wtorek, 30 grudnia 2014

Kolędowe prawo Murphy'ego

I po kolędzie. Jak pewnie pisałam w zeszłym roku - nasza rodzinka ma szczęście - nie zdarzyło nam się trafić na wrednego służbistę ani wyłudzacza kasy, o których tak często czyta się na blogach w poświątecznym okresie. Nasz tegoroczny ksiądz tez był bardzo sympatyczny. Chyba - Jędruś nie za często dawał mu dojść do słowa. Nie odkreślał nas nawet w swoich kartotekach, ba, chyba nawet zapomniał ich wyjąć.
W każdym razie wizyta minęła przyjemnie, wśród śmiechu i przy bezmlecznym ciachu i była miłym zwieńczeniem szalonego dnia.
Z kolędą rokrocznie mamy za to inny problem: ZAWSZE zapowiedzą nam ją na jedyny do bólu zawalony  dzień w całym tygodniu. I NIGDY nie wiemy, o której ksiądz zawita do naszego domu. Wysprzątamy, czekamy - nie ma go. Mamy kołowrotek - prawie na pewno przyjdzie właśnie wtedy. A jeśli jakimś cudem uda nam się uwinąć przed jego wizytą - patrz przypadek pierwszy.

Dziś szaleństwo zaczęło się przed południem - na dwunastą mieliśmy wizytę u alergologa z chłopakami
Niby byliśmy umówieni na godzinę, a weszliśmy ponad godzinę później.
Na dwunastą było też umówione łatanie mojej piątki górnej lewej, które na szczęście udało się przełożyć - na drugą. Choć obie sprawy miałam w szpitalu, bałam się, czy zdążę. Tymczasem nie tylko zdążyłam, ale zdołałam jeszcze zjeść co nieco w szpitalnej stołówce.

Od dentysty dostałam prikaz - nie karmić Julka przez trzy godziny. Problem w tym, że Julo, kiedy mnie widzi, domaga się jedzenia średnio co dwie godziny i napitku co około godzinę albo i częściej - i to niezależnie od posiłków stałych i tego, jak obficie został dokarmiony tuż przed tą przymusową przerwą. Mąż wziął więc chłopców do domu, a ja umówiłam się z mamą na załatwianie wszystkiego, co i tak trzeba załatwić, mając nadzieję, że czas abstynencji jakoś zleci.
Zaczęłyśmy od komisu dziecięcego, bo chciałam sprawdzić, czy sprzedały się kozaczki po Jędrusiu.
Kozaczki się nie sprzedały, za to kupiło się (czyt. babcia kupiła) nowe krzesełko do karmienia dla Jula, nawet bardziej wypasione niż nasze krakowskie.

Wychodząc z komisu myślałyśmy już tylko o tym, że teraz jedziemy do Rossmanna kupić mamie szminkę, a potem będziemy zbierać reprymendę za kolejny grat w domu - zupełnie straciłyśmy poczucie czasu. Nagle telefon z pytaniem, czy pamiętamy o Kolędzie. Mama na to, że przecież ma się zacząć o trzeciej, na co tato  tak glośno, że usłyszałam, choć stałam przy drugim końcu samochodu: Ale już jest po czwartej!!!

No więc nici z makijażowych zakupów, wróciłyśmy do domu. Kiedy tylko weszłyśmy, Julian, przez cały czas spokojny, natychmiast upomniał się o pierś. Płakał tak rozpaczliwie, że dosłownie odliczałam minuty do tej pieprzonej szóstej, by móc wreszcie dać mu jeść.
Kiedy tylko wybiła, Jul przyssał się tak łapczywie, że, choć pół godziny wcześniej wsunął drugą porcję zupy (porcja=ok. 150-200ml), nie zostawił ani mililitra do odciągnięcia na wieczorną kaszkę, po czym, zadowolony, pobiegł bawić się z wujkiem.

Ok. wpół do ósmej ciastka wyszykowane na wizytę kolędową były już zdziesiątkowane przez moją starszą pociechę, buteleczka z wodą święcona gdzieś się zapodziała, kropidło zostało kijem bejsbolowym w rękach Jędruli, a ministrantów zapowiadających księdza ani śladu. Stwierdziliśmy więc, że ksiądz już pewnie nie przyjdzie. Ja odpaliłam laktator, mąż zaczął szykować kąpiel dla Jędrka, mama postanowiła jechać do supermarketu, a tato zszedł do piwnicy, żeby dosypać węgla na noc, a tu nagle dzwonek do drzwi - czy życzą sobie państwo sobie wizytę księdza?  

I tak wizyta, choć bardzo miła, rozwaliła nam cały wieczorny rytuał. Jędruś był tak podekscytowany, że zasnął dopiero przed chwilą. Julo padł ze zmęczenia na rękach mojego brata bez kąpieli i kolacji. Pewnie będzie się budził w nocy na papu. Do łazienki kolejka. To znaczy - w czasie, kiedy piszę tego posta, okupuje ja mama, a czekają jeszcze tato, brat i mąż.
Ech, i jak ja jutro wstanę na narty...

10 komentarzy:

  1. Szalony dzień, bez dwóch zdań!
    Ja bardzo nie lubię tego wyczekiwania przez pół dnia na kolędę. Na szczęście księży w parafii mamy całkiem sympatycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czeka w tym roku jeszcze jedna kolęda w Krakowie. Księży w Krośnie prawie nie znam, bo ja rzadko bywam, a oni często się zmieniają, ale po kolędzie zawsze przychodzi jakiś fajny, więc chyba generalnie są ok:)

      Usuń
  2. Przed nami pierwsza samodzielna kolęda... dopiero w drugiej połowie stycznia. Ale stresuję się nią już. Wiem czego się spodziewać bo nie jedną przecież przeżyłam, ale nigdy jako gospodarz!
    No Wasz dzień zdecydowanie szalonny, kolęda zdecydowanie za późno jak na mój gust...
    Wstałaś? Głupio pytwam pewnie buszujesz od świtu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że buszowałam, narty są super:)
      A co do kolędy - odwagi, ksiądz nie ma czego się u was przyczepić i na pewno nie będzie się czepiał:)

      Usuń
  3. ja nie widze sensu ukladac wszystkiego pod dyktando koledy, po pierwsze nie wiem do czego tak naprawde sluzy, poznawanie sie z duszpasterzami jest mitem. Mój maz chodzi regularnie do klasztoru pobiegac ze znajomym zakonnikiem i to lepiej integruje :) w kosciele jestesmy co niedziela. koperte dajemy wirtualnie - przelewem i mozna odliczyc od podatku ;) a jak wizyta wypada kiedy maz w pracy albo cos - bez skrupułów zglaszamy sie do koledy uzupelniajacej do tej pory bywala w soboty , bez stresu i wyczekiwania pól dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, teraz to widzę. Powinniśmy z mężem przeprosić księdza i zostawić go z rodzicami, a sami kłaść chłopców. Na przyszłość się poprawimy;p

      PS. A ten Wasz znajomy zakonnik to musi być fantastyczny człowiek:)

      Usuń
  4. Moim zdaniem ksiądz nie powinien przychodzić już tak późno. Według mnie max do 19.00, bo zwykle tak od 19.00 ludzie szykują powoli maluszki do wieczornych rytuałów i spania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że to za późno, ale w sumie skoro cały dzień czekaliśmy, to szkoda było już go odprawiać od progu. Po nim też było widać zmęczenie. Nasz błąd, że nie robiliśmy swojego - mogliśmy się przywitać, a potem przeprosić i iść kłaść dzieci - na przyszłość będziemy mądrzejsi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...