niedziela, 15 marca 2015

Jedenaście miesięcy Julianka

Źródło: getreligion.org
I znów kolejny miesiąc przeleciał. Julek ma ich już jedenaście. Prawdę mówiąc, nawet nie wiem, kiedy to  minęło. Tooo był moooment...
Różnicę widać jednak po Julku. Bardzo wyrósł. Po domowemu wymierzyłam go na 78-79cm wzrostu. Waży (metodą Julek z mamą minus sama mama i minus jakieś 20dag na ubranie)ok. 9kg.
Ubranka nosi już w większości na 86, tylko spodnie jeszcze 80, bo lecą z chudego zadka i robią się z nich biodrówki;p
Butki (Emele) w rozmiarze 18 jeszcze ciut za duże, ale pracujemy nad tym.
Zębów nadal 8, ale jest bąbel w miejscu na lewą górną czwórkę.

Przesypianie nocy skończyło się już chyba na dobre. Julo dwa razy budzi się w nocy na pierś. Pomyślałam, że nie dojada na kolację, więc zwiększyłam ilość kaszki i robię ją nie ze 150, ale ze 170-180ml mleka. Nic to nie dało, jak się Julek w nocy domagał piersi, tak domaga się nadal.
A propos mleka na kolację - wieczorem Julek zawsze je kaszkę na mleku. Póki dawałam radę odciągnąć wystarczającą ilość, była w całości na moim, ale ostatnio te 180ml to za wysokie progi, ja za jednym zamachem odciągam góra jakieś 100-120, czasem uda się 150. Poszłam więc do lekarza i poprosiłam o receptę na Bebilon pepti i bez problemu ją dostałam, jednak mały nie był szczęśliwy z powodu tej nowości. Stopniowo, kombinując też z mlekiem ryżowym i sinlakiem, udało się dojść do proporcji 100ml mojego: 80ml pepti, a potem w miarę spadku laktacji pewnie paskudztwa będzie coraz więcej.

Pisałam już wcześniej o nowym foteliku i butkach dla Julka, nie będę się zatem powtarzać. Dodam tylko, że kupiłam też dla małego kubek 360 stopni. Obwąchiwanie trwało kilka dni, ale Julek załapał i pije z niego dość chętnie.
Z innych nowości - Julek je już całe jajko, wprowadziłam mu też cielęcinę i wołowinę (hurra, udało się!!!), paprykę, szczyptę egzotyki (mango i melona), wspomniany wcześniej sinlac, a do własnej diety udało mi się dołączyć żółty ser i miód. Ponadto za Julkiem już pierwsze kanapki, naleśniki (bezmleczne), jajecznica, pierogi, kopytka i kluski na parze.
Co zaobserwowałam? Że Julek chyba w ogóle nie przepada za słodkim smakiem. Nadal kręci nosem na owoce, nie polubił biszkoptów ani herbatników. Kruchego ciasta od mamy męża nawet nie zaszczycił spojrzeniem.
Jego ulubionym daniem jest w tej chwili ex aequo łosoś w sosie pomidorowym i spaghetti bolońskie - oczywiście bez sera i nadmiaru przypraw.
Jeśli chodzi o przyprawy - stopniowo je wprowadzam. W naszej rodzinie lubimy zioła i przyprawy korzenne, więc zaczęłam przyzwyczajać Julka do ich smaku. Zna już oregano, bazylię, tymianek, koperek, kminek, natkę pietruszki i majeranek, liznął też odrobinę cynamonu i imbiru. Nie robię też już, jak przy Jędrusiu, histerii, że zje ciut soli dodane do ciasta na pierogi albo ziemniaki gotowane w lekko osolonej wodzie. Generalnie jego menu jest coraz bardziej zbliżone do naszego i już niedługo przestanę pewnie gotować osobno tylko dla niego.

Z innych rzeczy - w rozwoju ruchowym mamy raczej regres niż postępy - a wszystko spowodowane urazem po próbie samodzielnego chodzenia i strachem przed kolejnym bolesnym upadkiem. Jak dotąd Julek wrócił do nieśmiałych prób stania bez trzymanki - ale tylko kiedy jestem w pobliżu i znów nie dłużej niż 1-2s.
Szaleje za to z mototyką małą - ładnie przesuwa pojedyncze koraliki po krętym drucie, precyzyjnie drze gazetę na małe kawałki, a ziarenka ryżu z obiadu wyjada rączkami po jednym:) Umie też dość celnie potoczyć piłkę do rodzica, nałożyć kółka na drążek, próbuje wciskać klocki do sortera (choć dopasowywanie kształtów jeszcze leży i kwiczy) i przewracać strony w książce - takie zwykłe, nie utwardzone. No i od dawna odkręca wszelkie tuby i słoiczki, więc kosmetyki nie mogą już znajdować się w jego zasięgu.
Całkiem sprawnie idzie też Julkowi otwieranie sobie drzwi (o ile nie są zamknięte na zamek), wie też, do czego służą uchwyty szafek i szuflad. Ilość blokad w domu rośnie więc w zawrotnym tempie, ale na szczęście, w przeciwieństwie do starszaka, Julo nie próbuje ich forsować. Jeszcze.

Mamy też znaczne postępy w rozwoju intelektualnym i społecznym. Julek ładnie pokazuje już palcem. Na prośbę bezbłędnie pokaże mamę, tatusia, Andrzejka, siebie, swoją stopę, pierś mamy, stół, lampę, pchacz i kotka w jednej książeczce. Babcia nauczyła go też pokazywać, jaki jest duży i rozkładać ręce, kiedy słyszy "nie ma".
Coraz więcej rozumie. Kiedy mówię: "przytul mamę" przychodzi i się tuli. "Głaszczemy Jędrusia" - gładzi go po głowie. Jeśli dać mu grzebyk, spróbuje się nim uczesać (szczotką nie), a jeśli złapie buta albo skarpetkę (wszystko jedno czyją), będzie usiłował włożyć je sobie na stopę. Zrobił się też niezwykle muzykalny. Słysząc muzykę, podskakuje albo rytmicznie się buja, a kiedy jej nie słyszy - wybija rytm łapkami o dowolną powierzchnię, wokalizując sobie przy tym wniebogłosy. Andrzejek nauczył go też uderzać pałeczką w cymbałki. To jest teraz nasza ostatnia deska ratunku, kiedy już nic nie działa, starczy dać cymbałki i Julek przepada.

Nadal nie mogę pojąć, co Julo próbuje do mnie mówić. Widzę natomiast, że stara się powtarzać słowa. Zapamiętać jest jednak w stanie góra dwie sylaby, a i to tylko na parę minut. Wygląda to tak, że ja mówię np. to jest lala. LA-LA. A Julek powtarza "lala". Pokazuję na niego i mówię JU-LIAN, a on: ju-ja. Chwilę później, kiedy pokazuję mu palcem lalę albo jego samego, mówi już tylko coś w rodzaju "dzidzi".

A co za miesiąc? Nie mam pojęcia. Może Julek w końcu odważy się na pierwsze kroki? Może uda się wprowadzić mu do diety chociaż jogurt? Zobaczymy:)

PS. Nie brakuje Wam w tym poście czegoś? Mnie brakuje - zdjęć. Ale obiecuję, że się pojawią, kiedy dorwę się do kompa męża, bo w moim padły już chyba wszystkie porty USB i nie mam jak zgrać z aparatu:(

2 komentarze:

  1. Brawo za postępy! Cieszę się, że tak dobrze Wam idzie rozszerzanie diety i do tego bezproblemowo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      Julek to w mojej rodzinie ewenement. Poza nim wszyscy byliśmy niejadkami.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...