam po 40stopni, dopiero od przedwczoraj mogę trzeźwo myśleć bez koktajlu apapowo-ibumowego. Znaleźć lekarza, który w Wielką Sobotę zgodzi się zbadać domowo pięcioosobową rodzinkę - bezcenne. A jednak się udało.
Jędrula wyszedł z tego najlepiej, jako jedyny bez recepty na antybiotyk.

Ino z przyjęcia nici... miało być w sobotę. Chcieliśmy zmienić termin na tydzień później, ale to za małe wyprzedzenie. A Jubilat, choć już nie gorączkuje, dalej chce wypluć płuca, podobnie zresztą jak jego rodzeństwo. Marta, mąż i Jędruś już oficjalnie wyzdrowieli, tylko kaszel poinfekcyjny dalej ich męczy, ale osłuchowo są czyści i nie mają kataru. Julo i ja nadal mamy stany podgorączkowe, pod znakiem zapytania stanęła moja rehabilitacja. Dziś poszłam, ale musiałam przerwać - kaszlałam tak, że nie mogłam wyleżeć do końca nawet jednego zabiegu.

Goście też przerzedzeni. Z ośmiorga w różnym stadium chorowania jest piątka, dwoje może by do soboty wyzdrowiało, ale to nic pewnego. Nie pozostało więc nic innego jak bal odwołać. Zamiast tego świętowaliśmy domowym sernikiem made by Babcia, a Jędruś, zamiast nowego roweru (dostanie, kiedy ja wydobrzeję na tyle, żeby iść z nim do sklepu) zgarnął parę zabawek z bajki o Tomku. A do sali zabaw też pójdziemy - zabierzemy obu chłopców i najlepsiejszego kumpla Jędrusia, kiedy przestaną już kaszleć jak starzy palacze i odzyskają trochę odporności.


wtorek, 29 marca 2016

Jedeeen, dwaaa, trzyyy... Cztery!

Lany Poniedziałek! idealny dzień na urodziny takiego urwisa jak mój Andrzejek.
A kiedy tak się akurat złożyło, że wypadły w taki fajny dzień... cała rodzina jest właśnie w różnym stadium chorowania i nawet Szanownego Jubilata oblać nijak.

Ach, co to był za rok... przedszkole, siostra...
Problemy wychowawcze
Na koniec podejrzenie padaczki, które musimy sprawdzić.
Ale i piękne chwile.

  • Jędruś śpiewający i mówiący wierszyk na przedszkolnym przedstawieniu.
  • Prawie idealne opinie z pierwszego półrocza adaptacji.
  • Jędruś rzucający we mnie własnoręcznie ulepionymi śnieżkami
  • Jędruś szczęśliwy, uczący się utrzymywać na wodzie w ogrodowym baseniku.
  • Jędruś obijający podbródek nogami na rowerku biegowym, który półtora roku temu nawet w najniższym ustawieniu był stanowczo za wysoki
  • Jędruś deklarujący, że ożeni się z siostrzyczką.
  • Jędruś bawiący się pociągami według własnego scenariusza - tak skomplikowanego, że sama bym się go nie powstydziła
  • Jędruś wcinający samodzielnie zrobione kanapki
  • Jędruś składający swoje pierwsze rymy. 
  • Jędruś stojący na głowie przy meblościance. 
 104cm i prawie 15kg szalejącej energii, z którą nie ma co począć, bo chory.
Na głowie setki złotych sprężynek .
W głowie milion - niekoniecznie bezpiecznych - pomysłów na sekundę.
I dżilion argumentów, żeby jeszcze nie iść spać.

styczniowy eksperyment Jędrusia: czy Manduca poniesie czterolatka - zakończony sukcesem:D


Kocham Cię, Synu.
Wkurzającego, nieznośnego, wyjącego, kopiącego i skaczącego po toalecie też.
Zdrowiej, bo razem z tatą już przebieramy nogami, żeby kupić ci nowy rower, a przecież musisz go sobie wybrać:)
Rośnij nam na pociechę, ludziom na pożytek i Bogu na chwałę.

niedziela, 20 marca 2016

Półroczna kobieta zmienną jest

Przedwczoraj moja Tusia wkroczyła (lub raczej wpełzła a może wturlała się) w drugie półrocze swojego życia.

Statystyk nie ma, będą w przyszłym miesiącu, jeśli zabiorę małą na pomiary przy okazji bilansów jej braci.
W każdym razie pieluchy 3/4, ciuszki góra 68, dół 74. I "podstawy" solidne. Skarpetki wkładam Martusi te same, co Julianowi po roczku, i nie są za duże.

Zdrowotnie było całkiem nieźle. Czas przeszły stąd, że od wczoraj Martusia gorączkuje i brzydko kaszle. Przy lekarzu oczywiście zgrywała, że nic jej nie jest, i osłuchowo było ok, ale nocka była straszna.
Jeśli dołożyć do tego wyłażące właśnie zęby (jeden się przebił, drugi już widać tuż pod dziąsłem) to można sobie wyobrazić mój i męża stopień wyspania.
Zanim jednak złapało Martę choróbsko, zdążyliśmy złapać moment, kiedy wszyscy byliśmy odpowiednio długo zdrowi - i ją zaszczepić. Po długiej walce z naszymi demonami przeszłości stanęliśmy przed wyborem: 5w1 albo nic. Mąż podjął męską decyzję - szczepimy Pentaximem. Martusia nawet nie miauknęła, problemów potem również nie było. Ulżyło mi.

Zbliżamy się też do tematu rozszerzania diety. Do tej pory Marta karmiona była wyłącznie piersią, ale już od poniedziałku dostaje małe ilości kaszy manny rozrobione z moim mlekiem. Oswaja się z łyżeczką, idzie nam coraz lepiej.
Jeśli chodzi o wprowadzanie warzyw i owoców - kusi mnie BLW. Obecnie zgłębiam podstawy tej techniki, by móc zacząć w przyszłym tygodniu. Ale nie będę ortodoksyjna - będziemy pewnie głównie na BLW, ale i papki czasem bywają wygodne np. kiedy pora posiłku wypada podczas oczekiwania na kontrolę u lekarza.

Z rozwojowych nowości mamy:
  • gaworzenie. Dużo gaworzenia. Ba-ba, da-da, na-na, ga-ga, ła-ła i pa-pa już były. do obgadania pozostał jeszcze tylko ta-ta;p Choć mąż twierdzi, że ona przecież mówi "tata" tylko po francusku.
  • szał radości na widok uśmiechu, salwy śmiechu podczas łaskotania i pierdziochów w brzucho. 
  • ewidentne reagowanie uśmiechem na własne imię i na słowo "jeść";p
  • próby podciągnięcia nóg pod brzuszek. Na razie jednak brak równowagi i albo głowa ciąży, albo nogi odjeżdżają w tył.
  • mostek. W łóżeczku, w foteliku, gdzie popadnie.
  • pełzanie - nadal majestatyczne i powolne. W temacie przemieszczania się rządzi turlanie.
  • trzymanie w łapkach dwóch zabawek na raz i walenie nimi o siebie. A ostatecznie i tak wszystko ląduje w paszczy
  • siedzenie z podparciem i w trzymaniu podpórki z przodu - np. pałąka w bujaczku. Mamy pozwolenie na jazdę spacerówką w pochyleniu 30-45 stopni. Oczywiście nie non-stop.
  • rytmiczne uderzanie łapką w podłogę lub różne przedmioty i radochę z uzyskanych dźwięków.



Jest jeszcze coś, co mnie zarazem cieszy i zastanawia. Otóż nasza zołza... łagodnieje. Dużo się uśmiecha, zaczepia śmiechem, lubi przytulasy i głaskanie, lubi znienawidzone do niedawna masaże... nie żeby stała się dzieckiem tak bezproblemowym, jakim był Julo, ale nie tak znowu dużo jej brakuje. Czyżby zrozumiała, że uśmiechem i kokieterią zdziała więcej niż wrzaskiem?

Niewiniątko zwinęło kocyk i wkładkę laktacyjną z przewijaka


 A w przyszłym miesiącu pierwsze raporty z BLW i kolejne życiowe sukcesy panny Marty. I na zakończenie jeszcze Martusia w wersji "ąę"

sweterek rozchełstany, kiecka zadarta, ech, ta dzisiejsza młodzież...
Jakieś 2 godziny po szczepieniu

środa, 16 marca 2016

Za miesiąc dwa lata po raz drugi


Julek za miesiąc skończy dwa lata. Taki szmat czasu...
Mój uśmiechnięty, mały aniołek:) Domowy śpiewak i pieszczoch.
Siostrę rozpuszcza jak dziadowski bicz - rozśmiesza, przytula, znosi zabawki, kołysze (tylko odrobinkę za mocno) w bujaczku.
Łasi się do starszego brata jak mały kociak.
Za wszystko dziękuje.
O sobie mówi per "słodki pysio", a kiedy coś przeskrobie/zdenerwuje Jędrusia/Jędruś coś mu przygada, z miną zbitego psa mówi "ale psiecieś ja jeśtem kochaany!"

Poza tym potrafi zabazgrać każdą dostępną powierzchnię, robi wałeczki z plasteliny, wyciąga zaślepki z kontaktów, układa razem z Jędrusiem drewniane tory kolejowe, gotuje zupę klockową...

Ślicznie śpiewa. Nawet Jędruś w tym wieku tak nie umiał.
Coraz częściej modli się wieczorem razem z Andrzejkiem. Jędrula recytuje "Ojcze nasz" albo "Pod Twoją obronę", a Julcio śpiewa "gdy na morzu wielka burza,Ju Jezus ze mną w łodzi jest".

Ruszać nadal mu się nie chce. Chciałam przesadzić go z czterokołowego jeździdełka na rowerek biegowy, z którego wyrósł już Jędruś, ale Julasty nie wyraził zainteresowania. Jedyną motywacją do wspinaczki są nasze talerze lub chęć zdobycia czegoś, czym można rysować.
Z nowości - nauczył się podskakiwać i zeskakiwać przodem z krzesła i innych kanap. No i swobodnie, bez trzymanki  łazi już po schodach.

Jest cudownym, posłusznym pomocnikiem. Jeśli mąż akurat jest niedostępny, to właśnie Julo wyciąga mi ubrania z niskich szafek (i to dokładnie te, o które proszę), żółty ser z lodówki i pranie z kosza na brudy.
I jak rozjaśnia mu się buzia, kiedy dziękuję mu za pomoc... Oby nie przeszło mu to z wiekiem.

A już w przyszłym miesiącu Julo pierwszy raz spotka się z kolegami Andrzejka i zaśpiewa bratu sto lat z okazji czwartych urodzin. No i może podejmiemy zarzucone ostatnio próby zaprzyjaźnienia się z nocnikiem:)

Martusia, nie płacz, ja w twoim wieku też byłem taki łysy.

czwartek, 10 marca 2016

Modlitwa dziecka

M: Jędrusiu, nie właź na łóżeczko Martusi, jesteś już za ciężki.
A: Ale przecież to MOJE łóżeczko!
M: Było twoje. Kupiliśmy je dla ciebie, potem spał w nim Julek, teraz śpi w nim Martusia, a potem Martusia z niego wyrośnie i je sprzedamy.
A: Nie. Nie sprzedamy, przecież musimy urodzić jeszcze drugą dziewczynkę.
M???
A: Ja chcę mieć jeszcze jedną siostrę.
M: Jędrusiu, mam chore plecki, nie dałabym rady dźwigać dużego brzuszka. Do naszego mieszkanka nie zmieści się jeszcze jedno łóżeczko i nie mielibyśmy pieniążków na nowe duże auto...
A: Ale ja chcę mieć jeszcze jedną siostrę.
M: To musisz się o to pomodlić do Pana Jezusa. To on daje dzieci do brzuszka.

Myślałam, że na tym sprawa się zakończy, ale oto parę godzin później mój pierworodny, klęcząc w piżamce przed ikoną (nota bene Świętej Rodziny) szturmuje wrota Nieba:

Panie Jezu, proszę Cię, żeby mamusia była zdrowa i miała silne plecki. I żeby nasze mieszkanko było większe. I  żebyśmy mieli duużo pieniążków. A potem daj mamusi do brzuszka jeszcze jedną siostrę dla mnie.

poniedziałek, 7 marca 2016

Mam w domu czworo dzieci:)

Zbieram się do kupy. Pomału, ale do przodu. Kiedy człapię sobie na rehabilitację parę bloków dalej, chyba nawet nie widać, że mam jakiś problem z poruszaniem się.

Ale różowo nadal nie jest. Zakaz dźwigania nawet Marty, zakaz jazdy komunikacją miejską, zakaz wszystkiego, co nasila ból - schylanie się jeszcze jakoś ominąć można (wyrabiam sobie chwytne stopy, hehe), ale jak, zwłaszcza kobietą będąc uniknąć siadania?

Z tych mniej więcej powodów muszę do absolutnego minimum ograniczyć jazdę samochodem.
A tu jutro szczepienie Marty w punkcie konsultacyjnym.

No cóż, pojedzie mąż, a namiastkę mamy weźmie w termoopakowaniu. Boję się jednak.
Szczepionki 3w1 nadal nie ma.
Szczepionki 5w1 się boję.
Mąż nie podziela mojego strachu i twierdzi, że Marta nie podzieli losu Jędrusia, bo ma już 5,5 miesiąca jest zdrową i silną dziewczynką.
Jak pokonać swój strach i wizję nieprzytomnego po szczepieniu dziecka?

Tymczasem w domu chłopaki mają katar, co wcale nie przeszkadza im harcować jak pijane zające.
Jul ćwiczy śpiew "sto lat" na urodziny Jędrusia. W ogóle zdolny śpiewak z niego, potrafi wiernie odtworzyć cały refren "Zająca Poziomki" albo "Płonie ognisko w lesie". Dla mnie szok. W tej dziedzinie nawet Jędrka przebił. I zrobił się jeszcze bardziej przytulny. Kiedyś, zapytany, kto to przyszedł przytulić się do mamusi, odpowiedział: "To taki śłodki mały ja". Rozpłynęłam się.

A u Andrzejka kolejna fascynacja - Tomek i Przyjaciele. Ma już bluzkę z Tomkiem, piżamę z Tomkiem, pościel do przedszkola z Tomkiem, brakuje mu tylko... Tomka. Ale znając życie, pewnie wydębi na urodziny, bo już od jakiegoś tygodnia babcię zanudza. W ciągu 2 tygodni trwania nowej pasji dowiedział się o kolei więcej niż ja przez całe życie. I miłością do Tomka zaraził... tatusia.

I tak teraz (godz. 00:58) mój mąż siedzi przed laptopem i ogląda na yt co najmniej czwarty z rzędu odcinek.
I fajnie, że on, poważny pan doktor nauk, nadal ma w sobie dziecko:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...