środa, 7 października 2015

Wyboista mleczna droga i Anioł Stróż;p

Może i mój poród był daleki od moich marzeń, ale gdyby ktoś ogłosił konkurs na najzabawniejszy kontakt skóra-skóra, to chyba miałybyśmy - ze ssąca mój nos Martunią - spore szanse co najmniej na wyróżnienie.

W tamtym momencie, kiedy na własnej skórze odczułam, z jaką siłą potrafi ssać urodzone minutę wcześniej niemowlę, nastroiło mnie to optymistycznie. Umie ssać - pomyślała sobie świeżo upieczona mamusia.
A jednak życie płata figle, o czym miałam się przekonać już nieco ponad godzinę później, kiedy Martę wyjęto z inkubatora i przywieziono mi na salę.

Położna przywiozła mi ją wyzawijaną w milion becików i innych spowijadeł, po czym wyplątała ze wszystkich tych warstw, ułożyła na mnie i spróbowała przystawić do piersi.
Ale Marta nie wykazała żadnego zainteresowania.
Ja wiele pomóc nie mogłam, bo jeszcze nawet nie było mi wolno podnosić głowy po znieczuleniu. Zapytałam tylko, czy mam pokarm. Położna ścisnęła mi lekko sutek i powiedziała, że leci "piękna" siara.
Czyli warunki były, tylko młoda niechętna.

Kolejne próby nie wyglądały wcale lepiej. Martusia przysysała się na krótką chwilę, ciągnęła parę łyków, a potem zasypiała albo podnosiła łepetynę, marszczyła czółko niczym ET i wpatrywała się we mnie.

W dobie po porodzie nikt nie miał do niej zastrzeżeń, ale już następnego dnia wzbudziło to niepokój. I tak po każdym dostawianiu położne dawały mi kieliszek, ja do kieliszka wytaczałam mleko, a one tym kieliszkiem dopajały potem Martę.
Powiem Wam szczerze - nienawidzę ręcznego odciągania i dlatego kazałam mężowi przywieźć sobie laktator. Przywiózł od razu, a ja godzinę później, dwie doby po cięciu, odciągnęłam "do pierwszej ulgi" 50ml mleka z jednej piersi. I to by było na tyle odnośnie "niemania" mleka po cięciu na zimno.

Tymczasem Martusię kieliszek bardzo rozleniwił i przestała wyrażać jakąkolwiek ochotę na jedzenie. No bo po co miała się wysilać, kiedy co 3 godziny i tak przychodzą te miłe panie i wlewają w nią kieliszek mleka?
Efekt był taki, że Marta ładnie przybierała na wadze, a ja prawie wpadłam w depresję, że nie umiem karmić mojego dziecka. Ostatnie karmienie przed wyjściem ze szpitala było koszmarem. Mała nie chciała ani ssać piersi, ani doić z kieliszka. Poprosiłam o konsultację z doradczynią laktacyjną.
Doradczyni przyszła i spędziła z nami prawie dwie godziny, na próżno próbując przystawić Martę. Ostatecznie poddała się i nakarmiła Tunię... jak kociaka, strzykawką.

W domu mała nadal nie dawała się przystawić. Z każdą chwilą stawała się coraz bardziej rozdrażniona, a potem coraz bardziej apatyczna i przysypiająca. W końcu, by uniknąć odwodnienia, i my nakarmiliśmy ją strzykawką. Butelka? Miałam butelkę, ale tylko jako zbiorniczek do laktatora, nie miałam do niej smoczka, wszak poprzednie moje dzieci karmiłam tylko piersią.

Byłam zdesperowana. W akcie tej desperacji odszukałam, mimo późnej pory, numer do położnej laktacyjnej, która uratowała mi karmienie Jędrusia. Zgodziła się przyjechać następnego dnia rano, ale mama wyrwała mi słuchawkę i ubłagała panią Joannę, żeby przyjechała od razu.
Przyjechała.
Pooglądała malutką, stwierdziła, że jest osłabiona z niedożywienia i że zanim zaczniemy wymagać od niej ssania piersi, trzeba ją najpierw odżywić - po czym posłała męża do nocnej apteki po butlę. Mąż objeździł wszystkie nocne apteki w Nowej Hucie, ale w żadnej nie mieli ani smoczków do naszej butelki, ani jednocześnie butelki i kompatybilnego z nią smoczka dla noworodka. Mąż wrócił zrezygnowany, a pani Joanna wysłała go do szpitala, w którym pracuje. Tam pożyczono mu butelkę z Medeli ze specjalnymi smoczkami dla wcześniaków, butelkę ze smoczkiem Lovi i Medelę Calma. Zaczęliśmy od wcześniaczych. Doradczyni długo i cierpliwie ćwiczyła u Marty odruch ssania. W końcu malutka załapała. Na początku mieliśmy poić ją odciągniętym moim mlekiem po odrobinie co moment, potem dawać po 40-50ml co 3 godziny - i tak przez 3 dni.



W praktyce wyglądało to tak, że ja co 3 godziny odciągałam mleko, a mąż w tym czasie karmił Martę flachą. To, czego nie dawała rady zjeść Tusia, mąż znosił chłopcom. Wkrótce laktacja rozszalała się tak mocno, że ściągałam 200-300ml za każdym razem.


Udało się, Marta nie tylko zjadała wszystko z butli, ale zaczęła domagać się dokładek. Wtedy Pani Joanna przyjechała do nas znowu i powiedziała, że pora spróbować przystawić do piersi. Próbowałyśmy - udawało się tylko na chwilę. Doradczyni poleciła kapturki Medeli - sprawdziły się, przez nie Tunia ciągnęła mocniej i dłużej niż z gołej piersi. Po każdym przystawieniu mieliśmy malutką dopajać jeszcze odciągniętym mlekiem z butelki - tym razem już Medeli Calma.
Na początku się udawało, Martusia coraz lepiej jadła z piersi i coraz mniej z butli, ale za którymś razem zbuntowała się i w ogóle przestała chwytać pierś. Baliśmy się, że wracamy do punktu wyjścia, więc dawaliśmy butelkę i znów wezwaliśmy nasze wsparcie. Doradczyni przyjechała i odkryła, że Marta potrafi naprawdę pięknie ssać. Ssała palec, ssała smoczek - tylko piersi nie chciała złapać. Cóż więc było robić - kazała "łamać jej opór". Koniec z butlą, od tej pory tylko pierś. Butli tylko tyle, żeby possała 2-3 łyki i poczuła mleko, potem zabieramy flachę i wciskamy pierś do skutku. Przy niej udało się Martę dostawić po ok. półgodzinnej histerii. Po jej wyjściu walczyłam godzinę, ale dałam radę.
Po kilku takich seansach mama doradziła mi przejście na mm. Nie wiem skąd, ale wynalazłam jeszcze resztkę sił, żeby się z nią o to pokłócić. O dziwo - murem za mną stanęła teściowa. To był przełom, taka jakby katharsis. Od tej pory histeria Marty trwała coraz krócej aż w końcu... przeszła zupełnie.
Doradczyni dzwoni do mnie codziennie, chwali mnie i wspiera.
Marta przybiera na wadze bez szału, ale w normie, przebiła już 3kg. Jej posiłki trwają ok. godziny.

Ja nadal odciągam mleko - choć już nie 8, a 2-3 razy na dobę. I tak starcza jeszcze dla chłopców:)

No i hit nad hity - dziś pierwszy raz od dawna malutka dała się przystawić do piersi bez kapturka:D
Czuję, że wypływamy na spokojne wody.
Teraz już musi być dobrze...



PS. Mamy z Krakowa i okolic, jeśli potrzebujecie pomocy laktacyjnej - jeśli chcecie, odezwijcie się prywatnie, chętnie polecę wspaniałą doradczynię laktacyjną. Prawdziwa cudotwórczyni:)

18 komentarzy:

  1. Podziwiam cierpliwosc :) u mnei tez byly klotnie na tle karmic piersia czy mm. Swoja droga gdy Mała miała 6 miesiecy wrocilam do pracy i dalej ją dokarmiałam. Gdy skonczyla 9 sama zrezygnowałą z piersi. Za bardzo zasmakowały jej normalne obiady :) Teraz ma skonczone 1,5 roku a ja mimo, ze już jej tak długo nie karmię dalej mam mleko...... Pewnie bym rozchulała laktację ;) A przed ciążą zastanawialam się gdzie w tych mikroskopijnych piersiach zmieszcze mleko ;)
    Trzymam kciuki by Martusia współpracowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Ja jestem bardzo nastawiona na karmienie piersią choćby po to, żeby nie skazywać Marty na paskudny Bebilon Pepti, który jako siostra dwóch "skazańców" dostałaby z marszu.
      Co do piersi - ja przed ciążami nie miałam ich prawie wcale. Kolejny mit dla zacofanych - że małym biustem nie da się karmić.

      Usuń
  2. Faktycznie nie miałaś tym razem łatwo. Podziwiam, że się nie poddałaś. Brawa za wytrwałość.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluje wytrwałości i cierpliwości, tym bardziej przy dwójce małych Szkrabów, które też przecież ciągle wymagają uwagi i czasu. Teraz będzie tylko lepiej!!! Ja, z moim wcześniaczkiem, też zaczynałam od kapturków, potem pierś ale za mało przybierał i zaczęłam odciągać i karmić butlą i tak przez 7 mcy! Teraz aż nie mogę uwierzyć skąd brałam na to siły, żeby pół dnia (i nocy!) spędzać z laktatorem.. Ale my-mamy juz tak mamy ;) powodzenia Olu! P.s Na zdjęciu widać, że figura nastolatki szybko wróciła, super! Pozdrowienia. Alicja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci. Co do matek - święta prawda, tak mamy i już. Ja Ciebie też podziwiam - u nasz szybko udało się przejść na samą pierś, a u Was... szacun za 7 miesięcy odciągania.

      Co do figury...dzięki:) brzuszka po ciąży jeszcze mi trochę zostało, ale między tymi wszystkimi kłopotami, wizytami i konsultacjami jakoś tak mi to umyka.

      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. A mi się nawet dzisiaj śniło, że przyjechałam do Ciebie z bawarką ;P Nie pytaj, dlaczego i skąd mi się to wzięło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A fe, bawarka... W szpitalu w kółko nas tym szprycowali;p

      Usuń
    2. Pewnie jest ohydna:) Ja nie mogę wyjść z podziwu dla ludzkiej zdolności przetwarzania wrażeń - jakoś tak silnie przeżyłam Twoją historię, że potem mi się śnicie, mimo że Was w ogóle nie znam.

      Usuń
  5. Olu, późno, ale gratuluję Martusi. Jestem w szoku, że masz trzecie dziecko. Dawno u Ciebie nie byłam. W ogóle miałam przerwę w blogowaniu, a tu tyle niespodzianek:-) Nie pisałaś wiosną, że spodziewasz się dziecka... Rozumiem, że lepiej nie "zapeszać". Wspaniałe, że macie córeczkę:-)
    Dużo cierpliwości i spokoju dla Ciebie:-)
    Gorąco pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Też cieszę się, że ją mamy, nie wyobrażam sobie już, że tej małej księżniczki na ziarnku grochu mogłoby z nami nie być. Nie pisałam ze strachu, to była ciąża wysokiego ryzyka pod wieloma względami. Na szczęście poza przyspieszonym cięciem i paroma drobnymi wcześniaczymi problemami (jak właśnie te zaburzenia ssania i termoregulacji) małej nic nie jest.

      Pozdrawiam w imieniu całej naszej piątki:)

      Usuń
    2. Rozumiem Cię doskonale, że wolałaś nic nie mówić, skoro to była ciąża wysokiego ryzyka... Dziękuję za pozdrowienia a dla Was dużo zdrowia i mocno za Was trzymam kciuki!:-)

      Usuń
  6. Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Ja byłam bliska rezygnacji z karmienia tylko i wyłącznie ze zmęczenia, bez żadnych dodatkowych kłopotów. Także gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ciebie podziwiam - ile wysiłku musiałaś włożyć w karmienie piersią Ani, zwłaszcza na początku. Kiedy mi źle, zawsze myślę o Tobie i Gosi z OnOnaOno - miałyście jeszcze trudniejszy start i dałyście radę, wstyd byłoby tak szybko się poddać

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...