środa, 15 kwietnia 2015

Nauczka na przyszłość

Jędruś miał dziś wyjątkowo ciężki dzień, bo od samego rana był po prostu nieznośny. Pyskował, wyrywał zabawki Julkowi, nie chciał zjeść śniadania i rozpirzył całą zawartość kuchennych szuflad - ku uciesze Juliana i zgrozie sąsiadów, bo Jul ma niesamowitą radochę z walenia metalowymi pokrywkami o siebie lub o kafelki i wołania przy tym "pac pac!"

Jako że środa jest dla mojego męża dniem wolnym, postanowił on pojechać w końcu do US i złożyć naszego wypełnionego już wieki temu PIT-a. Po powrocie męża zaplanowaliśmy sobie wspólny spacer, a po nim miałam iść po grubsze zaopatrzenie na parę następnych dni.
Tymczasem zostałam sama z dwoma stworami, ale cóż to dla mnie za nowina, w końcu zostaję
z nimi kilka razy w tygodniu i to na znacznie dłużej niż wyprawa do skarbówki. Nie narzekałam tym bardziej, że akurat chłopcy tak fajnie zajęli się każdy swoją zabawą, że ja mogłam w spokoju poświęcić się innym domowym "przyjemnościom" w kuchni i łazience.

Wrócił mąż, zaczęły się przygotowania do spaceru. Jędrek z grubsza ubrany, Jul ubrany, my ubrani - starczy tylko narzucić chłopcom kurtki na grzbiety i można wychodzić. I w tym momencie padło fundamentalne pytanie: Gdzie u licha jest klucz od szafy?
No tak: niby ciepło, ale chłopcy bez wiatrówek na taki wygwizdów iść nie mogą. Wiatrówki obu gagatków wiszą sobie w szafie, a klucz do szafy przepadł. Pechowo, akurat do tej szafy nie pasuje żaden inny.

Zaczęło się przesłuchanie - kto ostatni korzystał z klucza. Ano mąż, wychodząc do US. Musiał zostawić klucz w zamku zamiast odłożyć na półkę poza zasięg dzieci. A do klucza w zamku mogą dosięgnąć obaj nasi synowie. Jul był jednak poza podejrzeniem, on cały czas bawił się klockami w dużym pokoju, przy tej szafie buszował tylko Jędrek.

Kolejne fundamentalne pytanie: Jędrusiu, wziąłeś ten klucz?

Jędruś się przyznał, więc mąż drążył: a gdzie go położyłeś?
Na co Jędruś: NIE POWIEM.
Mąż prosił i prosił, aż w końcu doczekał się odpowiedzi: w lodówce.  Przeszukałam - oczywiście go tam nie było.
Kolejna podpowiedź brzmiała: w koszu na brudne ubrania. Wysypaliśmy z mężem wszystko i przeszukiwaliśmy każdą rzecz z osobna. Bezskutecznie.
Potem było kilka kolejnych co raz to bardziej absurdalnych rzekomych lokalizacji, które jednak skrupulatnie sprawdziliśmy - i również nic.
W końcu mąż się poddał i powiedział, że skoro Jędruś nie da mu klucza, to spaceru nie będzie.
Jędruś prosił, błagał i zaklinał, ale mąż był nieugięty: bez klucza nie ma kurtki, bez kurtki nie ma spaceru. Wszystko to przy akompaniamencie żałosnego płaczu naszego starszaka i wśród błagań, żeby go "przymisiulić" (=przytulić).
Jędruś wymyślał więc kolejne bzdurne miejsca, a mąż co chwilę pytał - nie kłamiesz? (swoją drogą, czy trzyletnie dziecko może celowo kłamać? Serio pytam, bo moim zdaniem Jędruś zapomniał, gdzie zapodział ten klucz i był zwyczajnie przerażony reakcją ojca) - i przeczesywał już cały dom jak leci.
Ja, mimo własnej złości, próbowałam łagodzić atak paniki u Jędrusia, ale mąż w kółko powtarzał, że młody musi nauczyć się ponosić konsekwencje itd.
Skoro więc spacer z dziećmi był chwilowo niemożliwy, poszłam na te cholerne zakupy. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że chłopaki nie tylko znów są ubrani do wyjścia, ale mają na sobie kurtki, które były zamknięte w szafie. Co się okazało - mąż znalazł ten nieszczęsny klucz dość szybko między zabawkami w jednej z andrzejkowych skrzyń.

Cała ta scena, moim zdaniem przesadzona, była po to, żeby Jędrek zrozumiał, przeprosił i obiecał, że nie będzie już brał cudzych rzeczy bez pytania.
Jędruś rzeczywiście przeprosił i obiecał, że to się już nie powtórzy. Czy zrozumiał - zobaczymy.
Może nawet już jutro.



14 komentarzy:

  1. Ogarnianie w domu więcej niż jednego dziecka to póki co dla mnie czarna magia;) Fajne te Twoje ancymony:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że nie odczułam wielkiej różnicy, ale może dlatego, że u mnie starsze jest energiczne, a młodsze mało absorbujące, może inaczej mówiłabym, gdyby było na odwrót;p A ogarnianie domu przy tych dwóch często sprowadza się u nas do: czego można nie zrobić, żeby nie utonąć w syfie, nie umrzeć z głodu, nie ogłuchnąć od słuchania płaczu i zdążyć ze wszystkim innym;p

      Usuń
  2. Taka sytuacja... nie wiem czy trzylatek może specjalnie kłamać, myślę, że nie, tym bardziej, że chciał iść na spacer, więc niespecjalnie zależało mu na tym żeby klucz się nie znalazł. Zachowaliście się super, pewnie niejeden by już dawno stracił cierpliwość i do szukania i do dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano rola męża mego na miarę Oscara:)

      Usuń
  3. dobrze, że od szafy, a nie od drzwi do pokoju:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W drzwiach pokoi na szczęście nie mamy zamków:P

      Usuń
  4. Popieram działanie Twojego męża. Już po moim Olusiu widać, że nawet on rozumie co się do niego mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jul też coraz więcej kapuje, ale mnie nie chodzi o takie chwilowe zrozumienie, ale o utrwalenie i umiejętność wykorzystania w praktyce, a o to, jak wnioskuję z rozmów z bardziej doświadczonymi rodzicami, czasem i u nastolatków trudno;p

      Usuń
  5. Nie ma nudy przy dzieciach. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy samym Julku mi się zdarza, przy Jędrusiu zapominam, że coś takiego kiedykolwiek istniało;p

      Usuń
  6. Wiem, że może nie na temat, ale jeśli chcecie oszczędzić sobie trochę nerwów i czasu, to możecie rozliczać się przez internet. Założenie konta w systemie to jakieś 3 minuty, wypełnienie druku - kolejne 4. No a jeśli macie zwrot to przychodzi on na konto duuużo szybciej niż w sposób tradycyjny. Fajnie jest ułatwiać sobie życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tak rozliczałam (póki miałam z czego), ale mój mąż jest niereformowalny pod tym względem. I tak się cieszę, że choć mieszkanie zaczął opłacać przelewem, ale to chyba tylko dlatego, że właścicielka mieszka godzinę drogi od nas;p

      Usuń
  7. A jeśli chodzi o Twoje pytanie czy trzylatek może kłamać - podobno były jakieś eksperymenty, któe wykazały, że tą granicą, kiedy dziecko kłamie, by osiągnąć korzyść, jest wiek 4 lat. Niemniej jednak już trzyletnim dzieciom zdarzają się kłamstwa, ale bez takiego "manipulacyjnego" celu (np. kłamstwa obronne, czyli nie w celu zdobycia czegoś, lecz uniknięcia). Oczywiście większość nieprawd, jakie padają z ust tak małych dzieci to pseudokłamstwa, czyli dziecko nie zapamiętało dobrze, albo nałożyły mu się dwie różne sytuacje, albo ma zbyt bujną wyobraźnię, albo nie umie dostaczenie niektórych zjawisk zweryfikować. Wszystkie te mądrości nie pochodzą ode mnie, bo ja się na tym nie znam, ale od specjalisty, którego o to zapytałam (bo też byłam ciekawa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, muszę o tym poczytać. Jędrusiowi zdarza się "ściemniać" i mąż twierdzi, że on robi to celowo, a ja, że rzeczywistość miesza mu się z fikcją. Inna sprawa, że on jest jak na swój wiek bardzo rozwinięty intelektualnie - za to np. prace ręczne leżą i kwiczą.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...