czwartek, 4 czerwca 2015

Gumowy dzień dziecka i biedny Jędruś

Nowy towarzysz w usypianiu. Własnego zdjęcia jeszcze brak
Dzień dziecka rozciąga się u nas w czasie.
W poniedziałek dotarł prezent dla Jędrusia. Przyszedł "nasz" listonosz (mimo wyglądu bandziora i wiecznie tej sama kamiennej miny jest ok, bo przychodzi ze wszystkim zamiast zostawiać awizo w skrzynce jak inni) i oznajmił swoim suchym tonem, że ma przesyłkę dla pana Andrzeja D.
W tym momencie rozległ się pisk radości i wypadł "pan" Andrzej - w samych majtkach, niemiłosiernie uciapany akwarelami i przebierający nóżkami z radości, że to do niego. Mina listonosza pozostała niewzruszona, ale zaskoczenie w spojrzeniu starego wyjadacza - bezcenne.

Potem w planach były lody. W niedzielę wyrobiłam się z dwoma rodzajami, więc miałam waniliowe i sorbet wiśniowy. Przepisy podam jutro lub pojutrze(kiedy dopadnę kompa męża i zrzucę zdjęcia) - wcale nie wymagają thermomixu, zwykły blender na tyle mocny, by kruszyć lód, z powodzeniem wystarczy.
Chciałam zaprosić mojego brata, ale okazało się, że z lodów nici, bo Jędrula dostał rozwolnienia. No więc sprawa przełożona na wtorek. Pociechą okazał się pluszowy Reksio, który wzbudził zachwyt
i natychmiast awansował na przytulankę do zasypiania.

We wtorek, czyli wczoraj, problemy jelitowe Jędrusiowi przeszły, więc zadzwoniłam do brata i zaprosiłam go, ale przeprosił, że nie wie, czy da radę, bo ma masę roboty. Wieczorem zadzwonił, że przeprasza i że jednak się nie wyrobi.

No więc środa, czyli dziś. Szczepienie Jula, kontrola uzębienia obu gagatków (zdrowe), powrót w największym upale, kołowrót z praniem, zakupami, ogarnianiem chałupy, chłopaki marudne, bo jeden po szczepieniu, a drugi źle znosi gorąco... dzwoni wujo, że przyjedzie z dziewczyną - zapraszamy, tylko niech się nie przejmują bajzlem, bo nie mamy siły sprzątać bardziej niż z grubsza.
W międzyczasie Jędrul z łazienki woła, żeby "posprzątać nocnik". Idę i już wiem, że dziś znów będzie musiał obejść się smakiem. Tak więc lody jedli tylko dorośli, Julo dostał truskawki (z sukcesem wprowadzone jakiś czas temu), a Andrzejek delikatny jogurcik.

I bidny Jędruś lodów nie spróbuje, bo... ich już nie ma. Musi czekać na następny raz. A dobre to były lody. Nawet mamie męża smakowały:)

Na szczęście Jędruś mężnie zniósł ograniczenia - i na pociechę dostał mały piankowy samolocik z wyrzutnią, przez który znów ciężko było zagonić go do kąpieli;p

2 komentarze:

  1. Oj, ale mi narobiłaś ochoty na lody. :) Ja ostatnio zamroziłam sorbet truskawkowy. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...