niedziela, 20 marca 2016

Półroczna kobieta zmienną jest

Przedwczoraj moja Tusia wkroczyła (lub raczej wpełzła a może wturlała się) w drugie półrocze swojego życia.

Statystyk nie ma, będą w przyszłym miesiącu, jeśli zabiorę małą na pomiary przy okazji bilansów jej braci.
W każdym razie pieluchy 3/4, ciuszki góra 68, dół 74. I "podstawy" solidne. Skarpetki wkładam Martusi te same, co Julianowi po roczku, i nie są za duże.

Zdrowotnie było całkiem nieźle. Czas przeszły stąd, że od wczoraj Martusia gorączkuje i brzydko kaszle. Przy lekarzu oczywiście zgrywała, że nic jej nie jest, i osłuchowo było ok, ale nocka była straszna.
Jeśli dołożyć do tego wyłażące właśnie zęby (jeden się przebił, drugi już widać tuż pod dziąsłem) to można sobie wyobrazić mój i męża stopień wyspania.
Zanim jednak złapało Martę choróbsko, zdążyliśmy złapać moment, kiedy wszyscy byliśmy odpowiednio długo zdrowi - i ją zaszczepić. Po długiej walce z naszymi demonami przeszłości stanęliśmy przed wyborem: 5w1 albo nic. Mąż podjął męską decyzję - szczepimy Pentaximem. Martusia nawet nie miauknęła, problemów potem również nie było. Ulżyło mi.

Zbliżamy się też do tematu rozszerzania diety. Do tej pory Marta karmiona była wyłącznie piersią, ale już od poniedziałku dostaje małe ilości kaszy manny rozrobione z moim mlekiem. Oswaja się z łyżeczką, idzie nam coraz lepiej.
Jeśli chodzi o wprowadzanie warzyw i owoców - kusi mnie BLW. Obecnie zgłębiam podstawy tej techniki, by móc zacząć w przyszłym tygodniu. Ale nie będę ortodoksyjna - będziemy pewnie głównie na BLW, ale i papki czasem bywają wygodne np. kiedy pora posiłku wypada podczas oczekiwania na kontrolę u lekarza.

Z rozwojowych nowości mamy:
  • gaworzenie. Dużo gaworzenia. Ba-ba, da-da, na-na, ga-ga, ła-ła i pa-pa już były. do obgadania pozostał jeszcze tylko ta-ta;p Choć mąż twierdzi, że ona przecież mówi "tata" tylko po francusku.
  • szał radości na widok uśmiechu, salwy śmiechu podczas łaskotania i pierdziochów w brzucho. 
  • ewidentne reagowanie uśmiechem na własne imię i na słowo "jeść";p
  • próby podciągnięcia nóg pod brzuszek. Na razie jednak brak równowagi i albo głowa ciąży, albo nogi odjeżdżają w tył.
  • mostek. W łóżeczku, w foteliku, gdzie popadnie.
  • pełzanie - nadal majestatyczne i powolne. W temacie przemieszczania się rządzi turlanie.
  • trzymanie w łapkach dwóch zabawek na raz i walenie nimi o siebie. A ostatecznie i tak wszystko ląduje w paszczy
  • siedzenie z podparciem i w trzymaniu podpórki z przodu - np. pałąka w bujaczku. Mamy pozwolenie na jazdę spacerówką w pochyleniu 30-45 stopni. Oczywiście nie non-stop.
  • rytmiczne uderzanie łapką w podłogę lub różne przedmioty i radochę z uzyskanych dźwięków.



Jest jeszcze coś, co mnie zarazem cieszy i zastanawia. Otóż nasza zołza... łagodnieje. Dużo się uśmiecha, zaczepia śmiechem, lubi przytulasy i głaskanie, lubi znienawidzone do niedawna masaże... nie żeby stała się dzieckiem tak bezproblemowym, jakim był Julo, ale nie tak znowu dużo jej brakuje. Czyżby zrozumiała, że uśmiechem i kokieterią zdziała więcej niż wrzaskiem?

Niewiniątko zwinęło kocyk i wkładkę laktacyjną z przewijaka


 A w przyszłym miesiącu pierwsze raporty z BLW i kolejne życiowe sukcesy panny Marty. I na zakończenie jeszcze Martusia w wersji "ąę"

sweterek rozchełstany, kiecka zadarta, ech, ta dzisiejsza młodzież...
Jakieś 2 godziny po szczepieniu

3 komentarze:

  1. Świetna jest! Masz fantastyczny dar opisywania zachowań dzieci:) Martusia jest atopikiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      Martusia na szczęście nie ma na razie objawów AZS, ale jestem czujna;)

      Usuń
    2. To fantastycznie, życzę Wam, żeby się uchroniła od tej przypadłości!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...