niedziela, 30 listopada 2014

Mama niepodatna na trendy, mody i "uzależnienia"

Parę tygodni temu, szukając informacji na temat pieluch wielorazowych i ich użytkowania, zalogowałam na Chustoforum - wielokrotnie wcześniej polecane przez Martę.
Forum to posiada cały dział poświęcony pieluchom wielorazowym, w którym znalazłam wiele przydatnych rad (szczerze polecam) i "Bazarek pieluszkowy", gdzie co nieco jeszcze do mojego pupusowego stosiku dokupiłam.
Z czasem weszłam tez na dział chustowo-nosidłowy, gdzie zapytałam (i dostałam kilka odpowiedzi) np. jak motać się i dociągać chustę przy osłabionych i bolących nadgarstkach.

Jestem na tym forum od niedawna i udzielam się bardzo mało, ale jest sympatyczne, zupełnie inne od tego "parentingowego", na którym miałam konto będąc w ciąży z Andrzejkiem.

Uderzyła mnie jedna rzecz - że chusty i wielorazowe pieluchy chyba mają w sobie coś uzależniającego. W dziale sprzedażowym co chwilę ktoś wystawia całe stosy chust. W pawie, w rybki, w jasz...gekony, z jedwabiem, z kaszmirem, z merynosem, gradacje, indio, didki, leośki, osche i girasole (cokolwiek to jest). A ceny! Spodobała mi się jedna chusta. Biała w tygrysie paski. Kosztowała... 650zł. I ta sama dziewczyna wystawiała jeszcze kilka innych "szmat" w zbliżonych cenach. Stosik wart prawie 3000. A ja miałam wyrzuty sumienia z powodu dwóch stów na mojego Johannesa. I to tym bardziej, że jedną chustę już miałam. I, by uśpić te wyrzuty sumienia, swoją starą "natkę" puściłam w świat. Ech...
Teraz zbieram się na odwagę, by kupić nosidło Manduca. Oczywiście używane, nie będę patrzeć, czy wzór jakoś szczególnie mi się podoba - Julo lubi być noszony, ja lubię nosić, a chustę dociągam z coraz większym trudem. A tam forumowiczki, oprócz chust, mają po kilka nosideł: tule, bondolino, ergobaby i jeszcze inne - a każde kosztuje co najmniej 300zł.

To samo z pieluchami wielorazowymi. Mój stosik w całości kosztował niecałe 500zł. Dla mnie to naprawdę dużo. Znalazłam jednak na chustoforum wątek, w którym dziewczyny pokazują swoje kolekcje. Szczególnie jeden zapadł mi w pamięć. Wielki, piękny, kolorowy, chyba z 60-70 pieluch. Z komentarzy pod spodem wywnioskowałam, że takich najlepszych i najdroższych, czyli też parę tysiaków.

I tak się zastanawiam - czy ja tam w ogóle pasuję.
Nie pożądam kolejnych chust, wystarcza mi jedna - i lubię ją, choć wizualnie nadal mi się nie podoba.
Nie przedkładam chusty nad wózek. Swoją drogą, każdy z moich dwóch wózków (używany JumperX 2w1 i nowa Inglesina trip 2012)  kosztował mniej niż ta piękna "tygrysia" chusta na forumowym bazarku.
Pieluchuję Julka sześcioma otulaczami i dwudziestoma wkładami i nie zamierzam już kupować nic więcej. Nosidło wystarczy mi jedno.
Do wszystkiego mam takie do bólu użytkowe podejście.

Podobne odczucia mam, kiedy zaglądam na niektóre blogi. Kiedyś każdy miał swój charakter, teraz wszędzie jest tak samo - biało i przejrzyście jak w tabelce. Blogi zaczynają przypominać portale - a ja tęsknię do czasów, kiedy były po prostu pamiętnikami. Tak było jeszcze te prawie półtora roku temu, kiedy sama zaczynałam pisać...
Nie umiem zachwycać się nowościami "jak leci". Nie oczarował mnie Pomelo, nie polubiłam Pana Pierdziołki, nie zachwyciła "Ulica Czereśniowa". Nadal wolę Brzechwę, Tuwima, Ezopa
i La Fontaine'a z klasycznymi ilustracjami. Jędruś nie ogląda mini-mini,za to kocha Reksia i marzy, by zostać Bolkiem i Lolkiem.
Nie urządziłam dzieciom modnego pokoiku w  bielach, szarościach, miętach i w kropki, nie powiesiłam tiulowych pomponów ani bawełnianych kul nadziewaych na choinkowe świecidełka.
Nie twierdzę, że to brzydkie, wręcz przeciwnie, bardzo gustowne,a już na pewno ładniejsze niż zielony pokoik Jędrusia urządzony przypadkowymi meblami pozbieranymi ze wszystkich naszych dotychczasowych mieszkań.
Tylko, no właśnie, ciekawe, jak takie cacuszko wyglądałby po kilku przejściach mojego żywiołowego starszaka i co zostałoby z tych pomponów, bawełnianych kulek i popielatej pościeli w białe grochy?
Wolę odczekać i zrobić chłopcom piękny, ale zgodny z ich gustami pokoik tam, gdzie zadomowimy się na dłużej, kiedy dorosną już na tyle, że zaczną szanować swoje rzeczy.

Powiedzcie mi - jestem nienormalna? tracę wrażliwość?
A może to dobrze?

17 komentarzy:

  1. Ja lubie te blogi gdzie jest tak ladnie przejzyscie gdzie na zdjeciach widac pokoik taki jak opisalas biele szarosci itd. Wiem jednak ze za tym wszystkim kryja sie spore sumy i raczej nigdy mnie na to stac nie bedzie i sa to osoby ktore maja stabilna sytuacje wlasny dom lub mieszkanie i zarobki na wyzszym poziomie. Te pokoje sa orginalne ja nie znam nikogo osobiscie kto wlasnie w tym stylu urzadzilby pokoik dzieciecy dlatego ogladam i marze:) czasem zrobie cos dla malego sama co widzialam na innym blogu wtedy koszty sa minimalne i nie szkoda mi ze maly to zniszczy. Co do ksiazeczek to kupuje malemu i klasyke i nowosci i ulica czeresniowa u nas sie nie sprawdza tak jak i pinokio ale robimisie i lokomotywa to hity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podobają takie pokoiki-cacuszka. Śliczne są. Tylko dla kogo one właściwie są? Raczej dla mam niż dla dzieci - żeby się pochwalić, jaki piękny pokój ma dziecko. A że trzeba toto w kółko sprzątać i reperować, z bólem serca zmywać kredki ze ścian, wdeptane jedzenie z dywanu, wymieniać poszarpane pompony? Moje dziecko jest zbyt narwane na taki pokoik. A drugie właśnie ząbkuje, klęka w łóżeczku i namiętnie gryzie barierkę. Gdyby była pomalowana na biało, już miałaby paskudne odpryski. Ale pomarzyć sobie można, jasne - choć akurat ja nie kupiłabym pomponów czy cotton balls nawet, gdyby było mnie stać na takie zbytki;p
      Inna sprawa, że ja akurat wolę ściany w kolorach cieplejszych niż biel. Mojego bloga też to dotyczy. W białych ścianach czułabym się trochę jak... w pracy.

      Co do literatury - Twój synek jest jeszcze za mały na "Ulicę Czereśniową", to jest raczej dla dzieci w wieku 2+. Andrzejkowi z jakiegoś powodu się nie podoba, woli mniej infantylne obrazki. Zastanawia mnie też jedno - jak to jest, że kiedy ktoś zareklamuje coś na jednym blogu, zwykle na kilkunastu innych niemal natychmiast pojawia się to samo?

      Usuń
    2. Oj tak niektore rzeczy nie nadaja sie dla urwiskow:) nasz babel to zywe srebro ale o dziwo duzych zniszczen nie ma procz naszego lozka ktore zalal mlekiem sokiem zupka ze 100 razy. Łozeczko mamy biale ale najtansze jakie znalezlismy za 200 zl i nic z nim nie zrobil ale ma dopiero 6 zebow i jakos specjalnie nic nie gryzie. A sciane tez zabezpieczylismy lakierem wiec wszystko z niej zmywamy. Ale fakt takie pokoje maja podobac sie nam doroslym raczej. Znajac mojego synka bylby przeszczesliwy gdyby mial na scianie myszke miki i puchatka. Niby za maly na ul czeresniowa ale elementarz pierwszoklasisty sprzed 20 lat mojej siostry to ulubiona ksiazka Mateuszka:)
      Ja pompony sama robilam na urodziny malego a potem mial radoche z psucia ich

      Usuń
  2. A ja również mam dwóch synków, tyle że 8 lat róznicy. Przy pierwszym rzeczywiście troszkę "poszalałam" jeśli chodzi o ubranka. Jednak potem żal było oddawać prawie, że nowe i nie zniszczone. Teraz kupuję tylko to co muszę i zazwyczaj na allegro mega paki ubrań za grosze. Najzwyczajniej szkoda mi kasy. wolę przeznaczyć ją na jakiś wspolny wyjazd czy inne przyjemnosci. Co do blogów to czasami mam wrażenie, ze niektóre mamy kupują ubrania dzieciom, by się chwalić ze mają dużo kasy, trochę pod publikę. Bo po co trzy pary kurtek zimowych, cztery butów, skoro na drugi rok trzeba i tak całą garderobę wymienić. Moze troszkę zazdroszczę, że mnie na to nie stac albo najzwyczajniej jestem sknerą? Ale zliczając wartość takich zakupów przy dwójce dzieci, to szału nie ma. Dlatego w pełni się z tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja nie wydaje fortuny na ubranka kupuje w sh albo odkupuje od innych mam za zaoszczedzone pieniadze kupuje malemu porzadne wygodne buty reszta idzie na ortopede dojazdy do szpitala na kontrole itp

      Usuń
    2. U nas też dobre buty to podstawa. Jędruś ma po jednej parze na każdą pogodę, ale za to polskie, skórzane i zgodne z wytycznymi doktor od jego rehabilitacji. A ciuchy (dla chłopców i dla siebie) też kupuję w sh i na all. Przyznam,że te łowy na perełki za grosze to jedyne ciuchowe zakupy, jakie sprawiają mi przyjemność:)

      Usuń
  3. Mnie się podobają takie białe pokoje, śliczne meble, drewno, gustowne "modne" obrazeczki na ścianach - przyjemne to dla oka itd., ale... mój syn lubi kolory, lekko kiczowate naklejki - na ścianie mamy kolorowe dinozaury, nie chciał jasnej drewnianej podłogi - woli dywanową wykładzinę z motywem drogi, domkami i autami, ponoć wg wielu blogerek jest ona mocno przestarzała i przypomina wystrój pokojów z lat 90-tych, kiedy to była taka właśnie moda. Ale ja nie mieszkam w tym pokoju tylko mój syn - on tak chciał, podoba mu się i na siłę nie mam zamiaru mu tego zmieniać. Może córka będzie chciała wystój w innym stylu - wtedy poszaleję ;) ;)
    Z ubraniami zdarza mi się czasem zaszaleć, szczególnie jeśli chodzi o córkę, ale myślę, że jest to jeszcze w granicach rozsądku. Natomiast syn teraz ma już swoje zdanie, więc biorę przy zakupach pod uwagę jego upodobania, a wcześniej go nie interesowały ubrania zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te wycacusiane pokoiki są śliczne jak... domki dla lalek. Podpisuję się pod tym, co napisałaś, to mieszkaniec pomieszczenia powinien decydować o charakterze wystroju:)
      A jeśli jest za mały, to ten wystrój powinien pozwalać mu na nieskrępowaną zabawę:)
      Co do ubrań, ja widzę, że Jędruś coraz bardziej lubi ciemne kolory. Coś czuję, że w wieku Twojego Kuby będzie wierną kopią tatusia - w spodniach bojówkach, z góry na dół na czarno;p

      Usuń
  4. Myślę, że to jest wszystko kwestia priorytetów. Znam ludzi, dla których estetyka otoczenia jest rzeczą najważniejszą - uwielbiają tematy wnętrzarskie, interesują się trendami i nowinkami. Cóż, zainteresowanie jak każde inne. Gorzej, jeśli się zamienia w obsesję, ale to dotyczy każdej pasji (moja znajoma ma duży talent do urządzania wnętrz, ma pięknie urządzone mieszkanie, co z tego, skoro bez przerwy złości się na dzieci i wyrzuca je do dziadków, bo niszczą jej precyzyjnie ułożone stroiki i bukiety, smarują łapkami po ściankach i rysują kredkami po podłodze).

    Pamiętam, że wielu moich znajomych podpytywało mnie z przekąsem jeszcze kilka lat temu, dlaczego w domu mam białe ściany (wtedy były modne kolorowe), a potem przyszła moda na styl skandynawski i wszyscy zaczęli mieć białe ściany. A ja miałam białe tylko dlatego, że nie chce mi się ślęczyć i dobierać kolorów do wnętrz, nie umiem tego robić, a nie chciałabym jeszcze dodatkowo pogłębić chaosu mieszkania.

    Myślę, że może masz podobnie do mnie - przywiązujesz mniejszą wagę do estetyki miejsca, w którym mieszkasz. Niestety, jeśli kobieta się przyznaje do takich rzeczy to wśród innych kobiet jest uznawana za co najmniej dziwadło ze zbyt dużą ilością testosteronu;P Dla mnie nie ma znaczenia, że mam np. biurko w innym odcieniu drewna niż szafki. Choć gdy dłużej o tym myślę, to sądzę, że gdybym nie miała innych pasji, zainteresowań i czym wypełnić czasu, to pewnie zaczęłabym myśleć, jak upiększyć swoje otoczenie. Na razie jednak jest to na ostatnim miejscu moich piorytetów.

    Pozdrawiam!
    Rosie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, a jak jeszcze taka kobieta wspomni, że nie lubi kupować ciuchów, to ma przechlapane.
      Ja lubię ładne rzeczy i lubię ładnie wyglądać - i staram się - ale, jak napisałaś, nie za wszelką cenę. Są ważniejsze rzeczy, na przykład to, by mój synek mógł się bawić bez zbędnych ograniczeń dla jego wyobraźni i bym ja mogła ganiać z nim po placu zabaw bez strachu o piękne spodnie:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Na pieluszki wielorazowe się nie skusiłam. Do tej pory mam wrażenie, że są kłopotliwe w użytkowaniu. Chustę i nosidło chętnie bym kupiła, jednak przy ograniczonym budżecie uznałam, że nie są niezbędne.
    Co do białych, modnych blogów z przedmiotami w zawrotnych cenach. Miło pocieszyć oko. Jednak wiem, że to nie są moje realia, że nawet gdybym miała takie pieniądze to inaczej bym je spożytkowała.
    Mi Pan Pierdziolka przypadł do gustu, bo sporo tych rymowanek pamiętam z dzieciństwa i bardzo je lubię, mój synek również.
    Jak najbardziej jesteś normalna i wrażliwa. Kierujesz się dobrem swoich dzieci i starasz się aby były szczęśliwe. Czegoż można chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pieluszki skusiłam się z powodu oszczędności. I u nas ta oszczędność jest doskonale widoczna, z 3,5 paczki pampów miesięcznie zeszliśmy do niecałej jednej przy wzroście rachunku za wodę o kilka złotych.

      Co do Pana Pierdziołki, Pomelo i innych - dla mnie nie do przejścia są ilustracje. Po prostu mi się nie podobają. A takich podwórkowych wierszyków chyba nigdy nie lubiłam, raczej bujałam w obłokach:)

      Co do chusty i nosidła - dla mnie przy dwójce dzieci to wielka pomoc. Dzięki chuście odważyłam się i w końcu wychodzę z obydwoma naraz. Jula do chusty, Andrzejka do wózka/za rękę i można iść do przychodni czy po buły. Podobnie dostawka - jej z kolei chętnie używa mój mąż. Przy jednym dziecku można takich wynalazków w pełni nie docenić.

      I dzięki za ciepłe słowa. Właśnie tego chcę - dobra moich dzieci. Ale to jak każda mama:)

      Usuń
  6. Właśnie jestes normalna :-) Ja też mam tylko jedną chustę i nie zaglądam nawet na chustostragan, żyje głównie wątkiem ciążowym i rówieśniczym aktualnie ;-) i zapewniam Cię, że mamy z podobnym podejściem też są na forum, umiarkowane i minimalistki, które ograniczają wyprawke i kosmetyki do minimum, same szyja pieluchy i przerabiają ubrania z ciuchlandu na dresiki na maluchów albo welniane wkładki laktacyjne. Z ekonomicznej konieczności albo wyboru. A pokoiki i dziecięce stylizacje...też lubię popatrzeć, ale nie wierzę, że tak u nich wygląda na co dzień, jak z katalogu. Może to tylko do zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja właśnie to samo myślę tych wszystkich wyniuchanych pokoikach w odcieniach bieli i szarości - nie wierzę, że tak jest tam na co dzień. No, a jeśli jest to szkoda mi tych dzieci...

      Co do książek to pewnie od dziecka zależy. U nas czereśniowa jest hitem. Isia może siedziec i siedziec wypatrując coraz to nowych szczegółów. Pan Pierdziołka pomijając obrazki pozwolił mi samej przypomniec sobie o wierszykach z podwórka. Ile mamy śmiechu z małą czytając rymowanki o babie jadze, śpiewając o zającu na kołku czy kiedy kończąc wierszyk o panu na koniku "zrzucam" Isię z kolan ona śmieje się jak nie wiem ;)
      Zaś co do ciuchów - jak widzę spodnie dresowe za 100zł to się pukam w głowę i zastanawiam czy to ja jestem takim skąpcem czy reszta świata oszalała wydając na gacie co za chwilę będą małe tyle pieniędzy...

      Tak że no myślę, że mamy podobne podejście -chociaż ja akurat na wielorazówki się nie skuszę, bo za leniwam :P - i to jest takie zdrowe podejście w trosce o dobro dzieci :)

      Usuń
    2. No to witajcie w klubie:)

      Usuń
  7. No rozumiem Cie :) Ale ja osobiście lubię dziecięce gadżety oczywiście wszsytko w granicach rozsądku :) Chusty mam dwie ale marzę o trzeciej w jakiś ciekawy wzór, w koncu to jak nowa bluzka ;) Inna kwestia jest taka że nawet jakbym miała wolne 600 zł to nie wydałabym tego na chustę tylko pewnie na jakąś wspólną wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tę niebieską masz ładną, Jest twarzowa i pasuje do wszystkiego, jaka to? Dwie to jeszcze w granicach rozsądku.
      A nad wycieczkami to i my musimy pomyśleć, nasze na razie kosztują tyle co paliwo i jedzenie, ale dzieci rosną.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...