wtorek, 13 października 2015

By nabrać dystansu

Martusia znów marudzi przy jedzeniu. Przez ostatnich kilka dni pięknie przystawiała się już do gołej piersi, a tu nagle znów humory, wyparzanie kapturków, wiszenie na piersi po trzy godziny cięgiem. Oby nie powrót do butli. Położna laktacyjna znów odwiedzi nas w czwartek.

Jutro Marta, jako dziecko hashi-matki, rutynowo idzie do endokrynologa, zrobiliśmy więc badania hormonów tarczycy jej i mnie. Ona wyniki ma dobre, ja nie. Może to jest powód naszych problemów z karmieniem? A mój termin do endo dopiero za 2 tygodnie. Zostaje liczyć, że może lekarka Martusi coś mi doradzi.

Jul chory. Poprzedniej nocy co chwilę jechał do Rygi, dywan i nasza pościel wymagały pralni chemicznej.
Dziś już lepiej - "tylko" 38,5stopnia, glut do pasa i mega-maruda.

Andrzejek ma fazę na bicie. Dowiadywałam się w przedszkolu, tam na szczęście jest spokojny, ale nas okłada równo, kiedy tylko czegoś mu zabraniamy.

Oczy na zapałkach. Jest nas dwoje dorosłych i oboje lecimy na pysk. Bo co tu kryć - jest ciężko.
Ostatnio jednak, szukając sobie na "vodzie" czegoś do oglądania na czas karmienia mojej księżniczki na kropelce mleka, trafiłam na coś, co stawia mnie do pionu - serial o ludziach, którzy chcieliby mieć takie problemy jak ja.
Marta je tak długo, że w dwa dni obejrzałam wszystkie odcinki.
Jeszcze jestem w szoku.


Martusia urodziła się na granicy wcześniactwa, ale w dobrym stanie, a ja i tak się martwiłam - nie wiem,czy wytrzymałabym psychicznie widok mojego dziecka zaintubowanego i z sondą w nosku.
Nie płakać przy inkubatorze - ale jak? To były cudze dzieci, a ja przed monitorem płakałam.
Pomnik im postawić!




15 komentarzy:

  1. jest na you tube piekny dokument o in vitro pt. 3 historie o kropeczkach a na kanale TLC serial pt. in vitro.czekajac na dziecko (chcialabym obejrzec, ale mieszkam za granica i nie moge otworzyc. pozdrawiam cieplutko, marzena. fajnie, ze ciagle piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem, delikatnie mówiąc, zwolenniczką in vitro. W razie braku własnych dzieci byliśmy z mężem zdecydowani na adopcję. Rozumiem ludzi, którzy chcą, choć nie mogą, ale moim zdaniem nie tędy droga. Nie za wszelką cenę.

      Usuń
    2. Olu, ja tez nie jestem zwolenniczka np. zdrad a film "Co sie wydarzylo w Madison County" obejrzalam. Tobie po prostu polecialm film, nie musialas mi wyjawiac Twojego stosunku do in vitro (jaka jest moja opinia tez zachowam dla siebie). Marzena

      Usuń
    3. Marzena, nie chciałam Cię urazić, jeśli tak się stało, to przepraszam. Masz prawo do swoich poglądów i masz prawo ich nie ujawniać. Ja ze swoich nigdy nie robiłam tajemnicy;p

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie zdecydowalam się obejrzeć tego serialu, bo wprawdzie Ania wazyla AŻ 1800g a nie 600...Ale to za duże emocje. Ostatnio obejrzałam "Mamę w opałach" i fajnie się zrelaksowałam. Polecam zamiast "pięknego dokumentu" o in vitro :P Trzymam kciuki za karmienie Martusi , ustawienie tarczycy i za Was, żebyście przetrwali w miarę bez uszczerb
    ku. Etap, na którym teraz jesteście skutecznie zniechęca mnie do myśli o trzecim dziecku. Nie wiem, czy kiedyś znajdę siłę, żeby przechodzić przez to jeszcze raz:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za Umą, ale brakuje mi lekkich komedii, dzięki za polecenie, może gdzieś dorwę:)

      Usuń
    2. AMarta, czy lubisz nabijac sie z innyc ludzi i stad ironizacja mojej wypowiedi i wziecie jej w cudzyslow? Ty bys sie milo poczula, gdyby ktos nabijal sie z Twoich wypowiedzi? Marzena

      Usuń
  3. Czyżby "Moje 600 gram szczęścia" ? Płakać się chce jak patrzy się na te malutkie dzieciątka. :( Jednym z minusów tego serialu jest to, że ma tak dużo odcinków :P Podobno nie oddaje tego co tam się dzieje, ale dla człowieka z zewnątrz to i tak dużo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie dużo odcinków to plus - można poznać jeszcze więcej historii. Wiadomo, że serial nie oddaje wszystkiego, ale daje wyobrażenie, a to już dużo.

      Usuń
  4. Tak to prawda, to jest piękny serial - ja intensywną terapię przeżywałam z moją mamą, która na niej leżałam, choć mama zmarła, co było dla mnie traumatycznym przeżyciem, to i tak uważam, że walka o życie takich kruszynek jest nie do opisania, takie maluchy a ile zabiegów muszą przejść już na starcie.

    A mam pytanie do Ciebie: kto się zajmuje chłopcami jak Ty karmisz i zajmujesz się Marusią? Andrzejek w przedszkolu a Julek? Ktoś Wam pomaga czy mąż będzie dłużej? Bo nawet jak teraz jest mąż to i tak pewnie pójdzie to pracy niedługoi zostaniecie sami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, jak radzę sobie z chłopcami podczas karmienia Marty, jest tematem na osobną rozprawę i pewnie kiedyś się pojawi, jeśli będę mieć jednocześnie wolną chwilę i dwie wolne ręce:) Sporo czasu w domu jest mąż - ma pracę, którą w znacznej części da się wykonywać z domu. Co prawda jest raczej fizycznie niż duchem, ale na czas karmienia córy musi si rozdwoić i czasem pobiec za chłopcami. A jeśli mam radzić sobie sama, to podstawą jest dobrze zabezpieczone mieszkanie i odpowiednia organizacja przestrzeni wokół mnie, ale o tym już kiedy indziej;p

      Usuń
  5. Czekam z niecierpliwością na post na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tworzy się - tylko ja teraz każdy port piszę na raty, nie wiem, kiedy zbiorę go do kupy. Ale staram się:)

      Usuń
  6. Kurcze... Wykarmilam piersia bez zadnych problemow dwoje dzieci i zawsze kiedy myslalam o ewentualnym trzecim, budzila sie we mnie pycha, ze "luuuzik, JA mialabym nie dac rady?!". Tymczasem jestes juz druga mama o ktorej czytam w krotkim czasie, ze ma problem z kp kolejnego dziecka... Czyli nic nie jest tak proste i oczywiste jak by sie wydawalo. Trzymam kciuki, zeby Twoja zaufana doradczyni laktacyjna skutecznie przeprowadzila Ciebie oraz Martusie przez ten trudny okres!

    Poza tym, jak czytam, przypomina mi sie noworodkowy okres moich Potworkow. Ostatnio zaczelismy rozmawiac z mezem o potencjalnym trzecim potomku. Z racji mojego wieku to juz tak naprawde ostatni dzwonek i z jednej strony chcialabym... Ale jak podczytuje co u Was slychac to zastanawiam sie czy mam jeszcze sile i cierpliwosc na kolejne niemowle... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak to jest, dzieci uczą pokory. Ja też wpadłam w tę pułapkę.

      Dziękuję za życzenia - dla Ciebie również wszystkiego dobrego:)

      U nas jest teraz kolorowy zawrót głowy, ale mimo to nie żałuję, że zdecydowałam się na trzecie dziecko. Trafił mi się niełatwy egzemplarz, ale kocham moją małą, a gdybym się teraz nie zdecydowała, to potem pewnie resztę życia plułabym sobie w brodę, że straciłam ostatnią szansę.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...