niedziela, 11 stycznia 2015

Trzy miesiące pieluchowania wielorazowego

Tak, nadal twardo trwam przy wielorazówkach. Ba, uwielbiam je:)
Używamy ich już około trzech miesięcy i wiem, że była to dobra decyzja.
Przez ten czas wypróbowałam na Julku kilka rozwiązań.

Podstawowym - i naszym ulubionym - jest zestaw otulacz+wkład bambusowo-węglowy+wkładka "sucha pupa" z cienkiego mikropolaru. Wciąż służą nam kupione na początku "Pupusy". Taki zestawik to 2-3h bez przecieku. Jul nie narzeka, ja też nie. No, może trochę, bo podczas ładowania nowego wkładu Julek zaczyna się wiercić i próbuje uciekać. Tu ujawnia się przewaga pampersów na rzepy:) Przecieki czasem się jednak zdarzają - ale w tych otulaczach góra raz w tygodniu.





Po jakimś czasie podkusiło mnie, żeby wypróbować formowanki. Dla niewtajemniczonych - to takie materiałowe pieluchy bez warstwy nieprzemakalnej (a więc wymagające założenia na wierzch otulacza), ale skrojone tak, by nie wymagały już składania i układania na pupie jak np. tetra. Kupiłam dwie bawełniano-welurkowe z dodatkową kieszenią na wkład - polskich marek Ecodidi i Zufizo, o takie:

Muszę stwierdzić, że formowanki spełniają swoje zadanie. Zakładałam je Julkowi razem z naszymi wkładami bambusowo-węglowymi, a od pupy kładłam jeszcze mikropolarek, żeby Julkowi było sucho. Na pierwszy ogień poszła ta piękna panterka Ecodidi: Rezultat - cztery godziny bez przecieku, pupcia suchutka i... Jul purpurowy z wściekłości. Długo nie potrafiłam dociec, dlaczego moje anielsko spokojne dziecko się tak piekli. Odpowiedź dostałam, zdejmując formowankę - chyba po prostu jest mu w niej niewygodnie.  Kolejnego dnia na spacer założyłam tę drugą - musieliśmy przerwać spacer i wracać do domu. Każdej z nich dawałam jeszcze szansę w domu - nic z tego - chłonne, miłe, nigdzie się nie odciskały, ale mój syn jest na  "nie". Obstawiam, że cała ta instalacja po prostu krępowała mu ruchy. Formowanki odziedziczył więc Andrzejek - dostawał je czasem na noc i nie narzekał - z tym, że wtedy już właściwie nie potrzebował pieluch i wkrótce zrezygnował z nich całkiem.

Kolejne, co postanowiłam wypróbować, to tzw. SIO (snap in one) czyli otulacz z wpinanym wkładem. Tak w moje łapki trafił ten piękny zestaw KoKoSi:



Do otulacza wpina się ręczniczek z bodajże froty bambusowej i składa go na 3 i podgina z przodu. Ja na całość zakładam jeszcze "suchą pupę".

Zestaw ten okazał się jednak mało chłonny i wkładam go  tylko wtedy, gdy potrzebuję włożyć coś na krótko - nie więcej niż godzinę np. przed spacerem. Dłużej nie wytrzymuje i cieknie górą, a otulacz nie ma zakładek, które utrzymałyby w ryzach dodatkowy wkład. Poza tym rozczarowałam się też wielkością otulacza - choć Julo jest szczuplutki, a otulacz jest niby "one size", rozpinam go na rozmiar "L", a i tak Julek ma go już,, na biodrach.

Porównanie wielkości: Pupus spięty na "M" (w zwierzaki) kontra KoKoSi rozpięte do największego rozmiaru

Najdalej za miesiąc odłożymy ten zestaw do pudła, by czekał na następne dziecko. Generalnie nie polecam, choć piękny. Chyba tylko dlatego jeszcze go nie sprzedałam;p.

Mamy jeszcze jedną ciekawą rzecz - znów marki Ecodidi:



Z pozoru to zwykły otulacz, jednak pod zakładkami kryją się dodatkowe napki. Mając dodatkowo specjalną polarową wpinkę, można z otulacza wyczarować kieszonkę:
Używam tej pieluszki w obu wariantach i powiem tak: jako sam otulacz jest dość zawodna, przecieka częściej i szybciej niż "chinki" Pupusy. W wersji z kieszonką nie przeciekła mi ani raz (mam ją ponad dwa miesiące), ale za to Jul narzeka, że toporna i ruchy mu krępuje - choć nie aż tak ja  ma to miejsce w przypadku formowanek. Jeśli jednak potrzebuję czegoś "pancernego" na 4-5 godzin, nie zważam na protesty i zakładam właśnie tę.

O tym, jak piorę pieluchy, pisałam już w TYM poście. Wiele się nie zmieniło, dodam tylko, że co miesiąc robię pieluchom SPA czyli tzw. odtłuszczanie: piorę wszystkie wkłady, wpinane kieszonki i suche pupy, a następnie moczę przez całą noc w wodzie z płynem do naczyń. Rano piorę je na długim programie bez detergentu. Po takiej kuracji chłoną znacznie lepiej.

Zaczynając używać takich pieluch, sama byłam ciekawa, jak to odbije się na naszych rachunkach. Już mówię:
  • rachunki za wodę wzrosły o ok. 5-10zł miesięcznie (spłukiwanie kupek strumieniem zimnej wody, codzienne przepierki "suchych pup" i czasem otulaczy)
  • rachunki za prąd i gaz nie wzrosły wcale
  • z ok. 3,5 paczki pampów miesięcznie (8 dziennie) zeszliśmy do ok. pół paczki (1-2 dziennie. Czasem nawet na spacer wkładam wielo).
  • Zero odparzeń. Krem na pupę idzie tylko na noc pod pampersa. Od 3 miesięcy mamy ten sam słoik Linodermu i zużyliśmy może 1/3:)
  • Podsumowując: zaoszczędziliśmy równowartość nieco ponad 8 paczek pampersów po 48zł każda (Rossne;p). 
  • Jeśli tak dalej pójdzie, wydane na pieluchy ok. 500zł zwróci się za jakieś 2 miesiące czyli  po 5 miesiącach stosowania
  • Po odpieluchowaniu Julcia mam wybór: albo zostawiam je dla następnego dziecka, albo sprzedaję dalej i co najmniej połowa tej kwoty do mnie wraca:)
A że czasem trzeba nos zatkać i kupę sprać... ano trzeba. Ale i tak POLECAM:D

11 komentarzy:

  1. Podziwiam Cię za wytrwałość. Ja chciałam używać wielorazówek z pierwszym Synkiem - poległam po paru dniach, zwyczajnie wygoda wzięła górę. I chociaż naczytałam się o składzie chemicznych jednorazówek i byłam bardzo za wielorazówkami to zwyczajnie zabrakło siły i chęci. Teraz przymierzam się z drugim Synkiem, zobaczymy jak będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Ja świadomie nie zdecydowałam się na wielopieluchowanie od noworodka, też poległabym na spieraniu 20 "słoneczek" na dobę łącznie z nocą. A teraz, kiedy dieta rozszerzona, nie licząc 5-minutowej przepierki wieczorami, właściwie nie wymaga to pracy:) Polecam - ale dopiero u kilkumiesięcznego dziecka, wcześniej się nie odważyłam. Powodzenia;p

      Usuń
  2. Oj jestem zdecydowanie zbyt leniwa na pieluchy wielorazowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem za skąpa na jednorazówki;p A tak poważnie, to nie licząc tego, co trzeba zaprać po kupce, różnica polega na tym, że pieluchę wrzucam do wiaderka, a nie do śmieci. A brudną robotę i tak odwala za mnie pralka.

      Usuń
  3. Ja także bardzo podziwiam Cię za cierpliwość. Od kiedy do Ciebie zaglądam to jestem godna podziwu za Twój spokój i wytrwałe podejście do wszystkich tematów typu testowanie, próbowanie etc. Potrafisz bardzo spokojnie oczekiwać na wynik. Brawo! Ja nie dałabym rady z pieluszkami wielorazowymi. Idę na łatwiznę:( Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Dałabyś radę - jesteś systematyczna. A to tak naprawdę nie jest wiele pracy, tylko trzeba samemu się przekonać:)

      Usuń
  4. Dla mnie to czarna magia i jakoś nie mogłam się do tego przekonać. Dla mnie to nadal jest zbyt skomplikowane i czasochłonne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się tylko wydaje, jakbyś miała okazję spróbować, to zobaczyłabyś, że nie tai diabeł straszny:)

      Usuń
  5. Wczoraj zamówiłam dla nas pierwszą kieszonkę i kilka wkładów. Wiem że to nie wystarczy, ale robimy próbę i czekamy na zastrzyk gotówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie, na jaką się zdecydowałaś?

      Usuń
  6. Ja zaczęłam pieluszkować wielorazowo w wieku 2 miesięcy i do dzisiaj działam z armią pieluszek. Uwielbiam je składać i zakładać na pupę, nawet wtedy kiedy malec ucieka. Co prawda mam ponad 50 sztuk ale to chyba już nałóg :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...