sobota, 14 lutego 2015

Julka strzał w dziesiątkę:)

Walone tynki dzisiaj, ale my nie obchodzimy. Mamy coś lepszego - ukończony dziesiąty miesiąc Julianka.
Nie mam pojęcia, ile syn mój młodszy teraz mierzy i waży - prawdopodobnie dowiemy się tego bliżej roczku, kiedy pójdziemy na jakiś mały bilansik. Widzę jedno - czubek głowy Julka niebezpiecznie zbliża się do górnej krawędzi fotelika samochodowego - w przyszłym miesiącu już na pewno go wymienimy, będzie taki wcześniejszy prezent na roczek:)
Wyrasta też Jul powoli z rozmiaru 80 - coraz więcej w szafie sztuk z metką 86.

Popsuło nam się w tym miesiącu spanie. Julek dotkliwie odczuł zmianę atmosfery po śmierci swojej prababci i zaczął budzić się nawet 5-6 razy każdej nocy. Po powrocie do Krakowa jest już nieco lepiej - tej nocy obudził się tylko dwa razy z prawie siedmiogodzinną przerwą.

Z jedzeniem też bardzo w kratkę. Udała się nieśmiała prowokacja jogurtem naturalnym. Od paru dni pozwalam sobie na 2-3 łyżki tego dobra dziennie. Apetyt Julusiowi dopisuje niezmiennie, ale mam wrażenie, że ostatnio nudzi i wkurza go sama czynność jedzenia. To też nasiliło się w Krośnie.
Skończyło się na tym, czego tak obiecywałam sobie nie robić - kiedy tylko Julek zaczyna wydziwiać, ja zaczynam go zagadywać. Wtedy potrafi zjeść swoją stałą porcję plus dwie dokładki.


Z pobytu u moich rodziców przywiózł sobie Julo, zresztą nie pierwszy raz, piękną wysypkę na buzi. Nie taką, jak przy AZS, ale i tak widać, że to alergia. I nawet wiem już na co - winny jest pies. Julek zawsze ma to tylko w Krośnie i tylko za dnia. W nocy znika, by pojawić się natychmiast po jakimkolwiek, choćby pośrednim kontakcie z sierścią Gai (wzięcie na ręce przez wujka, który przed chwilą głaskał psiura). Następnym razem przyjedziemy uzbrojeni w Zyrtec.

A z umiejętności:
  • Julo pokazuje palcem i domaga się nazw. Na razie szczególnie namiętnie celuje w oczy i dziurki w nosie.
  • Julek zasuwa przy pchaczu. Kółka odblokowane, pchacz już nie odjeżdża, młody trzyma się stabilnie. Przy zmianie kierunku nadal domaga się pomocy.
  • Jul próbuje sam jeść. Nie umie jeszcze nabrać sobie jedzenia, ale trafia właściwym końcem łyżeczki do miski, a potem do buzi.
  • Młody mówi. Mało i po swojemu, ale gada. Nie bardzo go rozumiem, ale słyszę już powtarzające się te same zbitki sylab. Na pewno na własne odbicie w lustrze mówi "dzidzi", a przy wywrotce lub upuszczeniu jakiegoś przedmiotu pojawia się "baaa".
  • Bawi się w chowanego - na swój sposób. Chowa się za kanapą, zasłaniając oczy, a potem wynurza się, trzęsąc się ze śmiechu.
  • Wreszcie porządnie robi "Papa".
  • Uwielbia bawić się w akuku. Wykorzystuje do tego nawet kółka piramidy.
  • Przytula poduszki i zabawki.
  • Stawia jeden klocek na drugim, potrafi też bez rozwalania rozebrać wieżę z kilku klocków.
  • Prowadzi autka po podłodze.
  • Próbuje odpychać się nóżkami, siedząc na jeździku.
  • Złazi tyłem z kanapy.
  • Wspina się po schodach, próbuje włazić na kanapę.
  • Chodzi pewnie podtrzymywany za dwie ręce i chwiejnie podtrzymywany za jedną (dziadzio i wujek nie wiedzieli, że tak się nie powinno, i sprawdzali)
  • Przez moment (może ze 2s) potrafi ustać samodzielnie.
Tak wygląda dziesięciomiesięczny przystojniacha:



Aaa, byłabym zapomniała - Julo je już masło, a ja w poście o moim małym jamochłonie obiecałam Wam wyjaśnić, jak do tego doszło. Już wyjaśniam - za moimi plecami została przeprowadzona bezpośrednia próba prowokacji. Kiedy wróciłam z toalety, zastałam Andrzejka, karmiącego Julasa własnym śniadaniem: kanapką z szynką i keczupem. Jul oczywiście w siódmym niebie, rzucał się na każdy kąsek podetknięty przez brata. Wytłumaczenie niejadka: "Mamusiu, ale on mnie tak ładnie poplosił..." Na szczęście próba ta nie przyniosła zaostrzenia AZS, więc masło zostało włączone do diety Julcia i mojej.

A w przyszłym miesiącu może uda mi się wreszcie skończyć recenzję naszego krzesełka do karmienia. Będzie pewnie też nieco o nowym tronie Króla Juliana i - mam nadzieję - więcej zdjęć oraz powrót do plastelinowej kroniki postępów:)

4 komentarze:

  1. Czemu nie powinno się prowadzać dzieci przytrzymując za rączki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza lekarka od rehabilitacji - rozsądna kobitka, mówi, że w czasie takiego prowadzenia miednica i kręgosłup dziecka nienaturalnie się wyginają i w przyszłości może to prowadzić do wad postawy - i to by częściowo wyjaśniało, dlaczego ja i mój mąż jesteśmy krzywi jak chińskie paragrafy. Dziecko powinno zacząć chodzić samo, kiedy będzie na to gotowe (fizycznie i psychicznie), po prostu ruszy do przodu.
      Druga rzecz to narażenie na urazy łokcia i barku - prowadząc tak dziecko, kiedy ono straci równowagę, odruchowo ciągniesz je do góry za ręce, a ono ma jeszcze niedojrzałe stawy za słabe, by zawiesić na nich ciężar ciała. To ma nawet swoją nazwę - "uraz piastunki"

      Usuń
  2. Ale Julianek dużo umie, brawo! Ja jeszcze nie dawałam Olusiowi łyżeczki, chyba czas zacząć naukę samodzielnego jedzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało daj Olusiowi łyżeczkę:) Jul wymachuje swoją od dwóch miesięcy i zaczyna kapować, o co chodzi, tylko nabrać i donieść do buzi jeszcze nie umie. Ale z samego dłubania i tak ma radość:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...