środa, 30 września 2015

Od ilu dzieci jest się doświadczonym rodzicem?

Od poniedziałku jesteśmy już u nas w domu - cała rodzina w komplecie.
Martusia przyniosła braciom w prezencie drewniane tory z kolejką, a Jędruś przez dwa dni miał urlop od przedszkola, żeby zapoznać się z siostrzyczką.
Chłopcy przyjęli ją nad podziw dobrze. Jeśli chodzi o Andrzejka, to prawdę mówiąc właśnie tego się spodziewałam, wszak Juliana powitał wspaniale. Tym razem na szczęście było tak samo. Bardziej bałam się reakcji Julianka, wszak niespełna półtoraroczniakowi ciężko wytłumaczyć, co to jest młodsza siostra.
Jul tymczasem, naśladując Andrzejka, kiedy tylko ma taką możliwość podchodzi do Marty, całuje ją w główkę i delikatnie głaszcze. Pozazdrościł jej jednak karmienia piersią, ale załagodziłam ten "konflikt" przystawiając i jego. Do tej pory ssał dwa razy - nie ma lepszego laktatora niż on. Rozhulał mi laktację tak, że tego, co odciągam, starcza nie tylko dla Marty i na zapas, ale jeszcze na wieczorne kakao dla obu chłopców.

To tak w skrócie o tym, jak przyjęli siostrę Jędruś i Julek. A teraz nieco o moich wrażeniach...

Nie wiem, na jakiej podstawie, ale wysnułam sobie pochopny wniosek, że odchowawszy dwóch bardzo różnych synków i wyprowadziwszy ich (oczywiście nie bez pomocy służby zdrowia) z różnych zdrowotnych kłopotów, jestem już doświadczoną aj-waj mega-supermatką i nic mnie już zaskoczyć nie może.
BŁĄD.

Pierwszy szok przeżyłam na wieść, że Marta musi do inkubatora. Jak to do inkubatora, przecież dostała 10 punktów, no nie? Na szczęście była tam tylko godzinę i przywieziono mi ją na salę.

Szok nr 2 - moje dziecko kompletnie nie było zainteresowane piersią. Przystawiałam ja, "doświadczona" alma mater, przystawiały położne i doradczyni laktacyjna. Klęska.
Teraz przychodzi do nas inna doradczyni - ta, która pomogła mi przy Andrzejku - pomału, krok po kroku sytuacja się prostuje - ale walczymy do ostatka. Na szczęście mleka mam wystarczająco dużo:)
Stały element krajobrazu. Nawet Andrzejka już nie dziwi.




Pięknie, mama, odciągnęłaś. Przerwa na buzi?
Szok kolejny - Martusia to moje pierwsze dziecko, które ma żółtaczkę. Chłopcy nie mieli, a ona jest żółciutka jak mała Chinka. Na szczęście poziom bilirubiny nie kwalifikuje jej jeszcze do fototerapii i nikomu nie przyszło do głowy nakazywać mi sztucznego karmienia.

Zdziwiło mnie też, że Martunia tak łatwo marznie. Żadne z moich dzieci nie potrzebowało rożka i podwójnej warstwy kocyka. Żadnemu też nie było tak trudno dogodzić w kwestii miejsca do spania. Marcie najlepiej spało się w szpitalnej "mydelniczce". W domu był problem - nie chciała ani w łóżeczku, ani z nami w łóżku. Ostatecznie przestała marudzić, kiedy wylądowała w nosidełku od wózka:




No i to moja pierwsza taka kruszyna. Po dwóch dorodnych chłopakach taka drobinka mi się trafiła - niecałe 3kg wagi i tylko nieco ponad pół metra wzrostu. Jędruś nawet powiedział, że jest maleńka jak Calineczka, a Jul mówi na nią "lala". Segregując jeszcze przed ciążą ubranka po gagatkach, większość rozmiaru 56 rozdałam lub sprzedałam, a w ciąży dokupiłam głównie 62. No bo skąd mogłąm przypuszczać, że urodzę 3 tygodnie przed czasem i to taką malotę? Chłopcy byli przecież dłudzy...
W szpitalu nie było problemu - Martusia była ubierana w tamtejsze ciuszki, ale w domu okazało się, że w większości swoich ubranek mogłaby się zgubić.  Co więc zrobiła mamuśka tydzień po cięciu? Ano polazła do lumpa po nową garderobę dla młodej damy. A ponieważ w rozmiarze 50/56 nie było akurat jakiegoś wielkiego wyboru, musiałam schować dumę do kieszeni i kupić co nieco różu i kwiatków, mając nadzieję, że córcia szybko z nich wyrośnie;p

8 komentarzy:

  1. Te wszystkie "kłopoty" z odczuwaniem zimna, z żółtaczką wzięły się pewnie z tego, że Martusia urodziła się przed czasem - dzieci w mojej rodzinie, które rodziły się w 36-37 t.c też miały takie dolegliwości - a te urodzone w 39-40 t.c wogóle ich nie miały.

    W ogóle wielki podziw za odwagę w kwestii 3ciej pociechy - ja mam obecnie 11 miesięczną Hanię, 3 poronienia za sobą , trudną ciążę w Hanią a teraz malutką tarczycę i czas działający na moją niekorzysć, ale strasznie się boję, że w ciąży będę musiała leżeć a nie mamy żadnej pomocy z rodziny:( i wtedy byłby kłopot - roczne dziecko a tu pierwszy najważniejszey trymestr, który w poprzedniej ciąży cały przeleżałam. pozdrowienia i powodzenia.

    Mama Hani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaszłam w tę ostatnią ciążę już właściwie bez tarczycy.
      Poniekąd rozumiem Twoje lęki - w ciąży z Jędrusiem przez 2 miesiące leżałam plackiem, mąż pracował, a mieszkaliśmy wtedy sami z dala od rodziców jednych i drugich. Zresztą, nasi rodzice i tak jeszcze pracują. Teraz mieszkamy blisko mamy męża, która często do nas przychodzi, ale staramy się nie obciążać jej dziećmi - ona swoje dziecko już wychowała, naszych już nie musi.

      A co do ciąży - moja jest wymodlona i przemodlona - przez cały ten czas prosiłam o jako-taką formę, żebym nie musiała leżeć i mogła zajmować się chłopcami. Zostałam wysłuchana, a ze swej strony dbałam o siebie najlepiej jak dałam radę przy dwójce maluchów.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby ułożyło Ci się tak jak chcesz:)

      Usuń
    2. Ja leżałam od 8 t.c do 16 t.c potem od 18 do 22 t.c kiedy to założona mi szew okrężny i od tego momentu zalecenia jednych lekarzy to leżeć jak najwięcej, a innych funkcjonowac wolniej, bez szaleństw. Tak więc, no niestety, moje obawy co do konieczności leżenia są dość uzasadnione, dlatego brak we mnie wiary i optymizmu, że następnym razem, byłoby inaczej, że ten ruch, który mam obecnie przy Hani, to jej noszenie, przenoszenie, schylanie się, kucanie itp itd to tempo - w ciąży musiałby się skończyć.

      Każda poprzednia ciąża to krwiaki podkosmówkowe - 4ta ciąża na heparynie - ale nagle i tak pojawił się ten straszny krwiak, ale Hania, na szczęście rozwijała się ładnie. Ale od każdego lekarza usłyszałam, że leżeć i tylko WC.

      myśleliśmy o opiekunce do domu dla Hani, gdyby się sytuacja powtórzyła, ale to byłoby ciężkie dla wszystkich - ale w sumie to tylko parę miesięcy w stosunku do całego życia dzieci, kiedy będą mieli siebie.

      Nie jestem aż tak osobą wierzącą, ale może to dobra droga, że zaufać Panu Bogu i próbować realizować z odwagą, ale i pokorą, swoje marzenia. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego zaplanować w swoim życiu - a chyba zawsze potrzebna jest wiara, że będzie dobrze.
      Dziękuje za dobre słowo.

      Usuń
    3. Widzę, że leżałyśmy z podobnego powodu - też miałam wielki krwiak i kosmówka, a potem łożysko odwarstwione na 1/3 powierzchni. Jędruś jest cudem donoszony. I chyba Bóg ma wobec niego plany, bo już po urodzeniu też wyciągnął go z naprawdę nieciekawego stanu.
      Masz rację, że zagrożona ciąża plus małe dziecko to nie jest łatwe połączenie. Przerabiałam i to i doskonale znam Twoje obawy - ale może pocieszy Cię to, że każda kolejna z moich ciąż była mniej zagrożona? Przy Julianku leżałam już tylko kilka dni, a przy Martusi wcale nie musiałam. Ciężko przechodziłam za to porody. Po Julku nawet dość długo byłam przekonana, że jeśli trzecie, to tylko drogą adopcji, bo kolejne cięcie jest nie na moje nerwy.

      A Tobie życzę odwagi i dobrej ciąży, jeśli się na nią zdecydujesz.

      Usuń
  2. " Na szczęście poziom bilirubiny nie kwalifikuje jej jeszcze do fototerapii i nikomu nie przyszło do głowy nakazywać mi sztucznego karmienia." To przy zółtaczce doradzają sztuczne karmienie? Moja akurat leżała tydzień w inkubatorze bo miala dość intensywną żółtaczkę i akurat schodziłam na dół do niej (przez pierwsze dni nie dostałam jej do sali) i karmiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - to archaiczne zalecenie wciąż jest często spotykane. Sama mam kilka znajomych, którym kazano przestać karmić, bo podobno ich dzieci miały żółtaczkę od ich pokarmu:(

      Usuń
  3. Ale przynajmniej łatwiej jest przewijać ;) Wspaniale, że chłopcy tak dobrze przyjęli Martusię! Modlę się za Waszą rodzinkę i o zdrowie dla małej :)

    Pozdrawiam
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Dużo osób się za nas modli, a ja widzę, ile nam to daje, bo Martusia coraz lepiej je, rośnie, żółtaczka jej znika, po arytmii nie ma ani śladu... zdrowieje dziewczyna w oczach:)

      I że dziewczynkę łatwiej przewijać? W życiu, chłopca dużo łatwiej, przynajmniej z grubszej sprawy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...