sobota, 18 lipca 2015

"Mniej zdolne" z rodzeństwa?

Mamy rodzeństw, czy Wam też, kiedy obserwujecie Wasze pociechy, wydaje się, że jedno z Waszych dzieci jest wybitne, a reszta pozostaje jakby tłem dla gwiazdy?

U nas - niestety - trochę tak jest. Tym wybitnym, megainteligentnym, łapiącym wszystko w lot, a do tego bardzo sprawnym fizycznie dzieckiem jest Andrzejek. On umie zawalczyć o swoje, upomnieć się o uwagę, odegrać scenkę czy rozśmieszyć wszystkich do łez nawet wtedy, kiedy są na niego wściekli. Za to namówić go, żeby na chwilę usiadł i zajął się jakimiś pracami ręcznymi - bezcenne. Parzą go kredki, farby i ciasto solne, on musi mieć dwie rzeczy: ruch i widownię.

A Julian? Julian to taki mały słodziak, który siedzi sobie w kątku, sam wynajduje sobie zajęcia, gdyby nie pilnować zmiany pieluch, bez słowa protestu łaziłby w jednej cały dzień, głośno upomina się właściwie tylko o jedzenie, a za uwagę łaskawie okazaną w innym momencie odwdzięcza się najcudowniejszym uśmiechem. Julian nie mówi nawet połowy tego, co Jędruś w jego wieku, nie dorównuje mu sprawnością fizyczną i nie broi ani w jednej dziesiątej tak jak jego brat. Wyspecjalizował się za to w czynnościach samoobsługowych i zabawach manualnych niewymagających towarzystwa, wygląda to trochę tak, jakby nie chciał sprawiać innym kłopotu swoją obecnością. Jednocześnie jest dzieckiem niesamowicie złaknionym czułości, które nawet gotowanie obiadu potrafi wykorzystać na przytulenie się do maminej nogi, a kiedy się go głaszcze po głowie, zamyka oczy, uśmiecha się i odpływa. Brakuje jeszcze tylko, żeby zaczął mruczeć;)

Zauważyłam też, że nie tylko ja, ale właściwie wszyscy dookoła Julka uważają za wspaniałe, miłe, ciepłe, ale - przynajmniej w porównaniu z bratem - niezbyt bystre dziecko.
Tymczasem dziś dotarło do mnie, jak bardzo go nie doceniłam.
Pierwszy raz opadła mi szczęka, kiedy Jędruś bawił się figurką przedstawiającą Profesora Gąbkę. Mąż zagadnął go, że on, Jędruś, też ma taki parasol, tylko w innym kolorze, na co Jul pokazał palcem parasol Jędrusia leżący na szafie, krzycząc "tam! tam!", a potem podbiegł do okna i, uderzając dłońmi w zroszoną deszczem szybę zaczał wołać "kap kap".
Opad szczęki numer dwa odnotowałam, kiedy wróciłam z łazienki, gdzie pomagałam Jędrusiowi umyć ręce po toalecie, i zastałam Julastego siedzącego na podłodze i dojadającego resztę andrzejkowego drugiego dania. Ten mały gagatek podstawił sobie garnek, wlazł na niego, zdjął z blatu kuchennego miskę, wziął sobie z górnej szuflady czystą łyżeczkę, a z dolnej małą tackę, rozsiadł się z tym wszystkim na dywanie koło kanapy i całkiem sprawnie - jak na 15-miesięczne dziecko - wsuwał zimne już spaghetti bolognese.
I choć dookoła było nabrudzone jak w chlewiku, nie potrafiłam się na niego gniewać. Żałuję tylko, że nie miałam czym robić zdjęć, bo widok był bezcenny. Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy mnie to wcale nie mniej inteligentne dziecko:)


12 komentarzy:

  1. WIesz Ola, ja to sobie myślę, że my matki trochę przesadzamy i porównujemy jedno dziecko do drugiego. Może to błąd. Ja mam to samo co TY, ale staram się głośno tego nie wypowiadać, by "nie zapeszać". Jedno jest pewne, chcę by moje dzieci były na równi przez nas wychowywane i doceniane. Może na początku są widoczne różnice, ale zobaczysz z biegiem lat, każdy z Twoich synków będzie miał jakieś talenty, które będą przyprawiać Cię o dumę:) Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo zdrowia dla Ciebie i dla rodziny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację - najważniejsze, by czuły się doceniane. A dumna z nich jestem już teraz:)

      Usuń
  2. Z moich obserwacji wynika, że większość pierworodnych to takie absorbujące, czasem kłopotliwe, bardzo bystre dzieciaki, z kolei drugorodne są łagodniejsze, przylepkowe i potrafią się bawić samodzielnie. Wiązałabym to może z jakimś wpływem z okresu prenatalnego (mamy w drugiej ciąży mają mniejsze możliwości zabdac o siebie tak jak w pierwszej ciąży) oraz z tym, że drugie dziecko nigdy nie będzie miało roku-dwóch sam na sam z rodzicami, jako wyczekana przez całą rodzinę niewiadoma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest właśnie tak, jak to opisujesz - ogień i woda.
      Co do okresu ciąży - też się zgodzę - Jędrusiem właśnie wtedy targały najintensywniejsze bunty i właściwie niewiele czasu i energii zostawało mi, by skupić się na ciąży.

      Usuń
  3. Chyba kazda matka ma "na sumieniu" takie porownywanie. Ja tez, chociaz juz mi w sumie przeszlo. :) Mam male utrudnienie, poniewaz posiadam coreczke i synka, wiec roznice beda pojawiac sie zupelnie naturalnie. Zadne z moich dzieci nie "goruje" nad drugim, sa po prostu jak ogien i woda. Oprocz uporu, to odziedziczyli oboje. I fizycznie tez sa calkiem do siebie podobni. Poza tym jednak widze same roznice. Nik to wesoly nicpon, niemozliwie odwazny, wygadany i bystry. Bi za to jest niesmiala, nie mowila niemal nic do 2 urodzin i nadal mam wrazenie czasem, ze brat, chociaz 1.5 roku mlodszy, dorownuje jej intelektem. A juz napewno zasobem slownictwa. Ale za to Nik, jak na chlopca jest raczej "ciapowaty" i czesto brak mu koordynacji. Bi za to od poczatku byla bardzo sprytna i mam wrazenie, ze jakiego sportu by nie sprobowala, bedzie w nim dobra.
    Sa tak rozni, ze przestalam ich porownywac, Kazde z nich ma komplet wad oraz zalet i ciekawa jestem po prostu co z nich wyrosnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u Ciebie dochodzi kolejny stereotyp - dziewczynki są takie, a chłopcy tacy. Ja też jestem ciekawa, co wyrośnie z moich synków. Chociaż dojrzewania w wykonaniu Jędrusia wolę sobie nie wyobrażać;p

      Usuń
  4. U nas jeszcze nie ma takich obserwacji z racji posiadania jednego dziecka, jednak widząc charakter Kacpra wiem, że sobie w życiu poradzi :D Oj potrafi dopiąć swego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Jędruś ma taki charakterek i widzę, że rodzeństwo to najlepsze, co można dać takiemu urwisowi, żeby się trochę "uczłowieczył". Właściwie postęp było widać już po paru tygodniach, Jędruś wyraźnie "dojrzał"- może nie spoważniał, ale przestał zachowywać się tak skandalicznie jak wcześniej i stał się łatwiejszy we współpracy.

      Usuń
  5. A to nie jest tak, że o faktycznych różnicach można mówić dopiero u starszych dzieci? Tzn mam na myśli moment, w którym dziecko opanuje dobrze mowę, bo do tego czasu rozwój jest bardzo indywidualny. Po prostu Julek jest in progress ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas różnicę w temperamentach zauważyłam odkąd... poczułam ruchy;p Serio - od tamtej pory niewiele się zmieniło. Mają zupełnie różne charaktery i zupełnie różne predyspozycje - np. Julo ustawił dzis wieżę z 11 klocków, a na szczycie położyl taki w kształcie półkuli, żeby było ładniej, a Andrzejek od jakiegoś miesiąca uparcie próbuje wybić się do stania na rękach. Z Jędrkiem od urodzenia są jakieś przeboje, Z Julkiem jak na razie zero kłopotów wychowawczych.
      Wiadomo, że kiedyś ta różnica się zatrze, 2 lata dla takich maluchów to bardzo dużo, a już dla dzieci szkolnych znacznie mniej, ale pewne rzeczy od razu rzucają się w oczy - zresztą, pewnie zobaczysz przy kolejnym dziecku:)

      Usuń
  6. Może to tak jest, że to drugie dziecko wychowuje się tak mimochodem? Że już jest zawsze nieco w cieniu tego starszego? Zgaduję tylko, bo sama póki co mam jednego synka i nie mam pojęcia jak ta sprawa wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas jest tylko Oli. Poza tym jeszcze trudno określić jego charakter. Jak do tej pory jest on bardzo zmienny. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...