wtorek, 15 września 2015

Tatoza na 17 miesięcy

Julek skończył 17 miesięcy. Miała być wizyta na zdrowym, miary, wagi, kontynuacja szczepień i prowokacja mlekiem, a tu Jędrula przyniósł z przedszkola jakiś syf. W efekcie u Jędruli przez 2 dni była wilgoć pod nosem, przez 1 dzień zielony glut i spokój, a u Jula megakatar, gorączka ponad 38 stopni, kaszel jak u starego palacza i kolejna biegunka. Na szczęście Julo już z tego wychodzi, został tylko katar, a ja przeklinam, że w przeciwieństwie do starszaka jest oporny na naukę smarkania i nadal musimy użerać się z Fridą.

Wymiary zatem pozostają tajemnicą. Tylko stopy zauważalnie urosły, bo rozmiar butów 21 zmieniliśmy na 22. Ciuchy dalej 86/92, pieluchy nadal L/4+, żebrzyska nadal na wierzchu.

No i zębów przybyło - dolne czwórki wystają już każda dwoma czubkami, pojawiły się też górne kły - choć na razie nieśmiało, akurat tyle, żeby było widać, że się przebiły. A nocami nadal ostra jazda bez trzymanki.

Połączenie wybijania się trójek i infekcji spowodowało, że Julek stracił nieco ze swego wilczego apetytu. Nadal je ładnie i dużo, ale owoce (nawet ukochane dotąd maliny i banany) są już totalnie be, a ponadto przestały "wchodzić" nawet domowe ciasta i generalnie wszystko, co ma słodki posmak. Nie ma też już wołania o dokładki i dobierania się do naszych talerzy, nagle zaczęły Julkowi wystarczać podstawowe porcje.

Kłopoty zdrowotne na szczęście nie idą w parze ze spadkiem formy - Jul wspina się już właściwie wszędzie, podszkolony przez Andrzejka potrafi zrobić sobie niemalże schody z różnej wysokości pudeł i krzeseł. Uwielbia rysować - ostatnio namiętnie ćwiczy spirale. Ma też za sobą pierwsze kontakty z ciastem na pierogi (celowy) i moją plasteliną (przypadkowy), które zapamiętale miętosił, rwał na kawałki i sklejał z powrotem.

Nauczył się Julo odgryzać bratu - i to dosłownie, zębami. I dobrze - wie, że w zapasach nie ma szans, więc wynalazł sobie inny sposób obrony. I choć mama męża jest temu przeciwna, ja pozwalam im się bić, dopóki widzę, że nie robią sobie krzywdy. Czasem nawet mam wrażenie, że tłuką się dla zabawy, bo kiedy się im przerwie, obaj solidarnie atakują przerywającego, a sami się potem przytulają i całują w najlepsze.

W gadaniu - codziennie nowe słowa i coraz więcej sensownych zlepków. Nie idzie to co prawda tak błyskawicznie jak u starszego brata, ale postępy są zauważalne, bo Jul potrafi już nazwać w miarę zrozumiale niemal każdą część ubrania czy sprzęt domowy.

A na koniec nowość - totalna tatoza. Z tatą jeść, z tatą spać, z tatą się myć, z tatą do toalety. Przyznam, że łapię oddech, bo do tej pory to do mnie był tak przyklejony. Kiedy męża nie ma ja też jestem do zaakceptowania, ale kiedy jest w domu tatuś, to mama może przestać istnieć.

Może to i lepiej, bo już w piątek Julka czeka pierwsze kilkudniowe rozstanie z mamą, a potem mama wróci pokrojona, obolała i nie od razu skłonna do zabaw w parterze, brania na ręce i noszenia w nosidle.
Tak więc za miesiąc podsumuję, jak Jul zniósł moją nieobecność oraz - mam nadzieję - nowe postępy półtorarocznego szkraba:)


2 komentarze:

  1. Ale się robi ładny chłopak z tego Julianka! :)
    A więc to już już? Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez Olus, bedzie dobrze calusy posylam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...