niedziela, 16 listopada 2014

Zaszufladkowani na wieki?

Żyjemy ostatnio bardzo wystawnie. Od wystawy do wystawy;p W ciągu miesiąca zaliczyliśmy właśnie czwartą. Na jednej z nich byliśmy z samym Julkiem, na pozostałych - z oboma chłopcami.
Byliśmy też całą rodziną w szpitalu dziecięcym, gdzie Julo brał szczepienia i oddawał krew do badań, a Andrzejek odbywał copółroczny przegląd uzębienia.

Wszystkie te wydarzenia łączą wnioski obcych na temat naszych chłopców: Andrzejek pięknie mówi, ale jest niegrzeczny, a Julek to aniołek i słodziak. No i duży jest.

O Andrzejku:

  • "Jeju, ile on ma? Tak pięknie mówi i takich trudnych słów używa"
  • "Ale gaduła, buzia się nie zamyka"
  • "2,5 roku? I wymawia już sz i ż! To moja ma cztery latka i dalej sepleni"

i, coby nie było za słodko:

  • "Żywe srebro, ale się pani nabiega"
  • "Ty zbój jesteś"
  • "Ale charakterek, współczuję".


A o Julku:

  • "O jej, ale słodziutki, jak on pięknie się uśmiecha i wcale nie płacze"
  • "Chodź tu aniołku, pokaż się pani"
  • "I on tak cały czas śpi? Niesamowite dziecko".
  • "Pół roku ma tylko? Eee, to wielki! Mój był taki, kiedy miał rok. Pewnie ma apetyt, co?"


No i hit:

"Słoneczko (do Andrzejka - przyp. red.), zobacz, jaki twój braciszek jest grzeczny, patrz jak wcina, zaraz cię przerośnie".

A wiecie, co jest najgorsze?

To, że ja, ich mama, choć gotuje się we mnie, kiedy inni tak się zachowują, robię dokładnie to samo.
Spowszedniała mi już co prawda mowa Andrzejka, wszak zdaniami nawija już od roku. Jednak temperamenty to już zupełnie inna sprawa. Sama jednak widzę to, że choć Andrzejek wymaga większej ilości czasu, do Julka podchodzę łagodniej, spokojniej.
Jędruś wyzwala moje zdenerwowanie, Julo je koi.

  • Przykład 1 - płacz dziecka.

 Julek czasem marudzi, ale płacze rzadko, więc kiedy słyszę jego szloch, reaguję w stylu: "Julciu, chodź, kochanie, co ci dolega? Jesteś głodny? A może zajrzymy do pieluchy? A może chcesz spać? Chodź, pobujasz się w foteliku".

Andrzejek tymczasem krzyczy lub płacze co chwilę, właściwie za każdym razem, kiedy jakaś jego zachcianka nie zostaje spełniona NATYCHMIAST. Często sceny odbywają się z powodu zupełnie niewiadomego, a na pytanie, o co chodzi, Jędrula odpowiada w jakimś dziwnym narzeczu i wyje dalej, waląc łepetyną w Bogu ducha winne panele.
W efekcie co chwilę gryzę się w język, by na jego kwękanie nie odpowiedzieć np.: "Czego ty ZNOWU ode mnie chcesz?!", " Nie teraz, teraz robię (...)", "Natychmiast przestań wyć. Zachowujesz się okropnie." "Sąsiedzi na dole wszystko słyszą", "Zbiera ci się na lanie".

  • Przykład 2 - rozwój.

Andrzejek to dziecko wszechstronnie rozwinięte. Ma co prawda tyły w samoobsłudze i ogania się od prac plastycznych, ale sprawnością fizyczną dorównuje dzieciom rok starszym, a słownictwo - według naszej lekarki - ma na poziomie przeciętnego czterolatka. Starczy parę razy przeczytać mu nowy wierszyk, by nauczył się uzupełniać go na wyrywki albo wręcz recytował z pamięci, ma talent do różniastych akrobacji i w lot pojmuje reguły i schematy. Dlatego sukcesy Andrzejka są dla mnie czymś tak oczywistym jak dzień i noc i, kiedy Jędrula wyrecytuje rymowankę, zremisuje ze mną w memo albo wyciąga mi wszystkie rzeczy potrzebne, by zrobić kanapki i kakao z uwzględnieniem tego, co kto lubi i co komu wolno jeść, wyrywa mi się po prostu - "ślicznie, Andrzejku, jesteś super facet".

Julek i tu się różni. On od początku każdą nową umiejętność okupuje żmudną, ciężką pracą. By np. stanąć na czworaka, kombinował najpierw z podnoszeniem pupy, potem z dźwiganiem się na rękach, potem próbował utrzymać się na dłoniach i kolanach z głową na podłodze, by w końcu i łepetynę zadrzeć na moment do góry na znak zwycięstwa. Całe takie "szkolenie" trwało ponad miesiąc, więc udana próba została nagrodzona brawami, pochwałami i buziakiem. Podobnie było z gaworzeniem, tak samo jest z siadaniem, raczkowaniem...

I tego się właśnie obawiałam - że mając dwa skrajnie różne egzemplarze, będę swoich synów skrajnie różnie traktować. I że potem Julek może mieć mi za złe, że Andrzej jest dla mnie ważniejszy, bo wiecznie mnie od niego odciąga, a Andrzejek może mieć pretensje, że bardziej kocham Julka, bo na niego nie krzyczę i bardziej go chwalę za obiektywnie mniejsze osiągnięcia.

A ja kocham ich obu, gdyby kazano mi zdeklarować, którego bardziej, prędzej bym osiwiała niż się zdecydowała. Moja miłość jest niepodzielna, jest cała dla każdego z nich.
Nie chcę wbijać ich w schematyczne role ani żadnego z nich faworyzować, choć czuję, że sobie nie radzę. Choćbym nie wiem jak się starała, każdego dnia mam sobie dużo do zarzucenia.
Bo nie byłam SPRAWIEDLIWA.

Ale jak tu wpajać pożądane wzorce, rugować te niepożądane, szanować indywidualność każdego z dzieci, a jednocześnie pozostać SPRAWIEDLIWYM?
Da się w ogóle?


8 komentarzy:

  1. No musimy próbować, chociaż sama wiem że jest trudno, moje dziewczynki czasem wyskakują z tekstami typu, bo ty jej wiecej pozwalasz itp. a wierz mi że bardzo staram się ich nie wyróżniać, bo obie bardzo kocham :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne:)
      Ja cały czas próbuję, ale im bardziej się staram, tym mniej mi wychodzi:(

      Usuń
  2. Trudno traktować dzieci tak samo, skoro każde z nich ma inne potrzeby. Wychodzę z założenia, że równo to znaczy każdemu według potrzeb:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio chusta ratuje mi życie, jeśli już obaj się awanturują, to pakuję Julasa w szmatę i lecę do Jędrusia. Inaczej musiałabym się chyba rozerwać, żeby było "każdemu według potrzeb", bo Andrzejek zawsze potrzebuje herbaty, kiedy przewijam Juliana, a Julo piersi wtedy, kiedy już robię Jędruli tę nieszczęsną herbatę;p

      Usuń
  3. Olu, polecam Ci książkę Adele Faber i Elaine Mazlish „Rodzeństwo bez rywalizacji". Oczywiście metoda proponowana przez panie do mnie nie przemówiła, ale jest tam kilka cennych spostrzeżeń dotyczących np. tego, że dzieci nie powinno się jednakowo traktować. Z tego, co piszesz, wynika, że zmierzasz we właściwym kierunku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam, gdzieś na półce u mojej mamy stoi pierwsze polskie wydanie;)
      Ja sama mam "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" - na początku te metody nawet działały na Andrzejka, ale szybko się wycwanił;p

      Usuń
    2. To samo miałam napisać - "Rodzeństwo bez rywalizacji" to lektura obowiązkowa dla rodziców mających więcej niż jedno dziecko. Dzieci powinno się traktować sprawiedliwie, co nie znaczy, że jednakowo. :)

      Usuń
    3. Staram się stosować do rad autorek, ale często wymaga to rozerwania się lub przeczenia temu, co przed chwilą powiedziałam do tego drugiego gagatka. Mam wrażenie, że panie autorki trochę się zapędziły. Momentami trąci to bardziej Spockiem niż rodzicielstwem bliskości.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...