czwartek, 26 lutego 2015

Małe stópki - duży problem

No i dopadło i mnie. Co prawda nie tak mocno, jak wcześniej moich chłopaków, ale gil do pasa i bolące zatoki skutecznie zniechęciły mnie do wychodzenia z domu.

A tu julkowa kontrola w poradni rehabilitacji.

Cóż robić - pojechał mąż. Dostał zapas ciuchów, zapakował stwora do samochodu i pojechali.

Nie było ich okropnie długo, a kiedy wrócili, od razu zapytałam: No i co?
Na co mój ślubny: nic.
O: Jak to - nic
Adam: No nic.
O: Nic ci doktor nie powiedziała?
A: Powiedziała, że wszystko dobrze.
O: Nie można było tak od razu? Czyli nie dostał żadnych ćwiczeń?
A: Nie, nie dostał.
O: No to dobrze. Kiedy kazała przyjść na kontrolę?
A: Za dwa miesiące. Zapisałem obu, tak jak prosiłaś.
O: Super, dzięki.
A: A, jeszcze lekarka kazała kupić Julkowi buty.
O: ??? Przecież on jeszcze nie chodzi.
A: Ale coś tam ma ze stópką i kazała kupić sandały.
O: Powiedziała, jakie to mają być?
A: No sandały z rzemieniami. I kazała zwrócić uwagę, że Julek ma wysokie podbicie.
O: Ale zwykłe czy ortopedyczne, takie jak miał Andrzejek?
A: Nic nie mówiła o ortopedycznych. Chyba zwykłe.


Ale że co? Buty? Dla mnie? I będę mógł je zjeść?


Taaak, wyślij tu chłopa samego, dowie się wszystkiego. A ty, jak wołami nie wyciągniesz z niego, nie dowiesz się niczego.

Buty? Zawsze byłam pzekonana, że kupuje się je dziecku samodzielnie chodzącemu. Jędrek dostał pierwsze, kiedy już prawie biegał. Ale skoro lekarz każe...
Spróbowałam dodzwonić się do lekarki, żeby wyjaśnić, co Jul właściwie ma ze stópką, że musi nosić buty, no i przede wszystkim - jakie to dokładnie mają być buty. Lipa, doktor skończyła już przyjmować i nie odebrała.

Myślę więc sobie - Emele są fajne na początek, kupimy Emelki.
Mierzę Julasowi stopę: 10,5cm.
Zaglądam do neta w poszukiwaniu tabel rozmiarów. Emelowej nigdzie nie ma, zaglądam do Bartka. A tam rozmiarówka zaczyna się od 11,5 cm stopy.
No to zaglądam do Ani-buta i Gucia. Tu już lepiej - od 11cm. Czyli jeśli kupimy taką 18, Julo będzie miał ponad 1,5cm luzu. Za dużo.
Z tego, co mi się zapamiętało, właśnie Emel ma najbardziej zawyżoną rozmiarówkę i kiedy z innych firm Jędruś potrzebował rozmiaru 22, w emelkowym 22 już podkurczał palce. Więc może ich 18 pasowałoby na stópkę mojego młodszego Kopciuszka?
Na wszelki wypadek zadzwoniłam też do Gucia. Tam powiedziano mi, że rozmiaru 17 nie uszyją, ale w ostateczności, jeśli kupimy 18, odszyją go trochę głębiej, tak, żeby nie było nadmiernych luzów.

Czyli trzeba mierzyć. Na samą myśl o kolejnym obuwniczym maratonie cierpnie mi skóra. Jędrek miał długie, chude kajaki z wysokim podbiciem, Julo ma stópki jak półroczne dziecko + wysokie podbicie gratis.
Jednego jestem pewna - tym razem nie wyślę chłopów samych. Zawsze to jakaś motywacja do walki z glutem;p

Jędrusiowe Emele...

...i to, dlaczego chcę kupić je też Julkowi

8 komentarzy:

  1. My mieliśmy jakieś niemieckie z CCC albo Deichmanna. Świetnie się sprawdzały i nie były drogie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie deichmannowe Elefanteny. Fakt, wyglądają przyzwoicie, ale nie wypróbowałam ich dotęd, bo Jędrusiowi nie pasowały na wysokie podbicie. A jak z rozmiarem, mają 17?

      Usuń
    2. Jakoś inaczej się nazywały firma miała w logo misia. Mu zaczynaliśmy od rozmiaru 23.

      Usuń
  2. To nie jest normalne, jakbyś leku na raka szukała a to tylko buty �� chyba musisz już wyjść do ludzi i oddziecić się trochę ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację, ale czy ja napisałam, że to sprawa życia i śmierci? Albo że będę się zapożyczać u lichwiarza, żeby te buty zdobyć? Bo po lek na raka poszłabym do samego diabła, a napisałam moim zdaniem tylko tyle, że ciężko znaleźć buty na małe stopy mojego synka i czeka nas dużo szukania.

      Usuń
  3. Owocnych poszukiwań :-) Ale lepiej najpierw zadzwoń i dowiedz się o co chodzi :-) Może to nie takie pilne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Emele mają tablice rozmiarów. Przy poszczególnym buciku jest taka ikonki stópki, w którą trzeba kliknąć. Ale widzę, że najmniejsze to 11.7 cm...A swoją drogą ciekawa jestem tej diagnozy, bo zawsze słyszałam, że takie rzeczy ocenia się jak już dziecko chodzi. Nie znam jednak Waszej wcześniejszej historii, więc pewnie w błędzie jestem :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, nie mogłam znaleźć - dzięki:)
      Ja też myślałam, że butki kupuje się chodzącemu dziecku - przy starszym synku tak właśnie zrobiłam. Sama byłam zdziwiona takim zaleceniem, ale podobno w butkach Julek przestanie tak odruchowo podkurczać paluszki i będzie mu łatwiej nauczyć się chodzić prawidłowo. Tak mi powiedziała lekarka, kiedy do niej zadzwoniłam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...