poniedziałek, 2 lutego 2015

Na pociechę

Myślałam, że lata choroby babci i patrzenie, jak gaśnie, przygotowały mnie na to, co było nieuniknione. Myślałam - kiedy to już nastąpiło, podłamałam się. Nie płakałam ani raz, ale smutku po odejściu osoby, którą się kochało, chyba nie da się uniknąć.
Staram się nie wyglądać na smutną przy maluchach, ale moje dzieci chyba wyczuwają te emocje. Andrzejek od jest po prostu nieznośny. Awanturuje się od rana do wieczora o każdą duperelę, a Julek jest jakiś taki osowiały i jeszcze bardziej przylepny niż zwykle. Najchętniej cały dzień spędziłby przy piersi, a te - proza życia - również wyczuwają stres. Widać to chociażby po ilości mleka, które codziennie odciągam dla Julka:/

Na domiar złego mam ostatnio problemy zdrowotne. Może nie jakieś bardzo duże, ale utrudniające życie mamie dwójki małych dzieci. Przede wszystkim z zasypianiem - nocami nie mogę zasnąć, a kiedy budzą się dzieciaki, ja ryję już nosem ze zmęczenia, zanim w ogóle zdążę zrobić coś konstruktywnego. Cała nadzieja w endokrynologu i większej dawce Euthyroxu:/ No i w tym, że może to jednak nie depresja.

Dobrze, że są dzieci. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie one. Choć same przechodzą swoje
(i moje) stresy i napięcia, są moją jedyną radością. Rozmowy z Jędrusiem, przytulasy z Juliankiem, obserwowanie jak się bawią, jakie postępy robią. Dziś na przykład Jędruś kazał sobie pociąć rurkę do picia i uparcie nawlekał te "koraliki" na znaleziony kawałek nitki. Julo codziennie ćwiczy z pchaczem. Teraz już zasuwa, aż się za nim kurzy, imitując przy tym odgłos warczącego silnika - coś pięknego:) W takich chwilach wiem, dlaczego synonimem słowa "dziecko" jest słowo "pociecha".

W ramach odskoczni od ponurej ostatnimi czasy codzienności - Jędruś:


Wczorajsza kolacja. Tatuś śpiewa Andrzejkowi

T: "Cóżeś tam pijał, czarny baranie, czarny baranie? Miodeczek i mleczko, mościwy panie"
A: Za słodko. Stanowczo za słodko.

***

A: Mamusiu ploszek do plania się lozsypał.
M: SIĘ rozsypał? Czy ktoś mu pomógł?
A: Nooo, ja.
M: Co się mówi, kiedy się rozsypało proszek?
A: Przeplaszam. A co się mówi za lozsypanie ploszku?
M:???
A (z bananem na buzi): Mówi się: "DZIĘKUJĘ"

***

Dziś u mamy męża. Andrzejek podsuwa sobie krzesełko do wiszącego na ścianie telefonu, przykłada do ucha słuchawkę i wystukuje numer na klawiaturze.

M: Do kogo dzwonisz, Andrzejek?
A: Aaa, do takiej jednej pani.
M: Do jakiej pani?
A: Do tej, któla mówi, że wyblany numel jest za klótki. 
 

9 komentarzy:

  1. Moja babcia włącza Olusiowi tą Panią co mówi, że numer za krótki. ;) A ile z tej "rozmowy" jest radości. :D
    Oby ze zdrowiem było lepiej. Ściskam mocno. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ma kobieta powodzenie:)

      Dzięki.

      Usuń
  2. ihihihi. A Tobie sił kochana i zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne teksty małego :) Dobrze, że się nie dajesz smutkowi. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ale fajnee te dyskusje z synkiem masz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Olu trzymam za Ciebie mocno kciuki, by to nie była depresja i by to nie była jakaś inna choroba, a tylko jakieś tymczasowe przemęczenie. Może jakieś przesilenie zimowe... Może postaraj się jakoś wypocząć, gdy jest weekend i mąż może zostać w domu z dziećmi. To może Ci dobrze zrobić. O Babci będziesz jeszcze pewnie nie raz rozmyślać. To chyba dobrze. Musisz ją zapamiętać, byś o niej opowiadała chłopakom. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...