niedziela, 16 sierpnia 2015

Spóźnione 16

Darujcie opóźnienie. Wykańcza mnie jelitówka. Dzień biegów co godzinę do łazienki, życia sucharkami, marchwianką i ryżem z borówkami sprawił że dosłownie uszło ze mnie powietrze. Teraz pod okiem domowego gastrologa pomalutku dochodzę do siebie i mogę kończyć zaczętego wcześniej kolejnego julkowego posta miesięcznicowego.

Od 2 dni Julek ma 16 miesięcy. Zleciało... 16 miesięcy, niecałe 10kg wagi (ważony w bodziaku i świeżym pampersie), 85cm wzrostu. Podnieśliśmy "o oczko" zagłówek w foteliku samochodowym. Kupione początkiem lipca z centymetrowym zapasem sandałki w rozmiarze 20 są na styk, trzewiki i tenisówki kupiłam mu już na 21. A jeszcze niedawno 18 była za duża...

Rozgadał się, w tej chwili dysponuje zasobem ok. 50-60 słów, choć jego słownik jest raczej mało wyrafinowany, o czym można się przekonać w poprzednim poście. Ogromnym postępem i ułatwieniem jest to, że z Juliankiem da się już prowadzić proste dialogi np.
M: dlaczego płaczesz?
J: bam.
M: co boli Julianka?
J: popa (=stopa)
M: pokażesz, gdzie stópka boli?
J: o tuuu!

Boi się psów, nawet arcyłagodnej Gai, choć może to i lepiej, że się do nich nie zbliża, bo alergia nie daje za wygraną. Wystarczyło, że mąż raz zapomniał podać Zyrtecu, a już Julo cały się drapał.

Jest zazdrosny. Dziś (przyp. red. czyli właściwie przedwczoraj - post zaczęty 14 sierpnia) wzięłam na chwilę na kolana synka koleżanki chłopczyka w podobnym wieku co Julek - Jul demonstracyjnie się rozpłakał, a potem rzucił się na "rywala" z zębami.

Jedzenie idzie coraz sprawniej, choć bywa i tak:

jeśli uda mi się wgrać, to wstawię tu filmik)

Starszy brat jest obiektem uwielbienia i bezkrytycznego naśladownictwa, co Julianka często wpędza
w kłopoty - bo a to o zje coś niewłaściwego, a to spróbuje skoczyć ze schodów albo zaplącze się w ubranie. Ale są i dobre strony - nauczył się jeść banana, kroić jedzenie widelcem i dał się zachęcić do pływania w rzece.

Jest świetnym materiałem na telemaniaka. Podoba mu się wszystko - od filmów przyrodniczych przez fabularne aż po najgłupsze reklamy i mordobicie. Siedzi jakby go ktoś zaczarował i trzeba się porządnie natrudzić, żeby wytowarzyszyć go sprzed telewizora bez płaczu.

Zęby ostatnio jakby mu odpuściły, choć własnie podejrzewam, że zaczyna się kolejny atak. Jul jest jakby bardziej marudny, wylewa hektolitry śliny, nie bardzo chce jeść kaszki, za to bardzo chętnie gryzie twarde skóry domowego chleba made by Dziadek, a jego pieluchy stały się hmmm, radioaktywne.  A efekty cierpień skromne - na dole nadal tylko siekacze i po czubeczku każdej czwórki, na górze siekacze, czwórki w całej okazałości i krwiaki w miejscach na kły - ale tak jest od dość dawna.



A w następnym miesiącu: prowokacja mlekiem, powrót do Krakowa i prawdopodobnie reorganizacja pokoju chłopców, w sprawie której trwa właśnie rodzinna burza mózgów. Kto wie, może tata da się namówić na piętrowe łóżko?




2 komentarze:

  1. Nie ważne, że spóźnione - ale jakie urocze. Czy tylko ja mogę się zachwycać roześmianym dzieckiem godzinami? Zdjęcie z talerzem na głowie - bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, roześmiane dziecko to najpiękniejszy widok pod słońcem. Zresztą, nie tylko widok, dźwięk też - Julek z każdej głupoty śmieje się tak, że aż się zapowietrza, muszę przyznać, że to zaraźliwe.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...