wtorek, 14 kwietnia 2015

365 dni Julianka

Rok temu, o czwartej rano z minutami, lekarze ze Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie pomogli przyjść na świat mojemu młodszemu synowi. Zapamiętałam z tego momentu widok chudziutkich, sinawych nóżek i pozlepianych ciemnych włosków.
Szybko go zabrali, bo zachłysnął się wodami, ale na szczęście już po chwili zobaczyłam go lepiej, a jeszcze chwilę później szczęśliwy maluch grzał się na tatusiu:) Przez cały ten czas nawet nie zapłakał.
Po ojcowsko-synowskich przytulasach na sali operacyjnej, małego przystawiono mi do piersi - nie minęła nawet godzina od zakończenia operacji. Niby nie skóra-skóra, bo dzieliło nas moje szpitalne wdzianko i to coś, w co Jul był owinięty, ale jak na cesarskie cięcie w Polsce - klasa:)

To było rok temu. A teraz?
Teraz Jul jest wspaniałym, roześmianym dzieckiem, umiejącym cieszyć się absolutnie byle czym. Furorę robią moje opowiadania o tym, jak robią poszczególne zwierzęta i recytowane przeze mnie
z teatralną przesadą wiersze Brzechwy i Tuwima. Julek uwielbia wszelką bliskość, daje buziaki i tuli się do nas przy każdej możliwej okazji. Mama zamykająca za sobą drzwi albo Jędruś potrącający go przez nieuwagę łamią jego wielkie serce - ale nie na długo, Julo się nie obraża i chwilę później znów chce się przytulać. A już szczególnie do moich piersi - mimo wprowadzenia Bebilonu pepti nadal jest karmiony piersią na żądanie i w najbliższym czasie nie zanosi się na zmiany w tym temacie.

Julek absolutnie podziwia swojego starszego brata. Gdzie Andrzejek, tam i on. Naśladuje go, w czym tylko może - już opanował obsługę jeździka i zabawę sorterem - nawet tak skomplikowane kształty jak gwiazdka czy koniczynka umie dopasować do właściwych dziurek.

Julek nieco wolniej niż jego starszy brat rozwija się ruchowo. Siły mu jednak nie brakuje - on jest po prostu spokojny i ostrożny. Brak mu jędrusiowej brawury i szaleństwa, Julo, zanim coś zrobi, sto razy zastanowi się, czy warto. Jest chyba jedynym znanym mi dzieckiem, które nie cieszy się pierwszymi krokami. Potrafi zrobić ich kilka, ale unika tego jak może - przecież jeśli pokaże, że umie sam, to rodzice przestaną brać go na ręce, a brat nie będzie prowadził go za łapkę. A Julian frajerem przecież nie jest;p

A jak funkcjonujemy? Dotarliśmy się już. Jul wstaje o ósmej, w dzień śpi dwa razy po pół godziny plus na spacerze, wieczorem zasypia o 21. Kocha jeść i uwielbia się kąpać. Nie robi cyrku przy ubieraniu i przewijaniu. Nadal pieluchujemy się wielorazowo. Przy okazji przewijania staram się wysadzać go na nocnik, ale sukcesów brak, za to nocnik okazał się wspaniałym bębenkiem:)

W przeciwieństwie o naszego starszaka, Julek jest dzieckiem mało absorbującym i sam wynajduje sobie zabawy - najczęściej manualne. Ostatnio przyłapałam go na bazgraniu kredkami Jędrusia.
Polubił też znikopis, zwłaszcza odkąd nauczył się przybijać na nim pieczątki i wymazywać obrazki.

Kolejna rzecz, która różni chłopaków: Jędruś w podobnym wieku odzywał się z rzadka, ale zupełnie zrozumiale. Jul nadaje ciągle, ale w jakimś dziwnym narzeczu. Zrozumieć udało mi się tylko pojedyncze słowa: mama, tata, baba, dzidzi (=on sam), Aje (Andrzejek), bam, am, niam, kaka (kaszka albo klocki), da, tam, aaa (spać) i, o dziwo - Gaja (pies dziaków).
Nadal stara się powtarzać usłyszane słowa, ale nadal ich raczej nie zapamiętuje. Wyjątkiem jest szczekanie psa. Na pytanie, jak robi piesek, odpowiada: "Hau łał".
Paluszkiem też pokaże już całkiem sporo rzeczy. Własciwie gubię się już w tym, co rozróżnia dobrze, a co źle, czasem mu się coś poplącze, ale generalnie części ciała ma z grubsza opanowane na sobie, części twarzy na mnie, ze zwierzątek pamięta tylko pieska na jednym kocyku, ale za to sprzęty kuchenne nie mają przed nim tajemnic, Nawet sitko, trzepaczkę i lejek rozróżnia:)

Dokładnych danych liczbowych nie znam. Jul nadal pozostaje wysokim chudziną. Ciuszki nosi w rozmiarze 86, a waży jakieś 9-9,5kg. W kwestiach zębowych nie zmieniło się wiele. W natarciu obecnie wszystkie czwórki i obie lewe trójki, ale już wiem, że to może trwać miesiącami, więc uzbrajam się w cierpliwość.

A w kolejnym miesiącu czeka nas m.in. kontrola w poradni rehabilitacji, masa zaległych szczepień i planowych badań, próba wprowadzenia twarogu i żółtego sera i, mam nadzieję, więcej odwagi w chodzeniu:) Tymczasem - Julian (prawie) roczny:

Umiem grać i dopasować pokrywki wielkością do garnków:)

Odważyłem się. Mama, rób słit focię.

Żeby nie było, żem łysy

Mama, na następne urodziny poproszę większy wózek:)

Żeby nie było, że nie umiem chodzić. Macie:)

No dobra, dość tych popisów.
 A teraz wieję, póki Jędrek nie widzi. Paaa!



8 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego dla Julianka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ czas szybko płynie - pamiętam, jak rok temu pisałaś o narodzinach Julka :) A rozróżniania sitka i lejka robi wrażenie ;D
    Wszystkiego najlepszego dla Julka! ;-)
    Ania R.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo czas leci jak szalony! Już rok!
    Wszystkiego najwspanialszego! Proszę wycałować Juliana od ciotki z internetów :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego :) Przed nami roczek, ale jestem przerażona, że to tak szybko, że to już, a dopiero co rodziłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego co najlepsze dla Julianka! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uściski od nas dla Solenizanta i całej rodziny :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Julian dziękuje za życzenia, uściski i buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! Roczek już, niesamowite! Wszystkiego najlepszego dla Julka, niech rośnie zdrowy i radosny! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...