wtorek, 24 marca 2015

Noworodka w domu mieć

Uspokajam: nie, nie urodziło mi się trzecie dziecko - choć bardzo bym chciała, tym bardziej, że na kontroli po urodzeniu Julka endokrynolog oznajmił, że jeśli chcę mieć jeszcze dziecko - z takimi wynikami - to powinnam starać się już, bo za dwa, trzy lata (taki miałam plan) może być już po ptakach.
Chodzi o innego "noworodka".
Takiego, który łazi sobie po domu, na widok swojej miski wskazuje ją palcem i pyta "kaka?", a usłyszawszy dowolną odpowiedź (tak, kaszka/nie, zupka) krzyczy "Niaaammm!!!" Po czym wtryni całość, by minutę później podejść, walnąć mnie w biust i oznajmić tonem nieznoszącym sprzeciwu: "DA!". O, tego:



To nic, że właśnie zjadł porcję wielkościowo podobną do mojej.
To nic, że najdalej godzinę przed obiadem też mnie doił.
On żąda i już, nie da się zbyć innym piciem, samym przytuleniem, zabawą, pieszczotami ani niczym innym, a kiedy już dostanie to, o co mu chodziło, przysysa się na 20-30 minut.
Kiedy obiad podaje mu tata, a mnie w pobliżu nie ma, po zjedzeniu zaczynają się dantejskie sceny.

Wszyscy endokrynolodzy (w sumie troje), z którymi zetknęłam się po jego urodzeniu, jak jeden mąż mówili, że to cud, że przy Hashimoto z niedoczynnością tak długo karmię dziecko piersią i to bez dokarmiania, bo lwia część kobiet z tą przypadłością albo nie karmi wcale, albo bardzo krótko.
No i wygląda na to, że póty dzban wodę nosi... Zaczęły się kłopoty z laktacją.
Mleka jest wyraźnie mniej.
Odciągać wieczorem już właściwie nie ma co, na kolację Julek je kaszkę na Bebilonie pepti z kapką maminego, a czasem już nawet bez kapki. I jakoś mu przez gardziołko przechodzi.

Natomiast to, co dzieje się w dzień, a szczególnie w nocy, to już jeden wielki kryzys laktacyjny, do którego dołożyły się jeszcze dwie wyłażące czwórki (bąble są, ale końca nie widać) i zaostrzenie AZS. Mały przyłazi do mnie i domaga się piersi dosłownie co chwilę. Już nawet nie liczę, ile tego jest od rana do wieczora. 15 razy? 20? Licho wie.
W nocy nie lepiej. Półtorej godziny bez pobudki to luksus. I nie pomogło dwukrotne zwiększenie porcji jedzenia w dzień. Julo ilościowo je więcej niż Andrzejek, ale nie przeszkadza mu to ciągle przychodzić do mamy i naciągać jej ubrania, krzycząc "daaa!!!"
Andrzejka w tym wieku od dawna nie karmiłam już poza domem. Jul, o ile nie śpi, domaga się co najmniej dwa razy podczas każdego wyjścia, inaczej jest dziki wrzask.

Co ciekawe, Jul nadal nie przybiera na wadze. Tylko wydłużył się bardzo. Wydaje mi się, że przebił 80cm, bo z tygodnia na tydzień się okazało, że nie mamy dla niego pajaców do spania, a sporo bodziaków, w których dotąd był luz, teraz ledwo dopina się na wielorazówce.

Ja chcę z powrotem moje uśmiechnięte cudo.

No to się wyżaliłam.
Nie chcę się poddawać, walczymy do ostatniej kropli.
Życzcie mi dużo siły, bo padam na pyszczydło.

4 komentarze:

  1. Trzymam kciuki! Ja już nie karmię, Madzia straciła zainteresowanie piersią i mleko się skończyło. Fajnie było,ale teraz też jest fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Ja właśnie zaczęłam jeszcze bardziej cieszyć się karmieniem, odkąd udało mi się zacząć jeść nabiał.
      A u Julka zawsze było tak - im mniej mleka, tym większe zainteresowanie piersią. Myślałam, że z tego wyrośnie, ale na razie nic z tego. Chciałam karmić półtora roku, ale wydaje mi się, że samo zabraknie szybciej. Tylko Julka mi żal, bo on tego karmienia ciągle potrzebuje:/

      Usuń
  2. Trzymaj się! Ja musiałam przestać karmić z dnia na dzień i bardzo się tego bałam. Koniec końców chyba ja bardziej to przeżywałam niż Oli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Wam, ale cieszę się, że Oli dzielnie zniósł rozstanie z piersią. U nas jak dotąd bez zmian, nadal robię za smoczek.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...