czwartek, 21 lipca 2016

Martusia 10/10 :)

I znów jestem spóźniona. Przy chłopakach nie do pomyślenia - blog był dla mnie formą relaksu. Teraz też jest, tylko rzadziej mogę sobie na ten relaks pozwolić.
Na dodatek jeszcze nie pojechaliśmy do Krosna. Zatrzymała nas praca męża i czas ŚDM będziemy musieli przebiedować w Krakowie. Całe szczęście, że nie w epicentrum, ale jednak. Ale nic to, ad rem.

18 lipca mojej Martusi stuknęło 10 miesięcy. Ma jakieś 74-75cm wzrostu, ciuch nosi nadal na 74 (body) i 80/86 (spodnie), waży szalone 8300. Butów nie nosi, ale pasowałby jej rozmiar 19/20.

Rehabilitacja jest jej niepotrzebna. Na kolejne spotkanie mam się umówić, kiedy zacznie sama chodzić lub jeśli nie zacznie przed skończeniem półtora roku.
Szczepienia znów do tyłu, bo Tunia zaliczyła dwa katary, a ja zasmarkańców szczepić nie pozwalam.
Wyszedł szósty ząb - druga z górnych dwójek - i na razie zapanował spokój.
Rosną jej włosy! W dziennym świetle są słabo widoczne, ale w sztucznym są... marchewkowe :)
Ruda Marta? Czemu nie, brzmi fajnie.

Z jedzeniem po wizycie u neurologopedy drgnęło. Grudki nadal są be i fuj, ale całkowicie gładkiej papki Marta zjada już prawie cały duży słoik. W piątek kontrola i się okaże - idziemy na zabieg, czy też nie.

Ruchowo jest książkowo. Martusia łazi sobie przy meblach, tyłem schodzi z kanapy, coraz śmielej
poczyna sobie przy pchaczu. Bez podpórki ustoi maksymalnie 2-3 sekundy. Za ręce jej nie prowadzamy.

Martula w sali zabaw

Szlifuje sobie też córa chwyt pęsetowy i uwielbia bawić się w piaskownicy. Najchętniej nabiera sobie garść piachu, otwiera dłoń i obserwuje, jak piasek przesypuje się między jej paluszkami.




Gada całkiem nieźle. Wyłapałam całkiem sporo świadomych słów, często łączonych z gestami. Mama, tata, baba, lala, jaja (przyp. red. jednak miałam rację, to oznacza obu jej braci),am, to (oznacza to,co Marta w danej chwili pokazuje rączką).

Martusia zaczęła ostatnio wskazywać interesujące ją przedmioty. Nie umie jeszcze precyzyjnie zrobić tego palcem wskazującym, więc próbuje inaczej - całą dłonią, ruchem głowy lub dowolnym palcem, jeśli chodzi o coś małego. Zapytana, potrafi wskazać oko i nos swojej ulubionej lalki. Czasem pokaże też pieska - ale tylko na jednym, konkretnym obrazku. Zaczęła też głaskać i przytulać zabawki. Najczęściej swoją lalę, ale koparce Jędrusia też już się zdarzyło zostać obiektem czułości.
Nas też oczywiście kocha. Tuli, głaszcze, szczypie i daje wilgotne buziaki połączone z gryzieniem.
Uwielbia, kiedy ja i mąż tańczymy albo podskakujemy z nią na rękach. Lubi też zwisać głową w dół i być szybko wożoną na jeździku lub okręcaną i w kółko. Materiał na baletnicę albo kosmonautkę ;)

Marta na tatusiu, tatuś na równoważni ;)

Na placu zabaw nad zalewem nowohuckim chłopcy znaleźli takie bujadełko. Sami szybko się znudzili, ale Tusi się podobało :)
 
A następnym razem - już na pewno z Krosna - będzie pewnie o pierwszym martusinym chlapanku w rzece, o raczkowaniu po ogrodzie i, znając życie, o wspinaczce na strych :)

2 komentarze:

  1. Môj też uwielbia jak się z nim tańczy!!! Śmieje się jak głupi wtedy, cały szczęśliwy :)

    My też już chyba robimy ostatnią turę rehabilitacji.

    Ząbki mamy 2, a kolejne nas piekielnie męczą :(

    Życzę kolejnych sukcesów Martusi dużych i małych :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...