środa, 27 kwietnia 2016

dziecko rowerowe i dziecko nierowerowe

Jak już wcześniej wspominałam, Andrzejek od tygodnia ma nowy rower. Zmiana była drastyczna, bo z drewnianej biegówki o 12'kołach przesiadł się na tradycyjny rower o kołach 16'. I właściwie jest już gotów na zdjęcie bocznych kółek.No dobra, byłby - gdyby podczas jazdy patrzył, gdzie jedzie zamiast zachwycać się (na głos) tym, jak pięknie pedałuje... Przez to, choć technikę ruszania, hamowania i skręcania opanował w minutę osiem, ja nadal boję się odejść od mojego cyklisty dalej niż na wyciągnięcie ręki, o odjęciu kółek, ba, nawet o zrobieniu zdjęcia w czasie jazdy, nie wspominając.

Tymczasem w sobotę znów oglądałam dziecięce rowerki mając nadzieję na udany zakup, a potem równie udany debiut na Plantach Bieńczyckich - tym razem towarzyszył mi Julian.
Wychodząc z domu, opowiadałam mu, jak to fajnie jest jeździć na rowerze. Wydawało się, że haczyk został połknięty - Julo piszczał z radości, że idzie mierzyć rowerek. Był grzeczny w autobusie, dziarsko zszedł po stromych schodach (sam!), dał się zaprowadzić do miejsca, gdzie stały rowerki, bez protestu wsiadł, kawałek przetuptał i już miałam mówić, że kupię mu ten rowerek, kiedy Julasty zauważył
GRABKI.
-Chodź,  Juluniu, kupię ci rowerek. Wolisz żółty czy niebieski?
-Wolę glabki. O te zielone - i pokazał na najzwyklejsze plastikowe grabki o piasku.
-Julo, grabki mamy w domu. Ty masz swoje i Jędruś ma...
-Ale ja nie wolę lowelka. Wolę glabki zielone. Glabki chcę!!!

Wszystkie kilkanaście obecnych w sklepie par oczu zwróciło się w naszą stronę. Musieliśmy stanowić niezłe widowisko - matka chce kupić dziecku wypasiony rowerek biegowy, a
dziecko woli grabki za piątaka i na rowerek porzucony po drodze ani spojrzeć nie raczy.

No cóż, ludziska się pośmiali, coś tam nawet skomentowali, rower z pewnym rozczarowaniem odprowadziłam na dotychczasowe miejsce, a Julo z dumą podał ekspedientce pięć złotych za swoje nowe grabki.
Tylko dlaczego owa ekspedientka patrzyła na nas, jakbyśmy jej co najmniej dom spalili...

          Taki chciałam dziecku sprawić...


 













A mój mąż po naszym powrocie wysłuchał całej historii, obejrzał nowy nabytek i... pochwalił Julastego, że wybrał porządne grabie.
Polskiego Wadera, a nie jakąś chińszczyznę.

2 komentarze:

  1. :-) ale się uśmiałam, zakładam funclub Juliana ;) niech Mama się cieszy, że ma takie ekonomiczne dziecko a na rowerek przyjdzie czas. Alicja

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha, wie chlopak przynajmniej czego chce! Moje pewnie prosilyby o rowerek PLUS grabki. I kilkanascie innych, sklepowych duperelek. ;)

    Ostatnio chcielismy nauczyc Mlodszego jazdy na rowerku z bocznymi kolkami. W koncu ma juz prawie 3.5 roku. Starsza siostra w tym wieku smigala juz po podjezdzie jak szatan, a on? Nie potrafi skoordynowac pedalowania, nie chce mu sie wysilic, nie ma ochoty cwiczyc... Woli prowadzic rower za kierownice, idac obok... :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...