piątek, 19 grudnia 2014

Mama skazańca je poza domem - czego unikać, na co zwrócić uwagę

Dużo ostatnio wychodzę z domu na dłużej. A to wesele, a to kino, to znów wizyta u dawno niewidzianych znajomych albo przedświąteczny rajd po galeriach. Skrupułów się już dawno wyzbyłam, zostawiam na wierzchu odciągnięte mleko, zupkę i kaszkę i już mnie nie ma.
Większym problemem jest to, co JA w tym czasie będę jeść.

Będąc mamą alergika na białka mleka krowiego, mam kupę kłopotliwych dla otoczenia ograniczeń. No więc tak:
  • Na weselu nie mogłam zjeść przystawkowej sałatki (śmietana w sosie), rosołu (na wołowinie) ani kremu z pieczarek (bielony śmietaną), pieczonej ryby (moczona w mleku) ani puree z ziemniaków (polane masełkiem). Żyłam cebulową, którą skądś wytrzasnęła dla mnie kelnerka, i sokiem jabłkowym.
  • U znajomych mogłam zjeść tylko sałatkę warzywną z majonezem. Koleżanka miała jeszcze ów majonez, więc na etykietce sprawdziłam, czy nie dodano doń nic trefnego. Ominęły mnie bowiem wędliny (nie jem, jeśli nie mogę przeczytać składu, a często są "ulepszane" białkiem mleka), ciasta, tort naleśnikowy, a nawet chipsy, bo i one zawierały serwatkę.
  • W kinie jedynym, na co mogłam sobie pozwolić, były... lody. Sorbet malinowy. Niestety - bez wafelka, bo mleko było w jego składzie na pierwszym miejscu. Nawet nachos miały w składzie serwatkę.
  • W czasie dzisiejszego szału zakupów popełniłam błąd i odłożyłam papu na czas wizyty w Plazie. A tam tylko jedna kawiarnia i jedna restauracja pseudowłoska. No więc wchodzi mama alergika i pyta, co da się zjeść przy alergii na mleko krowie. W kawiarni - NIC. Nawet pieczywo na tosty było trefne. W restauracji znalazła się JEDNA rzecz: zupa pomidorowa.
Julek to drugi skazaniec w mojej karierze maci karmiącej, więc po paru wcześniejszych doświadczeniach tego typu wiem, czego mogę się spodziewać.
Wiem, że może zdarzyć się sytuacja, że zwyczajnie nic się dla mnie nie znajdzie - a jeść trzeba.
 Przeważnie nie wychodzę więc z domu bez kanapki albo dozwolonych ciastek.

A czego mi nie wolno?
Najpierw oczywista oczywistość - kawy z mlekiem.

Z marszu odpadają też:
Sernik.
Sałatka grecka.
Koktaile i "szejki".
Pierogi ruskie.
Naleśniki i racuszki

W innych produktach białka mleka ukryte są znacznie sprytniej. Poza własnym domem nie jemy zatem:

  1. Ciast i ciasteczek - kupnych i domowych, jeśli gospodarze wyrzucili już opakowanie i nie można przeczytać składu. Zawierają masło lub margarynę, a 99% margaryn na rynku zawiera białka mleka. Mleko bywa też często w zaczynie do ciasta drożdżowego - takie też odpada.
  2.  Wędlin. Tak - bywają fałszowane białkami mleka:( Na codzień mam wypróbowane 2 (!) wytwórnie, których wyroby nie uczulają Julka. Innych kupnych nie ruszam.
  3. Pieczywa, kanapek, tostów etc. Do niektórych chlebów producent dorzuca serwatkę. Inne są z założenia pieczone na maślance albo jogurcie. W piekarni można o to zapytać. Gospodarze pewnie już dawno wyrzucili etykietkę ze składem i nie pamiętają.
  4. Ponadto do smarowania podane zostanie prawdopodobnie masło. Wątpię, by ktoś, szykując proszony podwieczorek, stał pół godziny przy półce z nabiałem szukając dla jednej osoby margaryny bez mleka.
  5. Czipsów innych niż solone. Wszystkie inne, nawet paprykowe i bekonowe, zawierają serwatkę jako nośnik dla przypraw.
  6. Sałatek. Mleko bywa dodane np. do musztardy albo chrzanu. Skąd wiemy, jakie kupiła pani domu?
  7. Tłuczonych ziemniaków. Przeważnie są ubite z masłem albo śmietaną.
  8. Ziemniaków z wody okraszonych tłuszczykiem. Idę o zakład, że ten tłuszczyk to masełko.
  9. Ryb. A jeśli już chcemy, musimy zapytać, czy nie były wcześniej "odsmradzane" przez moczenie w mleku
  10. Past rybnych. Niemal zawsze zawierają twaróg lub śmietanę.
  11. Niczego, co jest panierowane bułką tartą (zob. pieczywo) i jajkiem, jeśli nie jesteśmy pewni, że gospodyni nie dolewa do jajek odrobiny mleka dla lepszej konsystencji (sama tak kiedyś robiłam).
  12. Nic z mięsa mielonego, dopóki upewnimy się, że nie zawiera bułki tartej  lub bułki (zob. pieczywo) tradycyjnym sposobem wymoczonej wcześniej w mleku.
  13. Mięs polanych zabielanymi sosami.
  14. Rolad mięsnych - np. kotleta de volaille - wewnątrz czai się masło.
  15. Bardzo chudego drobiu i dziczyzny - np. bażanta. Takie mięso piecze się, obkładając je tłuszczem. Czasem jest to boczek, zwykle - masło.
  16. Zup zabielanych zasmażką (zawiera masło) i dań zapiekanych z sosem na bazie beszamelu (masło, mleko). W ogóle o każdy sos trzeba pytać.
  17. Pizzy - widział ktoś kiedyś taką bez sera? Że nie wspomnę o ewentualnym mleku w zaczynie na ciasto...
  18. Placków ziemniaczanych (niektóre przepisy zakładają dolewkę mleka).
  19. Pierogów - jeśli nie można dokładnie wypytać o przepis na ciasto i farsz. Również leniwych, kopytek i knedli - np. według tradycyjnego przepisu krążącego w mojej rodzinie ciasto robi się z dodatkiem twarogu.

Temat otwarty, można dopisywać.

10 komentarzy:

  1. Współczuję Ci... A co by się stało, gdybyś jednak coś z mala ilością mleka zjadła? Mój syn tez miał alergię, ale dermatolog nie kazał mi aż tak drastycznie okroić dietę. Wręcz przeciwnie. Tomek miał na twarzy ciągłą wysypkę przez cały okres karmienia. Raz była mniejsza innym razem większa, ale trudno...
    Jak się czyta tego posta to przychodzi taka myśl do głowy, że to przesada, co piszesz, ale z drugiej strony doskonale Cię rozumiem. Zatem gratuluję konsekwencji! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja alergolog uważa, że jeśli chce się wyprowadzić dziecko z nietolerancji, to trzeba na jakiś czas odstawić dany alergen całkowicie - i mnie to przekonuje, bo obserwując Jędrusia widziałam, że przy każdej kolejnej prowokacji reakcje były słabsze, aż w końcu udało się wyciągnąć go ze wszystkiego i teraz je normalnie.
      U Julka też się to już sprawdziło - przy jajkach. W styczniu czeka go kolejna prowokacja mlekiem - prawdopodobnie w formie jedzenia przeze mnie jogurtu albo żółtego sera, zobaczymy, jak będzie.

      Co do podejścia Waszego dermatologa - u nas się to nie sprawdziło. U Andrzejka dlatego, że u niego głównym objawem alergii były nie zaostrzenia AZS (choć też), ale biegunki i wymioty nawet po odrobinie niedozwolonego produktu typu polizanie wieczka jogurtu albo gryz ciastka z jajem. U Julka z kolei mniej reakcji brzusznych, za to przy byle błędzie okropnie go wysypuje i koszmarnie swędzi, po rosole na wołowinie, który nieświadomie zjadłam, miał buzię i uszy podrapane do krwi.
      Tak więc muszę dietę trzymać twardo, bo nie chcę ich odstawiać od piersi. Gastrolog Jędrusia twierdziła, że alergiczne dzieci powinny być karmione jak najdłużej, bo to dla nich jak lek:)

      Usuń
  2. Jak się patrzy na tę listę to pierwsze wrażenie - O Matko! Co Ty jesz? ;-)
    Ale przecież wiem, że jeszcze dużo rzeczy zostaje bo sama z pierwszym Synem ponad rok na diecie bezmlecznej i bezjajecznej byłam a teraz od 3 miesięcy znów powtórka z rozrywki. Pieczywo (bezmleczne) na szczęście mogę.
    Dzięki takiej diecie zaczęłam próbować rzeczy których nigdy w życiu nie jadłam a i nie musiałam walczyć z rodziną czemu Synowie nie jedzą kupnych słodyczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E no, aż tak źle nie jest, mogę jeść wiele rzeczy z tej listy, ale tylko w domu, kiedy wiem, co kupiłam. W gościach i restauracjach nie - bo restauratorzy, a często i zwykli ludzie gotujący domowo, kupują najtańsze produkty, w których jest licho wie, co.
      No i nie ukrywam, że praktyczna umiejętność gotowania i jako-taka znajomość tradycyjnej kuchni bardzo pomagają doszukiwać się sprytnie ukrytego mleka:)
      Przy Julku przynajmniej mogę już jeść jajka, przy Andrzejku jaja tez musiałam wyeliminować, więc wiem, co i jak;)

      Usuń
  3. ja tez Ci strasznie wspolczuje tej diety eliminacyjnej!
    trzymaj sie i pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Jasne, że wkurza mnie, że nie mogę tak po prostu zamówić pizzy albo zjeść sernika, ale cóż zrobić, trzeba przeczekać. Ale wszystko ma swoje plusy - mam wrażenie, że odkąd muszę trzymać dietę, gotuję i jem jakoś tak bardziej świadomie i zwyczajnie zdrowiej:)

      Pozdrawiam również

      Usuń
  4. Jestem w szoku że musisz aż tak uważać! Zawsze myślałam, że wystarczy ograniczyć do minimum i odrzucic produkty mleczne, a nie także takie które gdzieś tam w składzie zaiwerają mleko, serwatkę czy inne mleko podobne... No ale skoro tak radzi alergolog to zrozumiałe i najważniejsze żeby mały z tego wyszedł :)
    Da się żyć, choć widzę że jest cieżko i wymaga to wielkiego poświęcenia i cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie wystarcza. Jeden gryz czegoś niewłaściwego i wysypuje mi dziecko. Dlatego bardzo się pilnuję, a po starszaku, który teraz już doi Łaciate z kartonu, wiem, że warto:)

      Usuń
  5. Ożesz!
    To co Ty kobieto jesz?
    Współczuję. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, nie jest tak tragicznie. Mam już wypróbowane wytwórnie wędlin i sprawdzoną margarynę, więc tylko zastępuję mleko krowie ryżowym z rossmanna, a śmietanę - gdzie się da - majonezem, z przepisów wykluczam sery i jest ok. Wychodzę przeważnie zaprowiantowana, więc tak naprawdę nie za często muszę zdawać się na los. Ale jeśli akurat nie mam nic ze sobą albo nie wypada wyciągać własnej wałówy, to patrz wyżej;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...