środa, 1 lipca 2015

Rozwiązanie zagadki i mini-pech matki

Zacznę od pecha.

Mąż pojechał odstawić Jędrusia na ostatnie już adaptacje. Ja w tym czasie ogarnęłam co nieco po porannym chaosie, zmyłam naczynia i już miałam wyprowadzić na spacer Julka, kiedy zobaczyłam go... śpiącego w wagoniku z pluszakami:) Widok był cudny, więc postanowiłam uwiecznić go zanim przeniosę synka w jakieś wygodniejsze miejsce i zrobiłam mu cudną mini-sesję.
Julo spał godzinę, w międzyczasie nastawiłam jeszcze obiad dla niego (osobny, bo znów ma kłopoty żołądkowe) i pranie, a po przebudzeniu podałam mu drugie śniadanie - kisiel i chrupki. Jadł tak malowniczo, że znów zachciało mi się zdjęć, więc powstała kolejna urocza-chyba-tylko-dla-matki sesyjka małego brudasa. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że po pstryknięciu tych kilku kadrów obiektyw postanowił nie wsunąć się z powrotem. Włączyłam aparat ponownie - lipa, wyświetlacz też padł.

Wrócił mąż, ale chyba tylko po to, żeby zaraz jechać po Jędrusia. Przywiózł gagatka i znów wybył - tym razem do pracy i do serwisu aparatów. W międzyczasie udało mi się: ze trzy razy posprzątać kuchnię i duży pokój, wyprać i wykwaskować wielorazówki, dowiedzieć się w dyrekcji, jak będzie wyglądał początek roku przedszkolnego (mąż nie zapytał) i co Jędruś ma mieć ze sobą już pierwszego dnia, załagodzić ze trzy braterskie konflikty o zabawki, odebrać masę telefonów i przypalić ziemniaki na drugie danie. A potem jeszcze Julo strącił na podłogę talerzyk z dietetycznym drugim dla siebie, a że więcej nie było, to mamusia musiała gotować jeszcze raz, wyjąć z zamrażarki ostatnie zapasy pierogów zachomikowane w lepszych czasach i wywiesić białą flagę w kwestii porządku w dużym pokoju.

Wrócił mąż - on też nie miał dobrego dnia - grafik pracy na przyszły rok koliduje mu z zawożeniem i odbieraniem Jędrusia z przedszkola (jeśli nie uda się tego zmienić, to będę 2 razy dziennie zadylać z Julianem w wózku/nosidle i Jędrusiem pod łapkę - komunikacją miejską w godzinach szczytu -yeah;p), w serwisie powiedzieli, że naprawa aparatu w 200zł się nie zamknie, a autobus, którym wracał do domu, miał stłuczkę.

Na pociechę - przyszły wreszcie zaległe pieniądze za stare zlecenie, akurat na naprawę aparatu, choć może nawet przy dobrych wiatrach coś z nich zostanie.


No i rozwiązanie zagadki Sfinksa Juliana:

Peja=pielucha
Bam= upadać, wpadać, spadać
Be=śmieci

A "zdanie" zostało wypowiedziane tuż po przewinięciu i oznaczało, że zużytą pieluchę trzeba wyrzucić do kosza na śmieci. Takie mam porządnickie dziecko:)

4 komentarze:

  1. Jak Ty to robisz, że jesteś w stanie ogarniać na bieżąco tyle rzeczy kiedy dzieci nie śpią??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie jestem w stanie - ziemniaków nie udało się już uratować, a kiedy ja sprzątam w jednym miejscu, chłopaki bałaganią w drugim. Takie luksusy jak pieczenie co tydzień już dawno odpuściłam, szorowanie z użyciem żrących środków też wchodzi w grę tylko kiedy śpią.
      A co do reszty, to chyba każda mama co najmniej dwójki prędzej czy później staje się Napoleonem we własnym domu:)

      Usuń
  2. W życiu bym nie zgadła. :D
    Każdemu z nas zdarzają się taki dni. Oby było ich jak najmniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Weź nie mów o tym odwożeniu Jędrka, biorąc pod uwagę... To że nie tylko jego będziesz miała do obskoczenia, oby sie udało z grafikiem!! Argument chyba ma, prawda? A pech, jej, ja bym padła w połowie tego uroczego dnia ...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...