czwartek, 18 czerwca 2015

Do ginekologa w męskim towarzystwie

Niezbyt szczęśliwie się złożyło, że mąż umówił Julkowe szczepienie na ten sam dzień, kiedy ja byłam zapisana na kontrolę u ginekologa, cytologię i USG piersi. I do tego nawet godziny zbliżone.
Żadnej z wizyt nie dało się przełożyć - bo sezon urlopowy a po nim nawet jeszcze nie ma rozpisanych terminów.

Tak więc rozdzieliliśmy się - mąż wziął Jula na szczepienie, a ja pojechałam na swoje badania...
w towarzystwie Jędrusia.

Mąż spisał się wzorowo.
  • Pamiętał, że ma się nie zgadzać na MMR i wziąć płatną szczepionkę (choć o nazwę, którą dostał zapisaną na karteczce, musiał się dopytać), 
  • Przypomniał lekarce o tym, że Jul powinien zostać zważony, bo ostatnio prawie nie przybiera na wadze
  • spacyfikował Julka tak, że mały, mimo, że kłucie w rękę było bolesne, tylko cicho zakwilił, 
  • zapamiętał, że Julo jest uczulony na pomarańcze i poprosił o niepodawanie przeciwgorączkowca,
  • zapamiętał i przekazał mi, po ilu dniach jakie komplikacje mogą wystąpić po tym szczepieniu
  • Zadbał, żeby Jul nie był głodny i żeby był ubrany stosownie do zmiennej dziś pogody
Tymczasem my z Andrzejkiem musieliśmy jeszcze przed moją wizytą podjechać do laboratorium
i odebrać moje wyniki badań tarczycowych, bo i gina one interesują, a potem przedostać się do lekarza na przeciwległy koniec miasta w sumie trzema różnymi środkami komunikacji miejskiej
i jeszcze zaplanować jakieś międzylądowanie z możliwością wysadzenia Jędrusia na jakiś tron.

Ostatecznie jakoś się udało. Z naciskiem na JAKOŚ.

1. Tramwaj I, przychodnia - odbiór wyników i toaleta, tramwaj II . Poszło zadziwiająco sprawnie.

2. Przystanek pierwszy. 15 minut do autobusu. Jędrula nie może usiedzieć na ławeczce i ucieka wokół przystanku, śmiejąc się do rozpuku. Moje bieganie za nim tylko jeszcze bardziej go bawiło.
W końcu wkurzyłam się i krzyknęłam do niego coś w rodzaju "Andrzejku! Chodź tu natychmiast!". Moje upomnienie spłynęło po nim jak po kaczce, ale wtedy starsza pani siedząca obok głośno powiedziała do drugiej, że od lat nie słyszała, żeby mały dzidziuś miał na imię Andrzej. Pełno teraz Franiów  i Antosiów, ale Andrzejków małych nie ma... W tym momencie mój trzyletni wyjątek od reguły stanął przed ową panią, zmarszczył ryjek i wycedził dobitnie, że on jest już duży i nie życzy sobie, żeby nazywać go małym dzidziusiem.

3. Autobus I. Jedno wolne miejsce, a nas dwoje. Siadam i biorę Jędrusia na kolana, ale on mi się wyrywa i szoruje w tę i z powrotem po całym wielkim przegubowcu. Dziecię zwinnie lawiruje między pasażerami, ja jestem większa, więc trudno mi za nim nadążyć. W końcu łapię go i zaciągam na "nasze" miejsce - oczywiście już zajęte. Jakiś młody chłopak lituje się nad nami (a może raczej nade mną) i ustępuje nam własnego. Siadamy, Jędrula wije się jak piskorz, ale trzymam go
w stalowym uścisku, tłumacząc, że nie wolno tak uciekać, bo jeszcze by się zgubił i gdzie ja potem znajdę takiego fajnego chłopca jak on? I znów: na kłopoty - obce babcie. Panie na siedzeniu za nami zaczęły rozprawiać o porwaniach dzieci i o pedofilach. Oczywiście Jędruś wszystko usłyszał i pyta ożywiony: "Mamusiu, a co to jest pedofil?" Na co mamusia odpowiedziała: Zapytaj synku tej miłej pani za nami, na pewno ci powie. I Jędrek zapytał. Pani spiekła raka, i natychmiast zamilkła,ale Jędrek drążył, więc powiedziałam, że to taki zły pan, który porywa dzieci, ale mama nie da go porwać i pani ma go więcej nie straszyć.

4. Autobus 2. Tym razem miejsca dużo, Jędruś siedzi spokojnie koło mnie i gapi się za okno. Nagle naprzeciwko nas siadają dwie Cyganki i zaczynają zagadywać Jędrulę. Jak ma na imię, jak mają na imię poszczególni członkowie jego rodziny, czy chodzi do przedszkola, czy ma dziewczynę (WTF?). Jędrek odpowiada im zdawkowo i dalej gapi się w okno, a ja tylko obejmuje go ramieniem, drugim ramieniem przyciskając do siebie swoją torebkę. Rozmówczynie szybko zaczynają denerwować Andrzejka, a kiedy jedna próbuje pogłaskać go po nodze, Andrzejek energicznie częstuje ją swoim ortopedycznym sandałem. Myślałam, że będzie awantura, ale Cyganka cofnęła rękę, powiedziała
z uznaniem, że fajny chłopak, z charakterem.

5. Jesteśmy na miejscu. Dzięki poślizgowi w gabinecie zdążyłam wysadzić Jędrka i przerobić z nim parę stron znalezionych pod stołem zgadywanek czu-czu dla 4-5-latków. Nawet mu szło.  Kiedy doktor mnie poprosił, Jędrula, jak rasowy samiec alfa, pierwszy wszedł do gabinetu, wyciągnął do doktora rękę (lewą) i powiedział: "Cześć, D. Z. (imię i nazwisko lekarza, przyp.red.), ja jestem Andrzej D.". Po czym rozejrzał się dookoła i, wskazując na fotel ginekologiczny, zapytał, co to. Doktor cierpliwie wyjaśnił, więc Jędruś zapytał o USG, na co doktor, że mu pokaże, kazał mi położyć się na leżance i zrobił demonstracyjne USG brzucha, pokazując młodemu, gdzie są nerki,
a gdzie żołądek. Kiedy przyszła pora na badania zaplanowane na tę wizytę, zapytałam lekarza, czy Jędruś nie mógłby posiedzieć chwilę u położnych, na co moje dziecię odparło: "A może puścisz mi 'Reksia' na Żydrurze?" Po wyjaśnieniu, co to Żydrura (przyp. red.: mój mąż nazywa tak YouTube), doktor posadził Jędrka przed swoim laptopem i odpalił mu "Reksia", stawiając jeszcze przed nim miskę z żelkami zabraną z poczekalni.
Ciekawe, kiedy Jędrula znów zechce iść do ginekologa:)

6. Na przystanku spotkałam sąsiadkę, która, jak się okazało pracuje w budynku obok gabinetu mojego lekarza. Teraz niestraszny był mi powrót dwoma autobusami:)

Wnioski na przyszłość:
  1. Facet u ginekologa zawsze zrobi ci  (mniejszy lub większy) wstyd.
  2.  Chyba pora odkurzyć prawo jazdy.


6 komentarzy:

  1. Ha! Świetny tekst o tym jak radzić sobie z trzema facetami w domu:D i jak ogarnąć to co niespodziewane i teoretycznie nie do ogarnięcia:) Twoi Panowie wymiatają:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie się czytało dzisiejsze perypetie... Chłopaki zuchy i mniejsi i więksi :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno sie tak nie usmialam! :)

    Ja tylko raz zmuszona bylam zabrac corke, do okulisty. Po 15 minutach znudzila sie pomocami dydaktycznymi dla dzieci, ktore byly w gabinecie, za to zaczela zwijac babce z biurka szkielka i buteleczki kropelek. Na szczescie moje sykniecia przywolywaly ja do porzadku... na jakas minute. Ogolnie jednak nie bylo najgorzej. Za to ostatnio musialam odebrac moje patrzalki w asyscie obydwu malych Potworkow i z racji, ze w poczekalni maja kacik z zabawkami, w koncu wynosilam z tamtad syna wierzgajacego i wrzeszczacego, najpierw, ze on zostaje, pozniej zas, ze chce wziac autobus. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdradzisz, jaka jest lepsza - płatna alternatywa dla MMR?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczepionka nazywa się Priorix.
      Jest lepiej oczyszczona i daje mniej odczynów poszczepiennych, niestety często jej brakuje.
      Jak to u nas wyjdzie w praniu - zobaczymy. Jędruś MMR odchorował, u Julka za mało czasu minęło od szczepienia, ale leż on lepiej toleruje szczepionki niż starszak. Zobaczymy.

      Usuń
  5. świetne, świetne :-)))))))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...