niedziela, 18 października 2015

O tym, jak karmić i starszymi się zajmować, by nie zwariować

Siedzisz na kanapie i karmisz piersią swoją najmłodszą pociechę. Wstajesz z kanapy po kwadransie/godzinie/trzech i zastanawiasz się, gdzie jesteś, bo zaczynałaś karmić w jako tako ogarniętej chałupie a kończysz chyba w jakiejś melinie. Znacie? Ja tak.

Moje chłopaki są samowystarczalne jeśli chodzi o wymyślanie zabaw. Problem w tym, że Andrzejek jest niesamowicie kreatywny jeśli chodzi o psoty, a Jul jest ślepo wpatrzony w Andrzejka. Czasem też karmienie córy nakłada się na pory posiłków jej braci.

Teraz jest już znacznie lepiej, ale do niedawna zdarzało mi się z Martą przy piersi przesiedzieć w porywach trzy godziny, a standardowo pojedyncze karmienie zajmowało mi półtorej do dwóch godzin.

Jak to przetrwałam?

Na szczęście Jędrula sporą część dnia spędza w przedszkolu, a mąż ma pracę, której znaczną część wykonuje w domu. To znacznie ułatwia sprawę, bo wtedy mogę sobie pozwolić, by w czasie karmienia oglądać serial albo poczytać, ale są też popołudnia, kiedy męża nie ma lub "nie ma go dla nikogo", teściowa przyjść nie może, a całą trójcę dzieci trzeba nakarmić, dopieścić, dowartościować i zabawić.

Oczywiście zdarza się jeszcze, że w czasie karmienia Marty chłopcy zdrowo napsocą (kiedyś Jędruś postanowił napić się mleka i zalał całą kuchnię, innym razem Jul zdjął sobie pieluchę i zrobił kałużę w przedpokoju) albo się poczubią, ale idzie nam coraz lepiej, strat w ludziach nie ma, a i szkód jest coraz mniej.

A jak to zrobić?

1. Zabezpieczyć mieszkanie - zamknąć łazienkę i kuchnię, pozamykać bramki na schody, sprawdzić, czy dzieci nie otworzą sobie okien albo szafek z niebezpiecznymi lub cennymi rzeczami
2. Wybrać wygodne miejsce do karmienia - u mnie to po prostu krzesło przy stole
3. Zebrać i mieć pod ręką potrzebne rzeczy - jedzenie i picie dla starszych dzieci i dla siebie, zapas dziecięcych czytadeł, czytadło lub kompa dla siebie, rogal do karmienia, tetrówki, wilgotne chusteczki i co tam jeszcze.

U nas jest tak - jeśli chłopaki mają jeść, to siadamy przy stole wszyscy - Jula sadzam na honorowym miejscu po swojej prawicy, a Jędruś siada gdzie chce, zwykle po mojej lewej. Lewą ręką trzymam Martę przy mlekopoju, prawą dokarmiam Jula, a oczy i usta służą mi do czytania na głos Jędrkowi. Jeśli po prostu się nudzą - robimy tak samo tylko bez jedzenia. Czasem po prostu wyciągam Julastemu kredki, a czytam tylko Jędrusiowi, czasem przytulam Julianka, a starszakowi puszczam w tym czasie Reksia na kompie - w zależności od aktualnych potrzeb gagatków. Mój rekord to jednoczesne karmienie Tusi, czytanie bajki Andrzejkowi i kopanie piłki Julkowi:)

4. Kiedy nabierze się nieco wprawy (tzn. ja mam ją od dawna, u nas to córa musiała wprawić się w jedzeniu) - karmić na chodząco z dzieciem na jednej ręce, a drugą ręką robić, co trzeba.

Przykład z dzisiaj, gdyby ktoś nas sfilmował, nadałby się na stronę "beka z matek-polek" czy innej podobnej:
Ja z przyssaną Martusią, Jędruś i Julek stoimy w kółeczku i wyginamy śmiało ciało śpiewając przy tym "Chrześcijanin tańczy" i przy kolejnych zwrotkach machając wymienianymi w nich częściami ciała.

A jak to wyglądało u Was?


11 komentarzy:

  1. Gdy bylam w ciazy z coreczka i ogladalam ten zalaczony przez Ciebie demot chcialam zeby rak wlasnie bylo! Cora przy piersi, starszak rowiesnik Andrzejka sie bawi, mama robi obiad z cora w chuscie a dzidzia ladnie je. Zycie jednak wszystko zweryfukowalo bo Cora jednak dopiero po roku nauczyla sie jesc bez nakladek. ciesze sie ze Tobie to super wychodzi i czekam na kolejne posty jak sobie radzisz z 3 kochanych dzieciaczkow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy karmiłam z nakładkami było dokładnie tak samo, tylko w ramach organizacji musiałam sobie jeszcze wyparzyć i nałożyć te kapturki:)

      Usuń
  2. Ja zwariowałam od samego czytania! Olu, jesteś Mistrzem organizacji ;) Pozdrowienia, Alicja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, udoskonalam system, bo nie chce mi się potem sprzątać;p

      Usuń
  3. Ależ Pani jest pomysłowa!!! Jak trzeba to się da, to zdjęcie - genialne :) Też tak kiedyś miałam tylko,że z dwójką dzieci- między nimi 20 miesięcy różnicy. Stół to było nasze centrum: posiłki, a obok kredki, książeczki , gry. Też tak dokarmiałam córkę, a syn przy piersi. Dziś moje pociechy uczą się w gimnazjum , kiedy to zleciało? Ale, żeby w domu nie było za cicho, nudno i za spokojnie to mam jeszcze dwu letniego synka. Pozdrawiam
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie do popularny w sieci demot - ale jakże trafny... Też mam wrażenie, że czas ucieka bardzo szybko, zwłaszcza przy małych dzieciach ginie między masą mniejszych i większych spraw do załatwienia i obowiązków do wykonania. Swoją drogą Ty to dopiero musisz mieć cierpliwość - podwójne dojrzewanie plus bunt dwulatka;p
      Ja za jakąś dekadę będę miała dojrzewanie razy trzy i już drżę;p

      Usuń
  4. Boziu, ale Ty mnie Oluś zniechęcasz do trzeciego dziecka. Jeszcze tylko napisz o spacerach z trójką... Ja wysiadam przy dwójce. Mam oboje, bo katar się ciągnie od nowa. Broziu urządził sobie nocne Polaków rozmowy i teraz odsypia, a ja dziobię nosem o monitor. Ani dałam smartfona z bajką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o spacerach pomyślałam, czekamy ;-) Alicja

      Usuń
    2. W zasadzie mogę odpowiedzieć tu: chusta, wózek i rower biegowy:) Teraz i tak jest za zimno na polowe karmienie piersią i przewijanie w plenerze, więc wychodzenie z całym stadkiem jest wbrew pozorom łatwiejsze niż gdyby było ciepło:) Jeśli idziemy "za sprawunkami", to młodsza dwójka jedzie podwójnym wózkiem, a Jędruś na rowerze lub autonogami, jeśli na spacer, to Marta w chuście, Jul w spacerówce, a Jędrula j.w. - ale najczęściej na spacery wychodzimy do południa, kiedy do wyprowadzenia jest dwójka, albo po południu, kiedy może pomóc tata albo babcia - i wtedy wygodniej nam na dwa wózki plus rower

      Usuń
  5. Marta trafiła do jakiegoś wariatkowa! :D A tak serio to podziwiam! Czytając post zaśmiewałam się, wyobrażając sobie taką sytuację. :D Trzeba sobie radzić, bo jak nie ty to kto? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona czynnie współtworzy to wariatkowo;p
      Jasne, że trzeba sobie radzić - każda mama jakoś musi. Szkoda, że w szkole tego nie uczą i trzeba eksperymentować na własnych dzieciach;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...