poniedziałek, 5 września 2016

Trochę szaleństwa

Uff, wróciliśmy z wakacji, Jędrula poszedł do przedszkola, ja zakończyłam swoją wakacyjną pracę i zaczęłam funkcjonować w swoim codziennym kieraciku.

Przez nieco ponad miesiąc nie napisałam tu nic. Sama nie wiem, dlaczego, ale chyba tego potrzebowałam. Najpierw korzystaliśmy z pogody,  spotykaliśmy się ze znajomymi, poznałam kilka świetnych dziewczyn na krośnieńskim chustospotkaniu i już cieszyłam się na kolejne, tym razem w Rzeszowie, kiedy spadło na nas chyba jakieś fatum.
Najpierw Jędruś zaczął gorączkować. Pomyślałam, że może to przez słońce, bo tego dnia był straszny upał, praktycznie cały czas byliśmy na zewnątrz, a on walczył z każdą moją próbą założenia czapki. Gorączkował tak przez 3 dni po 39-40 stopni, a czwartego dnia... wysypka. Dłonie i stopy pokryte pęcherzami z płynem. Aha... bostonka. Na szczęście Jędruś, po zejściu gorączki, wysypkę znosił dzielnie.
Aż tu dwa dni później zagorączkowała młodsza dwójka. Naraz.
A potem znów wysypka. Też naraz.
Tyle tylko, że młodszaki miały mniej szczęścia od Andrzejka i pęcherzyki, oprócz kończyn, krostki miały też właściwie w całej buzi i na języku. Czy muszę opisywać, jak wyglądało ich karmienie? Właściwie było to karmienie piersią - ja odciągałam, Marta piła przez strzykawkę (bo ssać nie dała rady), a Jul z kubka - i tak przez trzy dni. Przegryzali to moje mleko jeszcze rozgotowanym makaronem i chrupkami kukurydzianymi, nic innego nie byli w stanie przełknąć, nawet zmiksowana zupa warzywna ich piekła.

Kiedy już w końcu uwolniliśmy się od bostonki i na pamiątkę została już tylko schodząca jak wylinka skóra, Jędruś dostał pierwszego napadu padaczki z drgawkami. Drgała mu co prawda tylko ręka, ale szybko znaleźliśmy się u neurologa dziecięcego, a ten skierował Jędrusia na badania dna oka i rezonans magnetyczny.
Kto choć trochę zna Jędrusia, ten wie, że on bez snu nie ma w zwyczaju leżeć spokojnie przez 20minut, więc badania musiały odbyć się pod narkozą, a to wymagało położenia Jędruli na oddział dziecięcy, na którym szalała jelitówka.

Nic to, trza to trza. Z Jędrusiem został mąż, a ja z popołudniową pomocą rodziców, głównie taty, zajmowałam się Martusią i Julastym.

Badania zostały przeprowadzone, przyczyna nie została znaleziona. Wszystkie wyniki badań okazały sie dobre. Szczęście w nieszczęściu. Zmieniono Andrzejkowi tylko postać leku: z syropu na granulat o przedłużonym uwalnianiu. Plus jest taki, że jak dotąd nie powtórzyły się drgawki. Napady nieświadomości nadal się zdarzają, ale z tym zawalczy już nasza neurolog za parę dni.

Ostatnie dni w Krośnie upłynęły nam naprawdę przyjemnie, ale pora było wracać do Krakowa.
Podróż upłynęła bez problemów, pierwsze dwa dni Jędrusia w przedszkolu - super, aż tu nagle... gorączka, biegunka, wymioty... czyżby pamiątka z oddziału?

Na domiar złego zadzwonił mój tato i oznajmił że... ma bostonkę. Kurtyna.


PS. Z tego wszystkiego minęła jedenasta miesięcznica mojej kochanej Tusinki. Przy roczku jej to wynagrodzę. A na razie parę zdjęć

pierwsza lekcja anatomii

Chustospotkaniowy stos i Marta jako gwiazda

Stos rozwaliła, ale gwiazdorzy nadal

na Rynku w Krośnie. Serio.

Moje pierwsze w życiu czerwone paznokcie. Też serio ;)


#tatateztuli

Sprzedam taką o to szmatę. Kto chętny?

Sala zabaw w Krośnie. Chłopcy szaleli, a Marta im przygrywała


W Krakowie nie pozwolili, a w Krośnie odbiłam sobie fakt, że za moich czasów nie było takich sal
Podróż powrotna. Wiedźma zaprasza na trujące jabłuszko;)

Przy "Gospodzie u Wiedźmy" pod Pilznem. Z atrakcji do zaliczenia przed nami jeszcze muzeum lalek

A na koniec Martul macha Wam Linomagiem :D

11 komentarzy:

  1. Olu przez caly miesiąc dzien w dzień wchodziłam z nadzieją ze będzie nowy wpis tym bardziej ze Martusi wybilo 11 miesięcy..Wiem ze nie miałaś zwyczajnie czasu ale skrobnij cos czasem bo ja uwielbiam Cie czytać ( i jestem.pewna ze nie tylko ja ) . Pozdrawiamy z moja banda i czekamy na kolejne wpisy i nowinki z waszego życia :* P.S zdrowka dla Jędrusia. Oby napad nigdy więcej sie nie powtórzył...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dzięki. Jutro neurolog, uśmiecham się o kciuki

      Usuń
  2. A te napady nieświadomości jak się charakteryzują po czym poznajecie? I jak zauważyła to wasza lekarka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wygląda niepozornie - jakby Jędruś na parę sekund się zagapił, czasem przewraca przy tym oczami, ale nie zawsze. A jak wyłapała to nasza pani doktor - nie wiem, chyba to lata doświadczenia i setki prowadzonych dzieciaków.

      Usuń
  3. W kooońcu! Ile można było czekać na nowy wpis?! (żartuję, to Ty o tym decydujesz, nie my)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu! Nareszcie�� martwilam sie. Codziennie zagladalam na bloga... Uff....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Postaram się pisać częściej, choć odkąd Martusia zrobiła się mobilna, mam już w domu totalny kołowrotek, a trójka ruchliwców w wielkim 4-kondygnacyjnym domu ze sporym ogrodem to było wyzwanie :)

      Usuń
  5. Każdy czasem potrzebuje chwili oddechu :-) Fajnie, że już wróciłaś :-)
    Paznokcie na czerwono proszę malować częściej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu mężowi się takie nie podobają, ale co tam, nastepne będą miętowe ;)

      Usuń
  6. ależ ja u Was dawno nie byłam :D Wakacje to nie czas na blogowanie :d trzeba korzystać z pogody ile tylko można

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...