poniedziałek, 19 stycznia 2015

Na waciki

Kto zna moje poglądy na przerywanie ciąży na jakimkolwiek etapie, ten będzie w stanie zrozumieć, jakim ciosem była dla mnie jako farmaceuty decyzja o wprowadzeniu pigułki "dzień po" do sprzedaży bez recepty. Pewnie zaraz się tu zlecą "obrońcy uciśnionych", ale powiem szczerze - mam ich w nosie i wszystkie komentarze "pro choice" będę kasowała bez dyskusji. Sporo czasu straciłam kiedyś na takich dyskusjach i mam ich dość, wolę ten czas poświęcić dzieciom, mężowi, a nawet ogarnianiu chałupy, pisaniu postów na bloga czy robieniu kolejnych bobasów*.

Kto mnie zna, ten wie, że nigdy takiego preparatu nie wydałam i nie wydam. A to dlatego, że prawdopodobnie nie wrócę już do apteki. Jedynym wyjątkiem byłoby znalezienie pracy w aptece "kościelnej" lub u kogoś o zasadach podobnych do moich, ale w tym celu zapukałam już do wszystkich takich drzwi w Krakowie, o których wiem - bezskutecznie.

I tu przyszło mi do głowy coś, nad czym zastanawiałam się jeszcze na studiach. Przecież uwielbiam zioła, nawet staż odrobiłam w aptece słynącej właśnie z ziołolecznictwa. Mogłabym zostać zielarką - i połączyć wiedzę o ziołach z tą o preparatach syntetycznych. Mogłabym być zielarką inną niż obśmiewane "baby" - wskazywać możliwe interakcje, pokazywać możliwości leczenia konwencjonalnego ze wsparciem ziół, kontaktować i konsultować się z lekarzami zamiast odciągać od nich ludzi. Nie sprzedawać ziółek zebranych w lasku i suszonych pod sufitem, tylko wesprzeć się standaryzowanymi na zawartość substancji czynnych produktami uznanych firm.
Swoją drogą, czy to nie dziwne, że zielarzem może być byle kto po kilku weekendowych zjazdach, a ja nie mogę otworzyć takiej praktyki będąc magistrem farmacji?
Muszę więc załapać się na stosowne kursy i opracować biznesplan. Myślę przy tym nie tylko o otwarciu własnego gabineciku, ale też np. o współpracy z moją mamą - dwa razy w miesiącu lekarz + zielarz farmaceuta w sąsiednich gabinetach z możliwością wspólnej konsultacji na życzenie. Co Wy na to? I byłaby to okazja, by częściej jeździć do Krosna;p

To plan na dłuższą metę, może udałoby się ruszyć w przyszłym roku, ale prawdę mówiąc, już teraz mam dość bycia w 100% na czyimś utrzymaniu.

moja obecna praca;p

Wiele na tym nie zarobię, ale pomyślałam, że może faktycznie warto wykorzystać swoją smykałkę do mas plastycznych. Albo chociaż spróbować. Na początek zacząć współpracę na zasadzie umowy o dzieło z jakimś sklepikiem z upominkami, a gdyby wypaliło, to kto wie, może ktoś do współpracy i jakaś firemka?
zaczęłabym od czegoś, co już robiłam na prezent i się podobało - ramki na zdjęcia czy przedmioty domowego użytku (świeczniki, serwetniki, stemple do papieru) itp. ozdobione utwardzonym ciastem solnym lub modeliną. Inny mój pomysł to kartki okolicznościowe zdobione podobną metodą. Mogłabym opracować kilka lub kilkanaście motywów i produkować seryjnie;p
Pokażę próbkę.
Są to oczywiście plastelinowe prototypy robione z Julkiem u piersi, na potrzeby komercyjne zrobiłabym znacznie bardziej dopracowane. Za tło posłużyła (siostra Amalia chyba by mnie zabiła) książeczka do nabożeństwa z mojej I Komunii;p. Teksty wstawiłam z painta, bo póki co nie mam drukarki, ale to jest do skombinowania.






Jak myślicie, mogłoby się udać czy nie zawracać sobie głowy?







*z plasteliny. Ewentualnie w grę wchodzi modelina lub ciasto solne.

37 komentarzy:

  1. Olu - oczywiście, że Twój pomysł może się udać. Powinnaś tylko solidnie wszystko zaplanować i najlepiej spisać, opracować, określić etc.: CO to będzie? W jaki sposób będziesz to prowadzić? Gdzie zakupisz towar, o ile będziesz potrzebować? Za co? ... Następnie ile potrzebujesz zarobić dziennie - czego ile sprzedać (towar, czy usługa). Założyć pod działalność bloga, FB - bo to darmowe i zarejestrować się na kilku stronach, gdzie można sprzedać rękodzieło:) Naturalnie także policzyć koszty. Jest tego trochę, ja wypisałam zaledwie część. A skąd wiem? Podobnie, jak Ty mam pomysł i chcę go zrealizować, dlatego od pół roku nad nim pracuję. Jeszcze się nie ogłaszam, bo nie chcę zapeszać, ale wiem, że to się uda. Życzę Ci takż etego z całego serca i o ile mogę służę poradą, ale to już na maila:) Gorąco pozdrawiam i życzę dużo siły, konsekwencji i odwagi:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila ma racje, trzeba wszystko przemyśleć i dopracować. Ale oczywiście popieram i życzę powodzenia,bo jednak własny biznes to nie łatwa sprawa.

      Usuń
    2. Kamila, jeśli będziesz szyć, to pierwsza zamówię u Ciebie bluzkę do karmienia:)

      Dzięki, dziewczyny, wiem, że wszystko wymaga dopracowania. Znalazłam sobie już ewentualnego dostawcę modeliny, teraz muszę poszukać źródła papieru na kartki, tanich ramek na zdjęcia, i wszelkich akcesoriów pomocniczych (pędzle, grunty, utrwalacze etc.

      Usuń
    3. Olu w razie czego dam znać:)))) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ależ ja marzę o własnej działalności, jakimś pomyśle na życie.... Twój bardzo mi się podoba - trzymam kciuki :)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z rękodziełem jest różnie. Na początek twórz, fotografuj i umieszczaj w sieci, po pierwszej ofercie kupna ruszaj z produkcją i sprzedażą na większą skalę.
    Za to zielarstwo uważam za świetny pomysł. Coraz więcej ludzi się tym interesuje i chce z tego korzystać.
    To którą drogę wybierzesz zależy tylko od Ciebie. Ja od siebie życzę Ci świetnych pomysłów i powodzenia w realizowaniu pomysłów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już kupię wszystkie potrzebne rzeczy i nalepię czegoś na próbę, to założę bloga i fb z rękodziełem.

      Jeśli chodzi o gabinet zielarski, to jestem na etapie rozkminiania, jak zdobyć uprawnienia. A potem zostaje ubieganie się o dotację, wynajęcie lokalu, zrobienie sobie jakiejś reklamy - chciałabym robić i jedno, i drugie. Zobaczymy, co się uda:)

      Usuń
  4. Olu, powiem tak - wg mnie nisza związana z rękodziełem jest w zasadzie wypełniona po brzegi. Sama mam w swoim otoczeniu kilka osób, które się tym parają i tylko jednej na razie zwracają sie koszty, ale nie doszła jeszcze do etapu, na którym mogłaby zarabiać. Nie chcę zniechęcać, bo jeśli masz do tego zapał to czemu nie? Na pewno będzie jednak trudniej niż z zielarstwem, bo zdrowie oraz natura to temat ciągle aktualny i ważny. Polecam Ci przyjrzeć się np. blogowi Klaudyny Hebdy (jeśli oczywiście nie znasz), która podejmuje temat bardzo profesjonalnie, a jednocześnie przystępnie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ziołowy zakątek" znam, ale nie zaglądam zbyt często. Jak dla mnie przeładowany "ciekawostkami", a brak w nim konkretów interesujących mnie jako farmaceutę. No i nie jestem przekonana do tych nieznanych ziółek sprowadzanych z Azji. Ale niektóre przepisy można wykorzystać.

      Usuń
    2. Nie chodziło mi o wartości merytoryczną, tylko wartość marketingową bloga Klaudyny Hebdy. Jeśli chcesz na tym zarabiać, warto podpatrzeć, w jaki sposób się innym udało i jakich użyli metod. Klaudyna osiągnęła bardzo duży sukces, mimo że wartość niektórych jej wpisów jest dyskusyjna. Ale jeśli połączysz wiedzę farmaceutyczną z wiedzą zielarską i podasz ją w atrakcyjnej, przyciągającej czytelników formie, masz szanse na sukces. Czego Ci z całego serca życzę:)

      Usuń
    3. Dzięki, ale mnie nie chodzi o książkę ani bloga - raczej coś w rodzaju prywatnej praktyki:)

      Usuń
    4. Aaa, rozumiem, to szkoda, bo chętnie poczytałabym jakiś kompetentny blog o medycynie naturalnej. Tak czy inaczej, niezmienne kibicuję.

      Usuń
  5. Mi tez sie marzy wlasny biznes ale zupelnie w innej branzy ;) I wiesz co jak masz mzoliwosc to sprobuj! czesciej sie zaluje tego co sie nei zrobilo niz tego co sie zrobilo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chcialam mieć swoje prywatne przedszkole ;) Skończylam dwa kierunki techniczno-informatyczne (pracuje jako programista) i pedagogikę (pracowalam poltorara roku w skzole) ;)
      Jak mi sie znudzi korporacja i splacimy meiskznaie to oszczednosci pojda na otwarcie przedszkola;p Chyba ze juz nie bedzie popytu na rynku pracy ;)

      Usuń
    2. To się spieszcie, bo szukam przedszkola dla Jędrusia:)

      Usuń
  6. Czytam Twojego bloga już od dawna, ale jakoś tak nie komentuję. Natomiast, kiedy czytałam dzisiejszego posta, wpadł mi do głowy pomysł, który być może wykorzystasz - a może figurki na tort z masy spożywczej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to jest fajny pomysł! Na zachodzie bardzo w modzie są jadalne figurki zwierząt i myślę, że u nas też by się przyjęły. Która mama nie chciałaby pięknie udekorować tortu dla swojego dziecka? :)

      Usuń
    2. O widzisz, takiej masy jeszcze w łapkach nie miałam. Z czym to się da porównać? bardziej jak modelina czy jak ciasto solne?

      Usuń
    3. Nie wiem o jaką masę spożywczą chodziło Anonimowi, ale ja używam masy marcepanowej. Porównałabym ją do ciasta solnego, jest dość miękka, ale to chyba też zależy od gatunku. No i Wedel sprzedaje czekoladę do lepienia - polecam spróbować :)

      Usuń
    4. Urodziny chłopaków zbliżają się wielkimi krokami, na pewno spróbuję:)
      Lepić uwielbiam, choć brak mi niestety talentu odtwórczego. Spróbowałam ostatnio zrobić z plasteliny Kubusia Puchatka. Nie nadawał się do pokazania.

      Usuń
  7. Chyba zielarstwo byłoby lepszym pomysłem. Dobrze to przemyśl i do dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zioła to fajny pomysł, wspomnę tylko jakie kolejki od świtu do bonifratrów. Na takim forum choćby wiele dziewczyn interesuje się tym na własną rękę, wolą zioła i naturalne metody leczenia, cytuja sobie Korżawską, doradzają. Ty byś połączyła dwie profesje i kitu nikomu bys nie wciskała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to samo mi przyszło do głowy - ja u nich staż robiłam:) Mam też stare poradniki O. Klimuszki;p

      Usuń
  9. Coraz więcej ludzi odsuwa się od tradycyjnego leczenia i przechodzi na te nieinwazyjne więc czemu nie - zawsze warto spróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat nie zawsze jest dobre zjawisko. Ja lekarzy szanuję, choć wiem, że są różni. Nie chciałabym ludzi odciągać od konwencjonalnej medycyny, może raczej pokazać, co da się wyleczyć ziołami, a z czym już trzeba iść do lekarza.

      Usuń
  10. http://bonjourberry.com/wp-content/uploads/2012/10/FoxCake.jpg

    OdpowiedzUsuń
  11. Droga Autorko,
    myślę, że sprzedaż ziółek to doskonały pomysł, zwłaszcza w Twoim przypadku, kiedy praca w aptece miałaby kłócić się z Twoimi przekonaniami. Brakuje osób z wiedzą na temat ziołolecznictwa, myślę, że to świetna nisza i bardzo potrzebna. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. na razie robię rozpoznanie, jak się do tego zabrać:)

      Usuń
  12. Droga Olu, może nieśmiało zaproponuję Ci inne rozwiązanie :) Posiadasz wyższe wykształcenie jako farmaceuta, a więc na pewno świetnie znasz chemię i biologię. Może spróbowałabyś udzielać korepetycji? W dużym mieście zapotrzebowanie jest na pewno dużo, a to nie pochłania wiele czasu i łatwo jest pogodzić z macierzyństwem. Dopóki nie założysz swojej firmy, mogłabyś sobie w ten sposób dorabiać:) Ceny za lekcje są moim zdaniem atrakcyjne.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym, ale nie mam warunków, by robić to u siebie (małe mieszkanie, dwójka maluchów), a Kraków duży, dojazdy zajmowałyby kupę czasu, a ja wciąż karmię piersią na żądanie:/
      Mój mąż swego czasu dawał takie "dojazdowe" korki z historii i WOSu. Po roku jeżdżenia przez cały Kraków stwierdził, że to skórka za wyprawkę.

      Tymczasem rękodzieło mogłabym wykonywać po uśpieniu chłopców, a lokal na gabinet zielarski mogłabym podnająć np. na kilka godzin w tygodniu

      Usuń
    2. Rozumiem, ale zawsze można spróbować przykleić ogłoszenia gdzieś w najbliższej okolicy, może ktoś się zgłosi, a wtedy nie traciłabyś dużo czasu na dojazdy:) Wiem, że trzeba mieć trochę szczęścia - ja uczę niemieckiego i np. mam zajęcia ze studentką mieszkającą na sąsiedniej ulicy i tak naprawdę jesteśmy bardzo elastyczne w kwestii godzin zajęć, jeżeli coś nam wypadnie, dlatego też warto spróbować, zawsze coś wpadnie do portfela:)
      A tak w ogóle to podziwiam Cię, jesteś cudowną mamą i żoną, uwielbiam Twojego bloga i to, jakimi zasadami kierujesz się w życiu! ;-)

      Usuń
    3. Muszę jednak przyznać, że karmienie piersią rzeczywiście może utrudniać sprawę, masz rację :( Ale w każdym bądź razie życzę Ci powodzenia w działaniach związanych z pracą :) Ania

      Usuń
    4. Jej, dziękuję za wszystkie miłe słowa:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...