niedziela, 22 listopada 2015

Jak nie mając TV wychować telemaniaka

Znalazłam w internetach i w pełni się zgadzam:



Nie mam telewizora, nie mam tabletu, smerfona co prawda mam, ale niepodłączonego do neta, tymczasem moi chłopcy i tak oglądają bajki.

Andrzejek nawet nie jest szczególnie zainteresowany - on nie ma cierpliwości, żeby długo siedzieć i oglądać, parę minut i już go nie ma. Może i są jakieś plusy nadpobudliwości?
Gorzej z Julastym.
Zaczęło się niewinnie - będąc w Krośnie przyłaził do pokoju telewizyjnego, w którym babcia/dziadek/wujek coś oglądali. Nie wyganiali, więc oglądał razem z nimi, a czasem i na przekąskę się załapał.
Po powrocie do Krakowa był odwyk - ale jego efekty diabli wzięli, kiedy musiałam pod nieobecność męża, w zaawansowanej ciąży z Martą będąc, inhalować chorego Julastego sterydem z nebulizatora. I choć nebulizator mamy cichutki, Jul z jakiegoś powodu bał się jego brzęczenia i urządzał histerie. Nie pomagały książeczki, bajeczki, kredeczki... pomógł dopiero Youtube, a na nim Fasolki i czołówki starych kreskówek z pszczółką Mają i smerfami na czele. Z czasem doszła jeszcze "Rada puchaczy"oraz  "Mucha w mucholocie" i parę jej podobnych psychodelicznych potworków. 
Niewątpliwie sukces został osiągnięty - przełamaliśmy niechęć do inhalacji i mogliśmy leczyć Jula jak należy.
Ale... no właśnie, Julek choruje teraz co chwilę, zalecenie inhalacji (Berodualem, Pulmicortem albo chociaż solą fizjologiczną) dostaje za każdym razem, inhalacje mamy robić 2-3 razy dziennie po ok. 10 minut. Próbuję bez YT - ale no nie da się. Ryk i zrywanie maski.
I tak, choć poza inhalacjami Jul filmików nie ogląda, to jednak pół godziny dziennie się nazbiera. A on ma dopiero półtora roku. Sama do tego doprowadziłam i nie wiem, jak z tego wybrnąć. Przeczekać?
Jędrek w tym wieku żadnych filmików jeszcze nie oglądał, a kiedy nawet zobaczył będąc w gościach, nie spotykały się one z żadnym zainteresowaniem z jego strony.
Julek to idealny materiał na telemaniaka: nie jest ani zbyt ruchliwy, ani szczególnie wymagający. Potrafi zachwycać się nawet największym kiczem. Zasiądzie i nie ma dziecka. W Krośnie zdarzyło się, że zasnął przy TV, ale sam nie odszedł.

Pocieszam się tylko, że nadal jest moim pieszczochem, a jutuboza nie przeszkadza mu jak dotąd ładnie rozwijać mowy i uczyć się tworzenia coraz bardziej złożonych wypowiedzi.

A jak to jest u Was? Pozwolilibyście półtoraroczniakowi oglądać "baaje"? A jeśli tak, to jak długo?




czwartek, 19 listopada 2015

Dwumiesięczna Miss Min


Martusia jest z nami już dwa miesiące. Szalone dwa miesiące zgadywania zachcianek jaśnie panienki i wyrabiania się ze wszystkim innym na przedwczoraj.

Wiele rzeczy się ustabilizowało. W ciągu dnia Marta śpi zwykle ok. godziny-półtorej w dwóch lub trzech turach. Przystawia się do piersi bez większych problemów i ładnie je. W nocy raz budzi się na karmienie - zwykle ok. trzeciej w nocy. Kolki jakby ciut osłabły. Trądzik niemowlęcy ustąpił, podobnie jak te śladowe ilości ciemieniuchy, których dopatrzyłam się na łepetynie. Moja córcia wreszcie nabrała ciała. W ciągu tego miesiąca przybrała ok. 1,4kg. Ubranka w rozmiarze 56 i pieluszki "2" są na styk.

Jaśnie panienka Marta idealnie wpisuje się w schemat "high need baby" czyli dziecka wymagającego.
Rób, co każę, bo będę WRZESZCZEĆ - tak w skrócie można opisać ten charakterek. Lub jeszcze krócej: Jędruś 2.


Ma masę swoich własnych dziwactw - zawsze zaczyna jeść od tej samej piersi, ma już swoje ulubione tetrówki pod głowę do spania, nienawidzi karuzeli na łóżeczko i bezbłędnie rozpoznaje pożyczone chusty - tylko nasza własna ostała się jeszcze bez ulewania.

W tym miesiącu Marta przeszła swój pierwszy katar. I tak dziękuję Niebiosom, że tylko katar - wszystkich pozostałych domowników przeczołgało jakieś paskudne choróbsko, mój mąż i Jul biorą właśnie drugi antybol:( Tymczasem Jędruś, ja i Marta już wyzdrowieliśmy - u malutkiej dziś był pierwszy od ponad dwóch tygodni dzień bez odglucania Fridą.

Muszę przyznać, że Marta to twardziel. Mimo kataru dobrze jadła, przyzwoicie spała w nocy, pięknie przybierała na wadze i dużo ćwiczyła na brzuchu.

Z mniej fajnych rzeczy - z powodu kataru nie mogliśmy zacząć szczepień i nie wiem, kiedy będzie to w ogóle możliwe. A tu krztusiec ponoć szaleje...
Marta nadal ma też niedojrzałe stawy biodrowe. Kazano nam ją układać na brzuchu i nosić w pozycji żabki, szeroko pieluchować (nie robię tego) i ćwiczyć odwodzenie nóżek podczas przewijania. Martusia te ćwiczenia lubi, więc nie sprawia nam to większych problemów. No i zebrałam wielkie pochwały za chustonoszenie. Podobno bardzo sprzyja prawidłowemu rozwojowi bioderek. Kontrola w grudniu.

A co potrafi moja dwumiesięczna panienka?
  • kontroluje głowę w leżeniu na brzuszku i podczas noszenia w pionie.
  • unoszona do siadu trzyma głowę w linii ciała
  • obraca się z pleców na boki i próbuje z boku obrócić się na brzuch
  • z brzucha na plecy przewraca się pod ciężarem własnej głowy
  • głuży - choć na razie mało
  • szeroko się uśmiecha, odpowiada uśmiechem na uśmiech
  • łączy dłonie i obie naraz pakuje do paszczy 
  • przypatruje się uważnie twarzom i przedmiotom, wręcz świdruje spojrzeniem
  • robi 100 000 min na minutę. To zdecydowanie najbardziej "miniaste" z moich dzieci.
W następnym miesiącu nie mniej wrażeń. Oby szczepienie. Kontrola bioder. Kontrola endokrynologiczna.
Chrzest.
A teraz jeszcze Marta. Dużo Marty:)
Łobuzy:)

Te elfickie uszy...



Przyłapana na gorącym uczynku - ułożyłam ją na plecach:)

przyjemne z pożytecznym czyli przytulanie najlepszą profilaktyką dysplazji
Pierwsze uśmiechnięte zdjęcie Martusi





niedziela, 15 listopada 2015

Julian 19-miesięczny i wyniki rozdania z DEMSA TOPIC

Miała być wizyta na zdrowym i szczepienie. A guzik, Julek znowu chory. Nie został więc Julo zmierzony, ale wiem, że wreszcie przebił 10kg. Wiem dzięki jego młodszej siostrze, której jedzeniowe przeboje przyprawiły nas o wagę niemowlęcą. Wczoraj Jul ważył dokładnie 10,1kg. Hurra:D

Poza tym bez zmian: ciuchy 92, pieluchy 4+/L, but 22. Kozaki pewnie kupimy 23.

Zębów 15. Brak piątek i jednego kła, który już jest w drodze.

Zaczęło się psocenie. Zaczynam odczuwać negatywne skutki zachwytu starszym bratem. Dziś podczas kiedy karmiłam Martę na podłodze znów wylądował wybór pism Eliadego i encykliki papieskie. Kiedy układałam książki na półce chłopcy razem zrobili sobie ciasto solne. A że nie mieli pod ręką mąki i wody użyli... jogurtu którego Jędrusiowi nie chciało się jeść. W czasie, kiedy ja likwidowałam tę szkodę Julo znów rozwlókł książki...
Parę dni temu zabawili się w salon fryzjerski i tak w niezbyt bujnych, ale długich włosach Jula znalazła się guma do żucia. Na szczęście Jul nie jest taki narwany jak brat i w ramach dalszego ciągu zabawy - tym razem z mamą - zasiadł na krześle, pozwolił sobie nałożyć na głowę tonę wazeliny i wytrzymał prawie godzinę wyczesywania gumy grzebieniem - dzięki temu obciąć wystarczyło tylko jeden mały kosmyk i całość fryzury pozostała jak dawniej.

A co poza tym? Jul jak zwykle przymilny. Tuli się do każdego, nadal upomina się o pierś, więc karmię teraz dwoje. Julcio przystawia się średnio co drugi dzień i pewnie niedługo znów się odstawimy, ale na razie nie jest to dla mnie szczególnie uciążliwe. Przynajmniej nie tak jak to, że pozazdrościł Marcie jazdy na mamie i pakuje mi się "do chuty" - czyli chusty. A ja po cięciu nie powinnam jeszcze nosić takiego klocka, więc pozwalam rzadko i na krótko.


Jeśli chodzi o rozwój fizyczny - tu nie ma wielkich postępów, ale odkąd Jędruś poszedł do przedszkola, Julo bardzo rozwinął się intelektualnie - lubi na przykład piosenki z pokazywaniem i zna już kilka układów, ulubiony to "Gdy na morzu wielka burza, Jezus ze mną w łodzi jest". My z Jędrusiem śpiewamy, Jędrul pokazuje, a Jul powtarza gesty. Oczywiście ani w połowie tak precyzyjnie jak starszak, ale widać postępy i zaczątki synchronizacji.
No i mówi. Coraz lepiej mówi - zaczyna łączyć wyrazy i tworzyć najprostsze zdania typu "nalej mi foku" (soku), "nie ma taty", "fota nowa daj mi"  (=daj mi szczotkę do ubrań), "ała, to bolało", "ide lulu" (=idę spać) etc.na pytanie, kto będzie jadł/kąpał się odpowiada "to ja", kiedy coś zbroi i widzi mój karcący wzrok, mruczy "oj ty Lulu, ty Lulu". Jest to jednak wyjątek, bo zwykle Julek nie o sobie w trzeciej osobie, tylko mówi "ja", "moje", "mi". Pomału próbuje też odmieniać przez przypadki, ale idzie opornie. Próbuje za to powtarzać usłyszane słowa i robi to całkiem wyraźnie. Potrafi  wypowiedzieć tak skomplikowane słowa jak np. "inhalatol" czy"kosialka"., Z każdym dniem słownik się wzbogaca i choć na pozór szału nie ma, to dogadać się z Julem da.

Pijak:) Flacha o pojemności 300ml, a on żłopie takich 7-8 dziennie. Na szczęście badania w normie.


Jakąś godzinę po zrobieniu tego zdjęcia w tych uroczych lnianych piórkach znalazłam gumę do żucia

Wieczorem Jul (z fryzem nadal na wazelinie) i wszystkie chusty pożyczone mamie:p z cyklu: "a dziś każę się nosić w..."
Jedyna moja była brązowa - już ją sprzedałam, żeby odkupić od właścicielki tę ciemnozieloną - to moja pierwsza chusta, w której 10kg nic nie waży:)

________________________

A teraz obiecane wyniki rozdania.

Do wygrania były trzy następujące zestawy kosmetyków marki DEMSA.



Najchętniej nagrodziłabym wszystkie Uczestniczki, ale niestety - musiałam wybrać.

Zestawy trafią więc do Autorek tych odpowiedzi:

ZESTAW I
Moj synek Mateusz ma AZS a od kilku dni ma pokrzywke na nogach ale nie moge znalezc przyczyny. Drapie sie przy tym bardzo ale po posmarowaniu wysypki kremem na azs wszystko wraca do normy w ciagu godziny.

nasz rytual wyglada mniej wiecej tak.
1. Kapiel w emoliencie sprawdzony od urodzenia synka raz zmienilam na inny skora nie byla tak nawilzona a raz zastosowalam zwykly plyn do kapieli i synek drapal sie strasznie wiec musialam drugi raz wykapac go w emoliencie.
2. Mateusz uczulony byl na wiele produktow jaja, gluten, bialko mleka krowiego, pomidory, banany, w tej chwili skora i brzuszek reaguja na zoltko jaja, bialko mleka krowiego i pomidory.
Mati ma delikatna skore na buzce ktora pokryta jest drobnymi szorstkimi krostkami i to wlasnie na buzce widac wszystkie zaostrzenia choroby swedzi go tez cale cialo choc nie widac krostek dlatego raz dziennie smaruje kremem do skory atopowej cale cialko synka a kilka razy dziennie buzie. Synek jest dosyc uparty i swego czasu nie buntowal sie przed smarowaniem buzi wtedy Twoj wpis Olu na blogu mi pomogł ktory ukazal sie daawno temu. Od tamtej pory jak smarujemy buzke mowie "policzki chomiczki"

3. Jesli wychodzimy na mroz wiatr smaruje Mateuszka gestym kremem odpowiednim na taka pogode, w upaly smaruje odslonieta skore kremem z filtrem UV+50. Gdy slonce nie jest mocne a synek bawi sie w cieniu nie smaruje go wcale badz uzywam mniejszego filtra.

4. krotkie paznokcie:) Mati czesto drapie sie po zjedzeniu roznych produktow a ostatnio przy wystapieniu pokrzywki musze czesto obcinac mu paznokcie srednio raz na 3 dni zeby nie zadrapal sie do krwi, ostatnio pokrzywka mnie zaskoczyla ale synek zrobil na nozce tylko 2 ryski.

Skąd ja to znam - smarowanie przed każdym wyjściem, bo mróz, bo upał, bo słońce... inne dzieci latają jak chcą i prażą się jak frytki, moje muszą chować się w cieniu. Niby słońce dobrze robi na zmiany, ale dziecko ciut się przepoci i problemy. Niby skóra od dawna ładna, ale emolient musi być, bo inaczej problemy - a Andrzejek błaga o tabletki barwiące wodę albo płyn do kąpieli, z którego można robić bańki mydlane:(

ZESTAW II.  
1. AZS jest jak ninja, skrada się, skrada – by za chwilę wyskoczyć z głośnym „Ija!” i powalić na kolana. Dobrze o tym wie mój synek, który co jakiś czas budzi się z nóżkami pokrytymi suchymi plackami, które swędzą i bezgłośnie krzyczą do mojego dziecka: „Drap nas, drap!”. Skutek jest taki, iż zaczerwienienia na jego nóżkach to norma, a swędzenie przeszkadza mu czasem nawet w zasypianiu. A ja płączę z nim…

2. Podstawą pielęgnacji jest kąpiel w delikatnych emolientach, które natłuszczają skórę - dlatego codziennie mój synek kąpie się w "mleku Kleopatry "(tak wyglądają emolienty w wannie;) Obmywam jego ciało delikatnie myjką z Kubusiem Puchatkiem, który zręcznie odciąga uwagę Malucha od zabiegów:) Jeśli nie mam pod ręką emolientów lub właśnie "wyszły" - do wanny wlewam trochę naturalnego oleju z awokado, rewelacja. Ostatnio połączyłam fakty i już wiem dlaczego mam takie "fajne" , nawilżone dłonie! Na czas mycia głowy zaś (tego synek nie znosi) - dostaje do rączek kredki do rysowania po wannie . Zdobywam już minutę, a to wystarczy:)
Następnie wycieram jego ciałko delikatnym ręcznikiem (dlatego prasuję je, mimo że prasowania nie znoszę - żeby nie były szorstkie) i zaczynamy balsamowanie:) Mówię: " Teraz będziemy balsamować mumię!", a synek zaczyna chichotać. "Najpierw podnosisz rękę, potem nóżkę.." i tak dalej - a on w tym czasie udaje, że jest właśnie mumią:) Gdy już mumia jest zabalsamowana i owinięta w bandaże (=piżamka), zaczyna mnie gonić po całym mieszkaniu z wyciągniętymi rękami (wiesz, o co chodzi:) Taka nasza zabawa umilająca AZSową rutynę.
Dermokosmetyki dla AZS-owców to coś, co mamy stosować według zaleceń dermatologa, lecz znalezienie odpowiednich to nie lada wyczyn. Teraz jesteśmy w fazie słodko-gorzkiego testowania produktu wiodącej marki, lecz miłości między nami nie ma. Szukamy więc dalej, a DEMSA wyjątkowo wpadła nam w oko – porządny skład i profesjonalna marka. Będziemy wdzięczni za możliwość przetestowania:)

Porównanie AZS do ninja i zabawa w mumię mnie powaliły. Jeśli, nie daj Boże, będę kiedyś potrzebować, to moi chłopcy też zostaną zabalsamowani;p


ZESTAW III
Cześć, nigdy w swojej rodzinie nie miałam do czynienia z AZS aż do początku października 2015, kiedy to u mojego 4 miesięcznego synka zaczęły wychodzić okropne liszaje na policzkach. Walczymy z tą straszną chorobą już miesiąc, straszną bo mały drapie się, smaruję go i potem znów się drapie i tak w kółko. Jesteśmy po wizycie u dermatologa dziecięcego, który polecił m.in. emolienty DEMSA. Zaciekawiła mnie ta marka i tak trafiłam do Ciebie na blog, już widzę że sporo czytania przede mną ;)

2. Mój ulubiony rytułał pielęgnacyjny? Mój - prysznic z gorącej wody - działa na mnie niezwykle relaksująco, jakby cały brud, stres, zło całego dnia spływało - schodziło z mojego ciała, mogłabym tak stać i stać, jest to dla mnie szybki relaks i uwielbiam te chwilę samotności w gorącej wodzie... może to śmieszne ale tak mam. Co poradzić. A rytułał mojego synka? to masaż wieczorny właśnie jakimś kosmetykiem i wspólnie...rozrabianie na przewijaku, całowanie maleńkich stópek...mmm uwielbiam. Czas ucieka...dzieci są starsze z każdym dniem...trzeba łapać te chwile bliskości.

Mamy chyba te same ulubione rytuały:) Ja też mam słabość do ciepłych pryszniców i stópek moich dzieci:)


wtorek, 10 listopada 2015

Noworodek w dom: czy zabrać starszaka z przedszkola?

Jędruś od września jest dumnym przedszkolakiem.

Wraz z pójściem do przedszkola zaczęło się to, czego chyba wszyscy rodzice się obawiają - choroby.

Jędruś jest dosyć odporny. Jak dotąd każda przedszkolna infekcja kończyła się u niego na katarze, teraz ma niewielki stan zapalny w jednym uchu. Jak dotąd mamy system 1 tydzień w domu: 2 tygodnie w przedszkolu.

I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że wszystko, co on na sobie zwlecze, przechorowuje Julian i to w znacznie większym nasileniu, a ostatnio również mój mąż, Marta i ja. Julowi rzuciło się na uszy, katarzył i gorączkował. Mąż i ja mieliśmy zapalenie krtani z gorączką, całkowitą utratą głosu i megabólem gardła. I dzięki Bogu - przynajmniej za moją infekcję - nic tak nie chroni dziecka przed chorobą jak mleko od chorej mamy;p U Marty też skończyło się na glucie, którego dżilion razy na dobę trzeba traktować solą morską i odsysać fridą. Zresztą - o naszych sposobach na katar u tak małego bajtla pewnie jeszcze będzie, ale dziś nie o tym.

Dziś o tym, że zewsząd słyszymy, że powinniśmy Jędrusia zabrać z przedszkola. Przynajmniej na rok. Ze względu na Juliana, ale przede wszystkim na Martę.
Bo nie wiadomo, co przywlecze.
Bo wiadomo, że inni rodzice przyprowadzają chore dzieci, a wtedy j.w.
Bo młodsze dzieci się tym zarażą.
Bo dla niemowlaka katar to tragedia stulecia, a co dopiero większe komplikacje jak np. zapalenie ucha.
Bo nie mamy warunków, żeby odizolować to chore dziecko od pozostałych.

No tak.
pełna zgoda.
j.w.
Jul pewnie tak, Marta już dwie choroby "ominęła" - i przypisuję to karmieniu piersią. Dopiero teraz się zasmarkała
Nie wiem, jak te poważniejsze komplikacje, ale katar to tylko upierdliwość. Marta śpi, je i przybiera, a że przed każdym karmieniem trzeba ją spacyfikować (bo robi się ciut zołzowata), zakropić nos i odessać jej gluty... przecież to nie koniec świata.
No, nie mamy... ale Jędrusia nawet w wielkim domu moich rodziców nie dałoby się izolować. Nawet w zeszłym roku w szpitalu było go wszędzie pełno.

A tymczasem przedszkole fantastycznie rozwija Jędrusia. Codziennie znosi stamtąd nowe wierszyki i piosenki. Wystąpił już w akademii o życiu Jana Pawła II, zaśpiewał "Sygnał" w konkursie pieśni patriotycznych, był w kinie, co miesiąc mają w przedszkolu przedstawienie teatralne i wizytę jakiegoś ciekawego gościa - a to piłkarzy Wisły, a to strażników miejskich, a to żołnierzy...
Chodzi tam na zajęcia szkółki piłkarskiej, lepi z pucholiny, szaleje na najbardziej wypasionym placu zabaw jaki w życiu widziałam... ja nie dałabym rady zapewnić mu tylu atrakcji. Po powrocie z przedszkola mały jest spokojniejszy, a mnie aż zazdrość kłuje, kiedy Jędruś opowiada, że ładnie zjadł i dał się namówic na rysowanie. Poza tym ma już swoją "paczkę" - dwóch najlepszych kolegów i najlepszą koleżankę, o których bardzo często opowiada.
Miałabym mu to teraz zabrać?
I jak ja mu to wytłumaczę? Że nie pójdzie do przedszkola, bo Jul i Marta będą chorzy?

Ale dlaczego on ma na tym tracić... on kocha to swoje przedszkole i bardzo dobrze się tam odnalazł. Lubi swoje opiekunki i kolegów, przez te dwa miesiące bardzo się rozwinął.

Tymczasem wszyscy dookoła jakby uwzięli się i przypuścili zmasowany atak na Andrzejka i jego przedszkole. Obie babcie, położna środowiskowa, nawet lekarka zastępująca chwilowo naszą rodzinną, u której mąż był dziś z uchem Jędruli. Kiedy Jędruś usłyszał to u niej w gabinecie, zareagował dokładnie tak jak przypuszczałam - rozpłakał się i powiedział, że pani doktor jest niedobra, brzydka (musiało ją to dotknąć do żywego, bo jest młoda), wstrętna i jak ona śmie.

Rozmawiałam z mężem i jest tego samego zdania, co ja - Jędrek w przedszkolu zostaje.
Czy podjęliśmy dobrą decyzję - czas pokaże.



piątek, 6 listopada 2015

Kosmetyki do skóry atopowej DEMSA Topic - KONKURS

Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości firmy USP Zdrowie, dostałam do zrecenzowania zestaw kosmetyków marki DEMSA.


W skład zestawu wchodzą:




Kosmetyki DEMSA są przeznaczone dla skóry suchej, bardzo suchej, wrażliwej i atopowej, do stosowania w remisji, ale i zaostrzeniu atopowego zapalenia skóry. Nie zawierają sterydów, SLS, SLES, parabenów, barwników ani substancji zapachowych.
Są przebadane dermatologicznie, przeszły nawet testy kliniczne.
Są bezpieczne dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia - z testów odpadła więc miesięczna Martusia, ale od czego dwaj atopicy i ich mama? Na wszelki wypadek skonsultowałam się też z ginekologiem - by upewnić się, że mogę stosować kosmetyki DEMSA karmiąc piersią.

Preparaty, które ja otrzymałam, przeznaczone są do codziennej pielęgnacji skóry w remisji AZS - za wyjątkiem balsamu polecanego do łagodzenia zaostrzeniowego świądu.

Przyznaję się bez bicia, nie znałam wcześniej tej marki. Na współpracę zgodziłam się z czystej ciekawości - kosmetyki te miały intrygujące składy i pomyślałam, że raz kozie śmierć, najpierw wypróbuję na sobie, a jeśli mnie nic nie będzie, to spróbuję nieśmiało zastosować je u chłopców.

Bardzo ciekawym składnikiem kosmetyków dla skóry atopowej jest ekstrakt z korzenia lukrecji. Roślina ta, znana przede wszystkim z działania wykrztuśnego, wykazuje też właściwości  przeciwzapalne. Podobne przypisuje sie również rzewieniowi dłoniastemu (czyli rabarbarowi) znanemu dotąd jako środek przeczyszczający. Jako składnik łagodzący świąd wykorzystano wyciąg z selernicy - z tym składnikiem dotąd nie miałam do czynienia.

Przejdźmy do testu właściwego

Testerzy:
Mama, lat 30 - bez AZS, ale z chorobą Hashimoto i jej skórnymi konsekwencjami
Atopików Dwóch, lat 1,5 i 3,5 - od kilku miesięcy bez zaostrzeń, z ładną, zadbaną skórą - codziennie kąpani w emoliencie i smarowani kremem do twarzy oraz balsamem do ciała.

Wrażenia:

DEMSA TOPIC krem do twarzy (70ml, ok. 35-40zł)

Lekki, ładnie wchłaniający się żółtawy kremik o chemiczno-aptecznym zapachu, który na szczęście dość szybko sie ulatnia.



Skład:

Stosowałam przez tydzień na moją własną facjatę. Mam skórę łojotokową z trądzikiem, ale też ze skłonnością do łuszczenia się.
Krem nie zapycha porów, nie powoduje wysypu niespodzianek, a po nałożeniu na świeżo przemytą tonikiem twarz ładnie się wchłonął i już po ok. 5 minutach mogłam nałożyć podkład. Wielki plus za to, że dzięki niemu podkład przestaje tak bardzo podkreślać suche skórki.

Następnie przyszła pora na próbę u chłopców. Zaczęłam od starszego, bo ma dojrzalszą i mniej wrażliwą skórę - najpierw odrobina, potem po dobie znów jedno maźnięcie - objawów alergii nie było, więc zaczęłam smarować pyszczydło po kąpieli. Następnie identycznie postępowałam z młodszym synkiem.


Objawów alergii brak, skóra ładnie nawilżona i natłuszczona - czyli w remisji AZS sprawdza się bardzo dobrze i jest co najmniej równie skuteczny jak nasz poprzedni krem.

DEMSA TOPIC krem do ciała (100ml, ok. 35-40zł).

Konsystencja tego kremu przypomina mi raczej masło do ciała. Dość ciężko wyciska się go z twardej tuby.
Jest tłustawy, łatwo się rozprowadza, ale zostawia na skórze film, jeszcze przez jakieś 15min. mógłby zostawić plamy na cienkiej bluzce.


Po prawej zdjęcie z fleszem, na którym widać film kremu


Skład:

Producent poleca stosowanie raz dziennie poniżej trzeciego roku życia i do trzech razy dziennie u osób 3+.

U siebie stosowałam go na brzuch, łokcie i kolana, u chłopców na całe ciało. Starczył nam na niecałe dwa tygodnie - pierwsze 5 dni tylko dla mnie, a potem tydzień tylko dla synków - obu smarowałam raz dziennie po kąpieli.
Krem na pewno dobrze nawilża i natłuszcza - widać to nawet nie tyle po chłopcach, co po skórze na moim brzuchu mocno nadwerężonej po niedawnej ciąży. I choć efektu ujędrniającego nie oczekiwałam, to skóra stała się jakby milsza w dotyku. Dzięki temu,  że nie wchłania się od razu, krem nadaje się do wykonania krótkiego masażu - ja w ten sposób nakładam go na brzuch. Chłopcy na masaż nie mają czasu - wiecznie gdzieś pędzą, więc musi wystarczyć im szybkie rozsmarowanie - i chyba wystarcza, bo obaj mają ładną, dobrze natłuszczoną skórę.

DEMSA TOPIC Preparat do mycia (200ml, ok. 25-30zł)

Gęsty żel, w pierwszej chwili skojarzył mi się ze świeżą żywicą. Wyciśnięty na suchą dłoń jest nieco lepki i trudny do rozprowadzenia, ale dobrze rozprowadza się po mokrej skórze. Wlany do wody właściwie znika.

Skład:



I tu skucha - DMDM-hydantoin - pochodna formaldehydu (=formaliny!)  podejrzewana o działanie rakotwórcze... Ja wiem, że kosmetyk do mycia zwykle nie ma długiego kontaktu ze skórą, ale w kosmetykach tej klasy to wpadka spora.

Opinia: żel dobrze myje ciało, nie przesusza skóry. Jest dość wydajny - do porządnego umycia całego ciała wystarcza mi mniej niż łyżeczka żelu. Minus - nie radzi sobie z myciem nawet krótkiej męskiej fryzury. Mąż musiałby osobno używać szamponu, a że on minimalistą jest, został przy swoim żelu.
U synków nie zastosowałam go wcale, bo oni uwielbiają długo siedzieć w wannie, a ta pochodna formaldehydu wpędzałaby mnie w poczucie winy. Podejrzewam jednak, że ilość tego składnika jest  minimalna, więc przed umyciem ich tym żelem na szybko pod prysznicem już bym się tak nie broniła.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Edit (13.11.2015): analizując skład preparatu do mycia zastosowałam pewien skrót myślowy, więc prostuję: DMDM-hydantoina sama w sobie rakotwórcza nie jest, ona uwalnia szkodliwy formaldehyd, który takie działanie już posiada (moje źródło). Poniżej odpowiedź doradcy medycznego USP Zdrowie:

„DMDM Hydantoin to konserwant powszechnie używany w kosmetykach. Dzięki niemu w kosmetykach nie rozwijają się mikroorganizmy. Należy on do tzw. „uwalniaczy formaldehydu”. To oznacza, że uwalnia z siebie aldehyd mrówkowy, który stwarza niekorzystne warunki do rozwoju mikroorganizmów. Nie ma doniesień naukowych o rakotwórczym działaniu DMDM hydantoiny. Co najwyżej kosmetyków zawierających DMDM hydantoinę powinny unikać osoby uczulone na formaldehyd, gdyż mogą u nich wywołać podrażnienie. Sam formaldehyd faktycznie może być szkodliwy dla zdrowia człowieka w odpowiednio wysokich dawkach. Zwracam jednak uwagę, że hydantoina słabo się wchłania przez skórę, więc ilości formaldehydu, które mogą przedostać się do organizmu w wyniku używania kosmetyku z hydantoiną są minimalne. Prawdopodobnie więcej formaldehydu wchłoniemy do organizmu jeśli zjemy gruszkę (do 6 mg/100g).”
----------------------------------------------------------------------------------------------------------


DEMSA TOPIC Intensywny balsam łagodzący swędzenie (50ml, ok. 40zł)

Cięższa artyleria - bo już nie do codziennej pielęgnacji, a na zaostrzenia. Flagowy produkt marki, chyba najbardziej chwalony na forach. Ma łagodzić nawet świąd uniemożliwiający zaśnięcie. Ech, czemu nie wpadł mi w ręce, kiedy Jul dostał wysypki po kontakcie z psem dziadków... kto wie, może udałoby się uniknąć sterydów?
Balsam jest dość rzadki i wchłania się błyskawicznie nawet bez rozsmarowywania


Skład:


W zasadzie o skuteczności tego preparatu mogłaby się wypowiedzieć jedynie osoba, której właśnie doskwiera swędzenie. Np. atopik w zaostrzeniu albo ofiara komara. U nas chłopcy na szczęście w remisji i na świąd się nie skarżą, a i na komary już nie sezon, więc znalazłam temu cudowi kosmetyki jedno bardzo naciągane zastosowanie - łagodzenie podrażnień pod zakatarzonym nosem Juliana. Pomogło, ale prawdę mówiąc z tym poradzi sobie i zwykły Linomag, więc balsam Demsy zachomikuję sobie na sezon wiosna/lato 2016.

Moje uwagi do całości:
  1. Wypuśćcie większe opakowania. Krem do ciała i preparat do mycia przydałyby się np. w półlitrowych opakowaniach
  2. W linii odczuwalnie brakuje szamponu.
  3. Ceny... pozornie nie robią wrażenia, ale akurat skóra atopowa wymaga obfitszego smarowania - i jeśli taki krem do ciała, nawet najfantastycznejszy, kosztuje ok. 100zł miesięcznie (a do tego jeszcze coś do mycia, coś do twarzy, coś na świąd), to koszta rosną.
A teraz niespodzianka dla Was, moi Czytelnicy:

 KONKURS!!!


 - mam do rozdania trzy zestawy kosmetyków DEMSA, takie oto:



By jeden z nich zgarnąć, wystarczy zapoznać się z regulaminem konkursu (klik),  a następnie w komentarzu podać swój adres e-mail oraz odpowiedzieć na dwa pytania:

Czy Ty bądź ktoś z Twojej rodziny/bliskich znajomych cierpi na AZS?
Jaki jest Twój ulubiony rytuał pielęgnacyjny?

Na zgłoszenia czekam do godziny 23.59 w piątek 13-go listopada
Wyniki podam 15 listopada i skontaktuję się ze zwycięzcami w sprawie wysyłki nagród




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...