piątek, 26 czerwca 2015

Co powinien umieć przedszkolak?

Wiem, że są przedszkola, gdzie przyjmowane są nawet dwulatki, a dzieci w grupie jest mało. Takie jak np. prywatne przedszkole na naszym osiedlu oferujące dżilion zajęć dodatkowych, uczące trzech języków obcych i pozwalające niemalże profilować dziecko pod kątem przyszłych studiów:)

Wiem też, że są rodzice, którzy muszą posyłać dzieci do takich placówek - oraz tacy, którzy chcą, wierząc, że zapewniają
w ten sposób lepszy start swoim pociechom. My jednak do nich nie należymy - nie wymagamy od dzieci bycia wszechstronnymi geniuszami, nie zamierzamy przeciążać ich nadmierną i przedwczesną edukacją (np. po kiego czorta uczyć dwu-trzylatka czytać???)
i mieliśmy to szczęście, że Jędruś dostał się do "zwykłego" przedszkola. No, może nie do końca zwykłego, bo katolickiego, ale z tego, co dotąd widziałam, ten katolicki charakter przejawia się raczej w drobiazgach i nie jest nachalnie wtłaczany.

Teoretycznie moglibyśmy wcale nie posyłać naszego dziecka do przedszkola - w końcu ma mamę, która "siedzi" w domu. A jednak poślemy i to na 7-8 godzin dziennie. Dlaczego? Dlatego, że mama
i jeden młodszy brat nie zastąpią kolegów i koleżanek, a w grupie raźniej - i widzę w tym sposób na rozwinięcie w Jędrusiu umiejętności w życiu przydatnych lub wręcz koniecznych, przed którymi rękami, nogami, zębami i pazurami broni się w domu.

Na dodatek nie posyłamy go w takie cieplarniane warunki jak opisane w pierwszym akapicie. Syniasty pójdzie do publicznego przedszkola, gdzie trzy opiekunki będą mieć pod skrzydłami grupę 25 dzieciaków. Siłą rzeczy opiekunki nie dadzą rady obsłużyć każdego z dzieci, więc będą wymagać dyscypliny. Dla dzieci, które nie chodziły wcześniej do żłobka, może to być szok. Na spotkaniu dla rodziców jedna z opiekunek wręcz prosiła, by wykorzystać wakacje na wpojenie dzieciom pewnych reguł i umiejętności, które znacząco ułatwiają start w przedszkolu. A więc oto, co - tak z grubsza - musi umieć dziecko rozpoczynające przygodę z przedszkolem:
  • bez płaczu rozstać się w szatni - z opowieści siostry dyrektor wynikało jednak, że z tym większe problemy mają... rodzice. Podobno są takie satelity, które pół dnia stoją pod przedszkolem i zaglądają w okna. Skutki, jeśli dziecko to zauważy, łatwe do przewidzenia. Na szczęście my wcale nie mieliśmy tego problemu. Kiedy tylko przekraczamy próg przedszkola na zajęciach adaptacyjnych, Jędruś momentalnie zapomina o rodzicach i pędzi do dzieci.
  • samodzielnie się ubrać i rozebrać - zdjąć wierzchnie ubranie, ułożyć na swojej półeczce, zmienić buty na pantofle, zmienić ubranie na ewentualną piżamkę (u nas to nieobowiązkowe)
    i z powrotem. Technicznie Jędruś to potrafi, gorzej z namówieniem go do samodzielności, bo przecież z pomocą dorosłego idzie szybciej. No ale od czego grupa i instynkt stadny:) No i musimy jeszcze popracować nad guzikami i zamkami - z rozpinaniem nie ma problemu, zapinanie (złożenie zamka, by dał się zasunąć też) na razie Jędrulę przerasta, więc ćwiczymy w domu, a do przedszkola dostaje ciuchy na gumkach i wkładane przez głowę.
  • samodzielnie obsłużyć się w toalecie. Od A do Z. Łącznie z podcieraniem po kupie, spuszczeniem wody i umyciem rąk. Opiekunki nie mogą wchodzić z dziećmi do kabiny, ewentualnie pomogą zdjąć i uporządkować mokre rzeczy dziecku, które zaliczyło awarię, ale dalej musi radzić sobie samo. Tu moje dziecko spisuje się bez zarzutu.
  • samodzielnie myć zęby - tu przyznaję się do porażki. Andrzejek umie, ale mu się nie chce i robi to byle jak. Na dodatek nie chce wypluwać pasty, wręcz wysysa ją ze szczoteczki. Jakieś patenty bardziej doświadczonych na takiego gagatka?
  • samodzielnie jeść i odnosić talerz do "okienka" - umie. Wiem, bo widziałam na zajęciach adaptacyjnych. Tam robił to, naśladując starsze dzieci. Jadł sam, a potem sprzątał po sobie. Czyli znów magia grupy - w domu robi straszny cyrk, a na upomnienie potrafi zareagować oddaniem pełnej porcji i słowami "No to już nie będę jadł". W domu buntuje się też na modlitwę przed jedzeniem - wprowadzamy taki zwyczaj, bo w naszym katolickim przedszkolu to norma.
  • zwrócić się o pomoc do opiekuna - bo choć nie może pomagać w toalecie, to może przynieść dokładkę podwieczorku albo mediować w sporze z kolegą. Albo naprowadzić przy zbyt trudnym zadaniu. Tu mamy dużo do zrobienia. Konflikty Jędruś woli bowiem rozwiązywać sam - i swoimi pyskówkami czasem prowokuje bijatyki, od których zresztą nie stroni. Raczej nie zaczyna, ale oddaje i to z nawiązką. A kiedy coś jest dla niego zbyt skomplikowane, reaguje różnie - albo sam próbuje do skutku (raczej wyzwania ruchowe np. będzie tak długo kopał piłkę, aż trafi do bramki), albo reaguje agresją i potrafi potargać nieudaną kolorowankę albo skakać po pudełku z plasteliną.
  • być bezwzględnie posłusznym opiekunowi poza budynkiem i umieć chodzić za rękę - z tym chodzeniem za rękę jest u nas trochę problemu. No i Jędruś nigdy nie miał okazji chodzić w parze z innym dzieckiem. Na adaptacjach nie chciał podać ręki koledze i zawsze pchał się, by iść w parze z panią (oczywiście tą młodą i ładną;p) - której też zresztą nie chciał podać ręki, wolał iść swobodnie obok niej, a raz nawet poprosił, żeby trzymała go za kaptur;p. Bez problemu trzymał się za to kolorowego węża. Nawet go to bawiło. No i rzeczywiście ulica budzi w nim respekt - chyba tylko wtedy bezwzględnie słucha dorosłych.
Wszystko inne jest, moim zdaniem, do dopracowania później. Sama też liczę, że Jędruś w grupie dzieci nie będzie grymasił przy jedzeniu czy wołał, by go karmić - no i że przekona się do prac plastycznych.
A tymczasem - wracamy do guzików, plucia pastą i nauki skarżenia;p
I prosimy o burzę mózgów:) Rady i wymiana doświadczeń zawsze w cenie.

1 komentarz:

  1. Ja swojego muszę zawsze pilnować przy myciu zębów :) Ale z dziećmi chyba już tak jest :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...