czwartek, 21 kwietnia 2016

Wreszcie o Marcie i jej 7 miesiącu.

Ten post powinien ukazać się 18. Mea culpa.
Nic to, pójdzie dzisiaj:) Na dzień wczorajszy Tusia ważyła 7,5kg i mierzyła 70cm. Nadal długonoga panna z niej - boy i koszulki nosi przeważnie w rozmiarze 74, a spodenki wyciągnęłam ostatnio z pudła "Andrzejek 80". Ponadto nosi pampy 4 (a dwuletni Jul 4+, hehe), wielorazówki wreszcie spięte na M, a na spacery do podtrzymywania skarpetek (bo zdejmuje, łobuzica, co chwilę) pojulkowe buty w rozmiarze 19. Julasty taki rozmiar nosił, kiedy był dwa razy starszy... No cóż, kopciuszkiem to Martusia raczej nie zostanie.

Z nowości - wczoraj na oględzinach przy okazji bilansów chłopców pani doktor podała Tuni palce, a ta podciągnęła się o siadu, palce puściła i... sobie siedziała, zadowolona z siebie. Tak jej się to spodobało, że w domu też domaga się sadzania. Mama z tatą się nie dają, ale babcia to co innego. Wnusia wyszczerzy dwa siekacze i babcia mięknie.

Trudno jednym słowem określić sposób, w jaki Marta się przemieszcza. Jest to bowiem swoista mieszanina raczkowania, pełzania "na gąsienicę" do przodu i do tyłu, czołgania się "na komandosa" i turlania się. Ciekawe, co na to pani doktor od rehabilitacji, mnie te jej popisy się podobają - bardzo pociesznie to wygląda :)

W ogóle rozbraja mnie ta istota kompletnie. I nie tylko mnie. Nawet chłopcy nie mają jej za złe, kiedy doczłapie do nich i podkrada im pociągi, a nawet rozwala torowisko.

Bawi się Martusia bardzo ciekawie. Wszystko ogląda, paca ręką, uderza zabawką o podłogę lub szczebelki łóżeczka, a potem o inną zabawkę. Małe przemioty zręcznie chowa w dłoni, próbuje też chwytać dwoma palcami i pewnie niedługo zacznie jej się to udawać. A co się przy tym nagada i naśpiewa, to... nasze:)

I tak oto dochodzimy do atrakcji miesiąca - BLW. Jak to wygląda u nas?
Przede wszystkim nie mam wsparcia w nikim. Wszyscy dookoła mnie uważają tę metodę za jakąś szarlatanerię i marnowanie jedzenia. A ja walczę. Co drugi dzień Tusia dostaje na talerzyku 2 różne warzywa i gotowanego indyka w kawałkach "do łapki". Indyka nie uznaje - chyba że do rzucania. Skubnie po trochę każdego z warzyw (próbowała marchewki, ziemniaka, pietruszki i buraka) coś tam nawet przeżuje i połknie, a potem zaczynał się teatr. Mała celowo odgryzała duże kawałki i pluła na stół. Co wypluła, to łapką rozgniatała, resztę zrzucała na podłogę. Tak było do niedawna. Teraz, kiedy Marta zaczyna wypluwać, posiłek się kończy.
Tymczasem w pozostałe dni dostaje Martula "tradycyjne" papki. Tu wcale nie jest lepiej. Po ponad 3 tygodniach rozszerzania diety zjada maksymalnie 3-4 herbaciane łyżeczki zupki, a i to z humorami. Robi przy tym "pierdziochy" i pluje na potęgę, tak że jej brzuch jest chyba ostatnim miejscem, do którego dociera zupa. Pełno jej za to na foteliku, na mamie, na pieluszce i pod nosem...
No nic, jestem cierpliwa. Jeszcze...

A w kolejnym miesiącu: znów kontrola u rehabilitacji, choć pewnie już bez ćwiczeń, szczepienie, ciąg dalszy walki z dietą i może nauka picia z niekapka, który na razie robi za marakas... I jeszcze tradycyjnie - zdjęcia.
Więcej będzie, kiedy w końcu odbiorę aparat z serwisu, ale co mam, tym się dzielę:)

Najpierw były pretensje i fochy. A potem jaśnie królewna wyczaiła, że matka robi jej zdjęcie ;)

Kabel o laptopa jest smaczniejszy o marchewki czyli BLW by Marta

Najlepsze zabawki to te zabrane braciom ;p

5 komentarzy:

  1. Hoho, groźna mina taka, że widać, że nie ma żartów ;) pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hoho, groźna mina taka, że widać, że nie ma żartów ;) pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie ;)
    a my jutro kończymy 3 miesiące ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo nei wiem czy tak tylko u mnie, ale jakieś obrazki mi na tekst nachodzą i nie mogę przeczytać całego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też tak. Myślałam, że to chwilowy błąd, ale chyba wezmę i pousuwam te zdjęcia.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...