czwartek, 5 lutego 2015

Niemowlę i klocki

Dzieło Andrzejka
Niby nic ciekawego się ostatnio nie dzieje. Dzień za dniem - żyjemy teraz do wyjazdu na ostatnie pożegnanie z moją babcią. Mąż prowadzi ostatnie egzaminy przed krótką przerwą semestralną, ja siedzę w domu z dziećmi, bo przez większość dni smog taki, że Julek dosłownie odchorowuje każdy spacer.

Musimy więc jakoś zorganizować sobie czas w domu. Z Andrzejkiem jest problem - przy niczym nie wysiedzi dłużej niż minutę. Nudzi go zabawa naczyniami w kuchni, "zbieranie tacy" od misiów z rondelkiem w ręku, a nawet skoki z kanapy. Ostatnio, korzystając z chwili mojej nieuwagi, regularnie podsuwa sobie krzesło do naszej meblościanki i robi porządki w rachunkach albo książkach męża. Wczoraj w ostatniej chwili zabrałam mu "notesik", w którym już chciał nasmarować jakieś wiekopomne dzieło za pomocą flamastra. Ten "notesik" - to był indeks męża. Oczywiście bloku rysunkowego nie zaszczycił ani jedną kropką.

Julek - wręcz przeciwnie. On w ogóle nie psoci, najchętniej siedziałby w jednym miejscu i coś żuł.
Szczyt szczęścia to mamina pierś, ale nie jest ona dostępna przez 24h - czasem doczepiona do piersi mama musi zrobić coś w domu albo zająć się starszym bratem. Od biedy mogą być więc chrupki, wszelki papier, a nawet zaślepki od listew podłogowych - dziś przyłapałam stwora, jak sprytnie sobie jedną z nich zdejmował. Nauczył się też odkręcać sobie słoik z Linodermem. A potem buch palce do słoika - i ze słoika wprost do paszczy. Ten to z głodu nigdy nie zginie;p
W obliczu takiego problemu, staram się jakoś "aktywizować" Julianka. Z tym, że specyficzny z niego typ. Zabaw paluszkowych nie lubi - z jakiegoś powodu go denerwują. Książeczek długo nie poogląda - zaraz mi je wyrywa i próbuje zeżreć. Większość zabawek Andrzejka musi być przed nim schowana, żeby nie połknął jakichś drobniejszych części.
No, ale dziś wpadłam na pomysł genialny - dałam Julkowi klocki. Takie najzwyklejsze, drewniane kostki z nadrukowanymi fragmentami obrazków do układania.
Szybko rozwiały się moje obawy, czy to dobra myśl. Julo oczywiście najpierw klocki oblizał, potem postukał nimi o siebie, aż w końcu zaczął kombinować. Kiedy do kombinacji włączył się Andrzejek, mogłam zapomnieć, że mam dzieci i spokojnie nastawiać zupę, a potem wieszać pranie.

Co więc jeszcze robi niespełna dziesięciomiesięczne dziecko z klockami?
  • rozwala wieże zbudowane przez brata
  • delikatnie rozbiera wieże - zdejmując od góry klocek po klocku
  • rzuca klockami w brata
  • wciska bratu klocka do buzi
  • UWAGA: buduje. Julo stawia jeden klocek na drugim:)
  • Uczy się mówić - klocki to według niego "kaka", a spadająca wieża to "Baaa"
Jutro powtórka z rozrywki - jeśli uda mi się w miarę sprawnie spakować nas na sobotni wyjazd, postaram się uzupełnić posta zdjęciami i może jakimś materiałem filmowym:)

EDIT 6. 02.: 
A teraz obiecana mini-sesyjka. Andrzejek oczywiście zapozować nie zechciał, a filmik nie wyszedł, bo obaj próbowali wyrwać mi aparat. Ale coś tam udało się z dzisiaj wybrać:)

Nie ma, że mama wyjmie, ćwiczymy łapki:)

Klocki robią stuk-puk:)
Trzeci już spadł.

Mama ustawia, Julo rozbiera - klocek po klocku

"Baaa!" :(


8 komentarzy:

  1. U nas też szał na klocki już od jakiegoś czasu. Zapewne szybko nie minie. :)
    W takim razie zajrzę tu jeszcze żeby zobaczyć zdjęcia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nawet ja i mój mąż nie wyrośliśmy jeszcze z klocków. Super zabawka:)

      Usuń
  2. Super takie klocki! Sama takie miałam, miało moje rodzeństwo, ALicja też mieć będzie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U moich rodziców są jeszcze taki klocki po mnie i moim bracie. Drewniane klocki nas przeżyją:)

      Usuń
  3. fajowe. dwumiesięczniaka jeszcze niczym nie zajmę, służy mi za doczepiany brzuch...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas z Andrzejkiem faktycznie było ciężko, ale Julo pięknie gadał sobie z karuzelą, nieraz i godzinę potrafił się nią zająć. Obaj lubili też zawieszki do wózka - Jędrusiowi zrobiłam taką prowizorkę ze sznurówki i kokardek po prezentach, a Julek ma już kupną z kolorowymi zwierzakami. Może Brożek też by polubił?

      Usuń
  4. u nas drewniane klocki to hicior ostatnich miesięcy - Kacperek z iskierką w oku rozwala wierze budowane przez rodziców i cieszy sie jak mało z czego :D co do kremu....u nas na topie Bambino :-) Ileż to razy przez swoją nieuwagę musiałam przebierać dziecko po 5 minutach od nałożenia czyściutkich ciuszków :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas od brudzenia się kremami jest Jędruś. Julek je tylko degustuje:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...