poniedziałek, 16 lutego 2015

Szpital w domu

Pech nas nie opuszcza.
Wczoraj na spacerze zauważyłam, że Julo jakby troszkę charczy przy oddychaniu. Wieczorem parę razy sucho zakaszlał, więc na noc postawiłam mu przy łóżeczku parówkę z soli i ziół prowansalskich.
A rano... chrypa jak u Joe Cockera i kaszel jak u starego palacza, choć innych objawów brak i dziecko pogodne i radosne jak zwykle.
Chwilę potem budzi się Jędrula. Leje się przez ręce, nie ma siły zjeść śniadania, skarży się, że boli go głowa i nóżki. Dotykam czoła - jajko sadzone można by na nim smażyć.

Dzwonię do przychodni - zajęte i zajęte. Dzwonię do męża, żeby prosto z pracy poszedł tam
i zarejestrował chłopców, bo dodzwonić się nie da.
Mąż wraca - nie ma numerków, trzeba błagać lekarkę, lepiej wezwijmy prywatnego.

Dzwonię do naszego stałego "dojazdowego" pediatry. Wygenerowany komputerowo głos mówi, że nie ma takiego numeru.

Odpalam znanego lekarza i dzwonię do kolejnego - nie da rady dzisiaj. Odpalam chustoforum. Kobitki chwalą jakąś lekarkę, która podobno sama jest mamą-kangurzycą i orędowniczką długiego karmienia piersią. Dzwonię. D***, za przeproszeniem. Babeczka uczy się do egzaminu specjalizacyjnego i sama ma chore dzieci.

Poddaję się. Wyganiam męża, żeby jednak poszedł błagać naszą pediatrzycę, by przyjęła chłopaków.
Nasza pediatrzyca to złota kobieta - zgadza się, choć, oprócz "numerkowych" pacjentów, zgodziła się przyjąć jeszcze co najmniej drugie tyle takich jak my. Mąż zostaje w przychodni i ma zadzwonić, kiedy przed nim będą trzy osoby w kolejce, ostrzeżona przez niego, nie spodziewam się przyjęcia przed siódmą wieczorem.
Tymczasem pół godziny później - przed czwartą - mąż dzwoni - przed nim jest jeden facet, a potem my.
Zaalarmowałam teściową, błyskawicznie ubrałyśmy dzieci i z wywieszonymi językami pognałyśmy do przychodni. Chłopcy rzeczywiście zostali zawołani niemal od razu.

Koniec końców okazało się, że "umierający" Jędruś ma jakąś lekką wirusówkę i mamy leczyć go objawowo. Faktycznie - po jednej dawce przeciwgorączkowca odzyskaliśmy naszego przemądrzałego Strusia Pędziwiatra.
Tymczasem Jul "tylko kaszlący" ma... zapalenie oskrzeli i dostał antybiotyk na 5 dni.

8 komentarzy:

  1. jakaś plaga tych zachorowań. My siedzimy w domu bo ...dookoła wszyscy chorzy tylko nie my :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymajcie! Nam też długo się udawało. Nosił wilk razy kilka...
      Na moje oko Jędruś najdalej pojutrze będzie zdrowy. Gorzej z Julasem.

      Usuń
  2. Zdrowka zycze ;) Oby szybko przeszlo bo wiosna idzie i szkoda nie korzystac ze slonka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dzięki, przyda się. Dziś to mam już totalny szpital, mąż też się rozkłada, chodzi po domu w masce i wygląda jak dr House;p

      Usuń
  3. Ojoj, nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć Wam dużo zdrowia.
    A z tymi numerkami to należałoby zrobić porządek. Nikt z nas nie wybiera kiedy zachoruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Wiesz, że jeszcze NIGDY nie udało mi się dostać numerka w naszej przychodni? No, ale mam więcej szczęścia niż rozumu - nie zdarzyło mi się też, żeby lekarka (moja albo dzieci) odmówiła przyjęcia nas. No ale wiem, że nie każdy tak dobrze trafił:/

      Usuń
  4. U nas też choruje cała miejscowość. W szkole połowy dzieci nie ma bo chore. A my się trzymamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymać:) My też długo się opieraliśmy, ale w końcu i moi twardziele polegli. Teraz zostałam już tylko ja.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...