niedziela, 10 lipca 2016

Dwa tygodnie do nadrobienia

Jedyny sposób, by ich mieć na jednym zdjęciu - skuć łańcuchami
Strasznie dawno mnie tu nie było.

Częściowo dlatego, że mój laptop, zubożony o trzy klawisze i zawias, wymagał pobytu w sanatorium, a ja nie umiem obsługiwać bloggera z telefonu.

Częściowo zaś dlatego, że od 1 lipca Jędruś nie chodzi już do przedszkola i szaleje, Marta zalicza kolejne upadki, ucząc się poruszania na dwóch (choć tyle, że przy meblach), a Jul z upodobaniem koloruje kredkami ściany i podłogi.
A ponieważ cała trójka jest znacznie efektywniejsza w rozrabianiu niż ja w sprzątaniu, no cóż... nie wyrabiam na zakrętach.


Do tego dochodzi stały element życia rodziny z małymi dziećmi - kontakty z służbą zdrowia. W ubiegłym tygodniu zaliczyłam z całą trójką przychodnię - bo Jul kaszlał z dusznościami, Jędruś miał ZUM, a Marty nie było z kim zostawić, zresztą i tak chciałam wziąć dla niej skierowanie na morfo, bo ostatnio już prawie w ogóle przestała jeść cokolwiek poza mlekiem mamy i wygląda bladawo. Potem Jędrusiowe EEG i neurolog, badania krwi u Marty (oczywiście anemia jak byk), powrót do pediatry, żelazo w syropie do podawania ze strzykawki i sugestia, że być może potrzebujemy pomocy neurologopedy. No więc idziemy we wtorek, mam nadzieję, że dowiem się, dlaczego Martusia gardzi jedzeniem i jak ją "odwrażliwić".

Oprócz tego wszystkiego staramy się też przynajmniej raz dziennie być na placu zabaw, a raz-dwa razy w tygodniu wypuszczać się gdzieś dalej - szwendamy się, ile się da.

Plażing nad zalewem



On nie potrafi się nie ruszać





Tak Julo bawi się na zjeżdżalni


Neurolog nie pozwala zdjąć bocznych kółek :(

A co u młodzieży?
Jędruś ostatnio chętniej bawi się z dziewczynkami - i to najczęściej sporo od niego starszymi. Raz nawet udało mu się znaleźć posiadaczkę rodziców równie tolerancyjnych jak jego właśni - nie krzyczących np. za taplanie się w błocie:)



Dziś w Ogrodzie Doświadczeń Jędruli zamarzył się zorbing, więc ubłagał pana z obsługi, żeby pozwolił mu wejść do kuli mimo że nie ma wymaganych pięciu lat (kłamał, że ma, ale pan się nie dał nabrać ;p). Podobno radził sobie świetnie, w każdym razie wyszedł zachwycony i od razu pognał skakać na trampolinie, więc chyba nie kręciło mu się w głowie.





Julo zaczyna na rowerku biegowym - na razie jednak Julek boi się biegać i uczy się utrzymywać rowerek między nogami, dostojnie na nim krocząc.



W końcu przeprowadziliśmy prowokację mlekiem. Najpierw przeszliśmy z Bebilonu pepti na Bebiko HA, a kilka dni temu udało się przejść z bebiko HA na zwykłe. Za nim też już pierwsze racuchy na mleku krowim - dzięki Opatrzności bez sensacji. Ma tylko trochę bardziej suchą skórę, ale zaostrzeń AZS brak, więc natłuszczamy balsamem i się nie przejmujemy.

A Martusia pokochała jazdę w chuście na plecach, więc na piątek umówiłam się z doradczynią na podszkolenie z motania plecaka - niby sobie radzę, ale zawsze może być lepiej:)



Nosidło działa ostatnio usypiająco ;) Jakieś 100m i nie ma dziecka

No i dziś podczas wycieczki stał się cud - Martę zgodził się PUBLICZNIE nosić tatuś. Kiedy mnie wysiadły już plecy, a do wózka (nie pomyśleliśmy i wzięliśmy pojedynczy) wpakował się zmęczony wędrówkami Julasty, mąż zarzucił sobie nosidło z córą na plecy i poooszli zdobywać Ogród Doświadczeń - zaliczyli chyba wszystko, na czym można się było pobujać i potrenować równowagę, a Martula piszczała z radości. Wymarzony materiał na przyszłą kosmonautkę.




A ja... jakoś ciągnę. Byłam na dermatoskopii, mam pięć znamion do wycięcia, na szczęście nie są złośliwe. Zaczęłam też olejować włosy. Kupiłam sobie w ekosklepie olejek sesa i już po kilku użyciach moje włosy ładnie błyszczą i mniej się puszą.
Kupiłam sobie trzecią chustę, a czwartą pożyczyła mi koleżanka z forum, mieliśmy też na testach kolejne wielopieluszki - tym razem marki o wdzięcznej nazwie "Ekomajty". Nadrobiłam też papierologiczne zaległości w izbie aptekarskiej i to uświadomiło mi, jak bardzo nie chcę wracać do pracy. Ale cóż, dzieci rosną, wraz z nimi rosną potrzeby, trzeba by się za czymś rozejrzeć... Chyba będę szukać godzin albo części etatu od nowego roku.


By się od tego tematu oderwać - we wtorek lub środę postaram się napisać, jak wyglądała nasza wizyta u neurologopedy. A teraz - pozdrawiam w imieniu rodzinki i własnym :)

1 komentarz:

  1. Kurcze mój na dniach bedzie miał pół roku a ja nasal nawet nie zajrzalam dokładnie na foro z chustami. Na fonie nie działa fajnie, a na lapku nie mam czasu :( a tak marzy mi sie chusta i wrzucic go na plecy i porobic cos w kuchni lub na brzuch i wyjść z Nim i psem na spacer. Mam nosidełko kangurka ale to nie to samo...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...