wtorek, 13 stycznia 2015

Twój brat w twoim wieku...

Dałam dziś Julkowi do zabawy chodzik pchacz po Jędrusiu. Julo jeszcze nie porusza się do przodu, a jedynie w bok przy meblach, ale chciałam w spokoju dopić herbatę i odciągnąć mleko na wieczorną kaszkę.
Kątem oka obserwowałam sobie poczynania mojej młodzieży.

Najpierw przyszedł Andrzejek i pokazywał bratu, gdzie można wrzucać klocki. Juluś nie załapał - jest na to za mały - ale radośnie walił dwoma klockami o siebie, a potem o "panel" pchacza.
Potem, również za sprawą Jędrusia, odkrył, za co trzeba pociągnąć, żeby odpalić melodyjkę - równie kiczowatą co wpadającą w ucho.
Melodyjka musiała zlasować mi mózg, bo pomyślałam sobie coś w rodzaju "Jaki ten Jędruś inteligentny/zręczny/sprawny, a ty, Julo, co?"
A przecież Julo jest o całe dwa lata młodszy.

Chwilę później Julek wstaje oparty o rączkę pchacza.Układa sobie na niej wygodnie obie łapki i patrzy zdezorientowany, nie mając pojęcia, co dalej.
I znowu tak sobie pomyślałam: "Jędruś w tym wieku z pchaczem wywijał ósemki i stał bez trzymanki..." - i zrobiło mi się łyso, bo z tych głupich myśli wyrwał mnie mój starszy synek. Ja ich tu porównuję, a on bije bratu brawo i, przesadnie naśladując mój ton, mówi: "Brawo, Juleńku, wspaniale! Mamusiu, on zrobił dwa kroki, ja mu popchałem chodzik i zrobił dwa kroki!!!"

Kiedy? - pomyślałam - nie zauważyłam.
Głupia matka.
A miałam ich nie porównywać.
Tymczasem ciągle
  • "ten lepiej je", 
  • "tamten szybciej się rozwijał", 
  • "ten jest pogodniejszy i umie sam się sobą zająć", 
  • "tamten w jego wieku mówił już mama i tata" .
Jednak wpadłam w tę pułapkę, dobrze, że przynajmniej się nie odezwałam. Zamiast się cieszyć, omal nie zafundowałam swoim dzieciom tego, co mnie w dzieciństwie fundowano nieustannie porównując mnie z dwiema koleżankami z podwórka. Wiadomo, były rzeczy, w których byłam najlepsza, były i takie, w których byłam najsłabsza - i właśnie one sprawiły, że dziś boję się wychylić, żeby ktoś mnie nie skrytykował.
Sama o dziwo nie porównuję moich dzieci z cudzymi, ale między sobą - co chwilę.
Umiem już trzymać język za zębami, ale muszę z tym powalczyć, bo ominie mnie sporo radości, tak jak dziś. No i dostrzegać ciężką pracę dziecka, nawet jeśli efekty przychodzą później niż się ich oczekuje.


8 komentarzy:

  1. Może wynika to z niewielkiej różnicy wieku? U nas jest to ponad 5 lat, a i tak zdarza mi się mówić, że Starszy był rozsądniejszy, sprawniejszy itd. A może to kwestia mojej sklerozy, kto wie...;). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale ja chciałabym tego nie robić. I staram się, ale wychodzi mi samo:/

      Usuń
  2. ...i ja tak mam, jak Ty, że ciągle porównuję moje dzieci i na szczęście akże tego nie mówię na głos. To pewnie częściowo wynika z ciekawości, jakie te dzieci będą, więc porównujemy, by już zauważać różnice. Ja z męzem się śmiejemy, że mówiona nam, iż córka będzie się szybciej rozwijać i będzie znacznie szybsza we wszystkim. A tu nici, jest inaczej, bo to niestety Tomek był zwinniejszy, szybszy, odważniejszy. Córeczka jest malutka, delikatna, spokojna i powolna. Jest po prostu inna:) Tak jest też z Twoimi snkami, są po prostu różni i dobrze!:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, u Was stereotyp podwójny - że dziewczynki wszystko szybciej i młodsze też wszystko szybciej;p A u nas płeć ta sama, ale dwa przeciwieństwa od pierwszych ruchów w ciąży;p

      Usuń
  3. Niestety z obserwacji i własnego doświadczenia wiem ze tego nie da się uniknąć. Nawet gdybyśmy my rodzice bardzo ale to bardzo sie starali to zawsze znajdzie się ktoś kot takiego porównania dokona. Tak to już jest, ludzie porównują i koniec. Mam pięcioro rodzeństwa, wiem co piszę. A najgorzej mają moje siostry - różnica wieku rok, razem w klasie (teraz nie bo w Anglii sa a tam nie ma czegoś takeigo jak młodsza w starszej klasie, a tak było w PL), one sa cały cas porównywane, na każdym kroku. Niebezpieczne to, ale nieuniknione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam dwie sąsiadki-rówieśnice, na dodatek wszystkie byłyśmy w jednej klasie w podstawówce. Szczególnie tatusiowie - mój i jednej z koleżanek - celowali w nieustannym porównywaniu wyników w nauce. Obie uczyłyśmy się wzorowo, ja miałam o oczko wyższą średnią, co tato koleżanki jej wypominał. Cóż, dobrze, że się na mnie nie obraziła:)
      A Twoim siostrom współczuję, takie wprowadzanie elementu rywalizacji między dwie lubiące/kochające się osoby może narobić dużo szkód. Mam nadzieję, że oszczędzę tego własnym dzieciom

      Usuń
  4. Oj chyba trudno nie porównywać do siebie dzieci. Jak na razie nie zapowiada się abym mogła nabrać w tej kwestii doświadczenia, ale kto wie. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...