czwartek, 12 lutego 2015

Wieści z frontu

Dawno się nie odzywałam.
Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma?
Dziś jeszcze w Krośnie, jutro wracamy do Krakowa.

Dlaczego nie piszę?
Bo tutaj rzadko dorywam się do własnego laptopa:) Przywieźliśmy tylko jednego i albo siedzi przy nim mój mąż, albo mam co innego do zrobienia.

Przyznam też, że ten pobyt u moich rodziców jest dla mnie inny niż poprzednie - ze względu na okazję. W poniedziałek pożegnaliśmy moją babcię. I choć uroczystości wraz ze stypą skończyły się w poniedziałek wieczorem, a dalej życie teoretycznie toczyło się jak dawniej, to jednak mam wrażenie, że to nie to samo.

Nawet dzieci wyczuwają w powietrzu jakąś nerwowość. O dziwo, Andrzejek mniej, ale Julo przestał przesypiać noce i dziwnie zachowuje się przy jedzeniu - chomikuje w policzkach zamiast połknąć,
a potem marudzi, kiedy mu się ulewa. Stał się też jeszcze bardziej przylepny niż dotąd - nosidło jest w użyciu przynajmniej kilka razy dziennie, właściwie kiedy nie wychodzimy, nie opłaca mi się go zdejmować.

A z bardziej optymistycznych rzeczy?
Spacerujemy, bawimy się, śmiejemy, byłam na nartach, najadłam się pyszności, jakich nie chce mi się albo nie mam czasu przyrządzać u siebie (gołąbki;p), naoglądałam się filmów przyrodniczych...
 Julo nauczył się pokazywać palcem i ustać sekundę-dwie bez podparcia.
I nie zapeszam, ale chyba udała nam się prowokacja jogurtem. Powtórka już u nas, bo skończył mi się jogurt bez dodatku mleka w proszku.
Andrzejek  codziennie rozładowuje zmywarkę, pomaga dziadziowi załadować ją brudami, wsypuje proszek i włącza mycie. Pomaga też babci podlewać kwiatki, zamiatać podwórko i karmić psa. Widać, że lubi czuć się potrzebny, bo jest tu dużo spokojniejszy niż w naszym mieszkanku, gdzie znacznie mniej prac można zlecić trzylatkowi - bo ani zmywarki, ani kwiatków, ani podwórka do zamiatania, że o psiurze nawet nie wspomnę. Nie ma szans - po dotychczasowych pobytach
w Krośnie wygląda na to, że pies to kolejny alergen do Julkowej kolekcji. Niestety:(

Aby zakończyć miłym akcentem: parę zdjęć z dzisiaj - jedyne jakie zrobiłam w ciągu tego tygodnia
Pomocnik babci

Julian w swoim żywiole
Za co lubimy park zimą?

Za to, że mamy go tylko dla siebie;P

Jędruś&Mama prezentują: Bałwan Moustache
Zbój sam zakuł się w dyby;p


6 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia i piękna pogoda:-) Dobrze, że jesteś u rodziców. Może troszkę odsapniesz, może uda Ci się nieco wypocząć. Tego Ci życzę. Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wróciłam i oddycham z ulgą - w Krośnie strasznie popsuł mi się młodszy synek, teraz, po dwóch dniach u siebie, powoli wraca do równowagi.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. A w Krakowie wirus zapalenia oskrzeli i płuc, uważajcie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na razie dopadła tylko grypa żołądkowa, ale chłopców na szczęście oszczędziła.

      Usuń
  3. Jedyne, ale jakie fajne! ;)
    Nigdy takie okazje nie są przyjemne i niestety odbijają się nawet na dzieciach. Wytchnienia, odpoczynku i spokoju Wam życzę i oczywiście przespanych nocy i rezygnacji z chomikowania jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:D Na swoim Julcio wraca do normy:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...