piątek, 27 lutego 2015

Rodzina oczami męża i ojca (?)

Źródło: natemat.pl
Podział ról w rodzinie?
U nas bywało różnie - raz pracowaliśmy oboje, innym razem zarabiałam tylko ja.
Teraz, już od dłuższego czasu, utrzymujemy się z zarobków mojego męża. Czyli - wydawałoby się - mamy tradycyjny podział ról.

No właśnie, czy aby na pewno?
Mąż mój bowiem, choć gotować nie umie, z zakupów wraca bez połowy listy, a żelazko parzy go nawet zamknięte w pudle, pomaga mi w domu. Zmywa, odkurza, zrobi jakieś drobne naprawy etc.
A także pobawi się z dziećmi, wykąpie je, odgrzeje im obiad, wie, co i kiedy jedzą i jak założyć Julianowi wielorazową pieluchę.

I NIE WYPOMINA.

Tym szerzej otwierały się ze zdumienia me zielone oczęta, kiedy czytałam, co zalinkował na fb jego kolega, podobnie jak mój ślubny mieniący się tradycjonalistą (ale prywatnie bezdzietny kawaler).
Tekst nie jest autorstwa naszego znajomego, nazwisko autora kompletnie nic mi nie mówi, ale im dalej w las, tym bardziej cieszę się, że nie jestem żoną ani dzieckiem tego pana.

Rzucam Wam zatem owo dzieło na żer - a Wy mi powiedzcie, co o nim myślicie;p

18 komentarzy:

  1. Moj maz wie gdzie jest pralka, san prasuje sobie koszule i myje podloge. Moj tata po moim urodzeniu zrezygnowal z pracy i to on wychowal mnie i reszte rodzenstwa. Nigdy sie tego nei wstydzil. W domu z mama dziela sie po rowno obowiazkami. Przeczytalam ten artykul i zaczelam sie zastanawiac czy znam jakas pare/malzenstwo gdzie jest "tradycyjny" podzial rol i nikt mi do glowy nie przychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój tato jest moim bohaterem. Szacun:D

      Usuń
    2. Znalazlam bloga faceta ktoremu tworczosc pana Moszkietowicza nie przypadla do gustu ;) http://meskieoko.blogspot.com/2015/02/najgorszy-obraz-mezczyzny-w-historii.html
      Jak to mawia moj maz: w sprawach dzieci i malzenstwa najwiecej do powiedzenia maja Co, ktorzy nei maja dzieci ani partnerow, zgodnie z idea Polakow "Nie wiem wiec sie wypowiem" ;)

      Usuń
  2. Wszystko jest kwestią dogadania. Jak mieliśmy z mężem podobną ilość czasu poza pracą, to dzieliliśmy się po równo obowiązkami (ja tylko prania i wieszania nie oddam), ale teraz on często cały dzień jest w pracy, ja zajmuję się dzieckiem i domem, no i pracuję w domu (co wbrew pozorom sielanką nie jest). Nie wymagam od niego nic więcej, niż żeby wracając z pracy zrobił mi zakupy - listę dostaje SMSem, a syna wieczorem wykąpał i nakarmił (tzn. obecnie przypilnował przy jedzeniu). I prasuje sobie, ale to też dlatego, że ja praktycznie nie mam ciuchów wymagających prasowania. ;p Musze mu jednak przyznać, że czasem sam się do większej pomocy wyrwie, wtedy staram się nie zabraniać. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas w kwestii finansowej i owszem - panuje tzw. tradycyjny podział ról czyli ja w domu z dzieckiem, mąż pracuje czyli zarabia.
    Ale. Jak jesteśmy w domu to oboje zajmujemy się dzieckiem, sprzątamy, pierzemy, odkurzamy i gotujemy. Nie ma, że ja to, a mąż tamto. Ma rączki niech weźmie mopa i umyje podłogę. Usypianie wieczorem od samego początku należy do męża. On kąpie Isię, czyta bajkę, modli się z nią i usypia. Prasowania oboje nie znosimy więc przy rozwieszaniu prania po prostu dobrze roztrzepujemy ubrania :P
    Mój mąż jest prawdziwym mężczyzną właśnie dlatego, że sam wymieni amortyzatory/klocki hamulcowe w aucie jednocześnie pokazując Isi jaki klucz do czego przyłożyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. Olu jestem, czytam, ale zwykle czasu brak by coś napisać ;)
      w każdym razie śledzę postępy Julkowo-Jędrusiowe i Wasze perypetie :)

      Usuń
    2. Jak fajnie, że jesteście:) Szkoda, że nie piszesz ostatnio, lubię Was czytać - ale doskonale rozumiem, sama ostatnio spuściłam z tonu i bywam w blogosferze co drugi wieczór albo i rzadziej, nie wspominając o komentowaniu.

      A co do podziału obowiązków - świetnie to ujęłaś, aż pożałowałam, że mnie nikt nie instruował, jak naprawiać auto;p

      Usuń
  4. Jeszcze nie wiem, bo to strasznie skomplikowane jest... Nie mam warunków, żeby się skupic, sprężyć mózgownicę, przeczytac dokładnie i sie zastanowić, ale co mi przyszło na razie do głowy: mogłabym być żoną takiego szlachcica, co tylko uczy zasad, łowienia ryb, polowań i umiłowania Ojczyzny, gdybym miała nianię i gosposię, ot co. A tak jeśli żyjemy w XXI w i wszystko miałoby byc na mojej głowie, bo on nas utrzymuje - dzięki. Czasy się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mojej mamy, odkąd pamiętam ktoś był, nawet kiedy nam się bardzo nie przelewało - najpierw to była niania do mojego brata, potem opiekunka babci, a potem były panie, które gotowały, aż w końcu trafiła się ta, która od lat nastu przychodzi do dziś. No ale mama pracuje od rana do wieczora. Ja tam nie chciałabym, żeby mi się ktoś obcy plątał po domu, wolę tak jak jest - może nieco chaosu, ale jakoś dajemy sobie radę razem z mężem przy niewielkiej pomocy jego mamy (czasem na godzinkę weźmie Jędrusia). No ale może inaczej bym śpiewała, gdybym miała więcej dzieci i gospodarkę na przykład;p

      Usuń
  5. Bzdury totalne wyssane z palca. Jak związek oparty jest na partnerstwie to kiedy pojawia się dziecko, nic się nie zmienia, jak facet jest z krwi i kości to sam chce uczestniczyć w życiu dziecka na tyle że matka czuje, że jest dobrze, wtedy nie musi się prosić... bo niestety są i tacy ojcowie, którzy do "niuniania" się ograniczają ale szczerze to nawet sąsiad zza płota niunia do naszej córki więc to chyba nie jest wyznacznik ojcostwa, nie? Dla mnie ten artykuł jest niespójny, nie wiem co ten pan w końcu chce? Uczestniczyć i być ojcem czy tylko rąbać drewno i uczyć syna chodzić po drzewach? Jestem za tradycyjnym podziałem obowiązków w domu,a le lubię jak mąż mnie zaskoczy i upiecze ciasteczka. Z kolei ja uwielbiam prace remontowe (malowanie, szlifowanie) więc nie zamierzam z nich rezygnować dla idei :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z malowaniem może bym sobie nawet poradziła - mam na koncie jedną ścianę mojego panieńskiego pokoju, drwa też już rąbałam, ale w towarzystwie jednak milej. U nas całkowicie moje jest gotowanie, prasowanie i zakupy, resztą się dzielimy. I dobrze, bo mąż przynajmniej ma wspólny język ze swoimi dziećmi, a szanowny autor ze swoimi wspólne ma chyba tylko geny.

      Usuń
    2. O jakiś tatuś świetnie to skomentował http://stayfly.pl/2015/03/nowoczesny-model-rodziny-to-koszmar-dla-idiotow/
      :)

      Usuń
    3. To jeszcze nie tatuś - ale już po dobrej stronie mocy:)

      Usuń
  6. Mój mąż jeśli jest w domu to pomaga i nawet specjalnie nie muszę go prosić, wręcz sam się zabiera i robi co trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  7. to tu jest głos drugiej frakcji tatowej : http://mikemary.pl/2015/03/03/jestem-ojcem-i-mezem-ofiara/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mój mąż mógłby sie podpisać pod większą częścią tego tekstu. No, może poza gotowaniem, przed chwilą właśnie przypalił sobie mleko na kakao;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...