sobota, 15 listopada 2014

Szczęśliwa siódemka Julka

Dzień był dziś szalony. Najpierw wyleciała mi kolejna plomba, potem babcia męża trafiła na obserwację do szpitala i przesiedziała tam ponad pół dnia. Na koniec udało mi się załapać na 19.30 do dentysty - dowiedziałam się, że po znieczuleniu przez ok. 3 godziny nie będę mogła karmić, więc powstał kolejny zgryz - jak przy ustabilizowanej laktacji w kilka godzin odciągnąć ok. 400ml mleka, żeby starczyło na dwa karmienia?
Przez to wszystko omal nie zapomniałam o siódmym miesiącu mojego Julianka.
No, ale z babcią męża już wszystko ok, dentysta z głowy, Julasowi zamieniłam kolejność posiłków tak, by zamiast jednego karmienia piersią dostał zupę,a na jeden posiłek udało się wydoić. Teraz, kiedy znieczulenie już zeszło, na "śpiocha" nakarmiłam małego na noc i mogę nadrabiać:)

Zacznijmy od statystyki:.
Waga: pewnie między 8 a 8,5kg
Wzrost: obstawiam 74-75cm.
Czapa rozmiar 46
Długość stopy 11cm
Pieluchy wielorazowe rozmiar M (pampy 4)
Ubranka: 74/80 (zależy od producenta ubranek i pieluchy na pupie Jula)
Zęby: sztuk 2 i chyba klują się kolejne, ale to raczej nie jest kwestia najbliższych dni.

Zdrowie...
Jest względnie ok.
Był niewielki katarek, ale nie trwał nawet tygodnia. Było niewielkie zaostrzenie AZS - możliwe powody są dwa: Gajka* albo jajka.
Teraz psiur został w Krośnie, a jaja odstawiłam, spróbuję znowu, kiedy buzia Julka całkiem wróci do normy. Nadrabiamy zaległości w szczepieniach. W środę idziemy na kolejne i chyba w końcu poproszę o pomierzenie Julka.

Papu.
Powoli, ale konsekwentnie rozszerzam Julkowi dietę.
Młody zjada już ok. 150 g zupy dziennie. Czasem jest to słoik, ale częściej gotuję sama i te moje wytwory są zdecydowanie bardziej lubiane. Cieszy mnie to:)
Z warzyw mamy wprowadzone: ziemniaki, marchewkę, dynię, zielony groszek, brokuły, buraki i pietruszkę. Kalafior nadal jest niejadalny. Wśród kasz króluje manna, ale Julo spróbował też już kukurydzianek, ryżowej i jaglanej (oraz przez przypadek perłowej).
W tym miesiącu wprowadziłam też do julczynej diety mięso - na razie indyka, królika, kurczaka i jagnięcinę. Wszystkie jak dotąd są dobrze tolerowane, więc podaję je w ilości kopiatej łyżeczki dziennie.
Daję też małemu owoce - na razie w siatce do lizania. Było już jabłko i gruszka, ale nie wzbudziły zachwytu.

Od kilku dni menu Julka wygląda mniej więcej tak:

1.Śniadanie: kaszka gotowana na wodzie rozprowadzona moim mlekiem - ok. 100g
2.Obiad: zupka z małymi grudkami (część warzyw gnieciona widelcem) i mini-drugie - zblendowane mięso roztarte z odrobiną oleju, łyżeczka kaszy manny z kapką mojego mleka, gniecione widelcem rozgotowane jarzynki.
3. Poza tym pierś na zawołanie.

No i postępy:

Od ponad tygodnia Julek raczkuje. To znaczy - właściwie czworakuje. Na razie są to 3-4 kroczki na czworaka i powrót do pełzania, ale mały się nie poddaje i coraz lepiej mu idzie.

Pełzanie wychodzi już bez zarzutu - Julek umie już nawet wczołgać się na jakąś niewysoką przeszkodę typu noga mamy. I jest szybki - pokonanie naszego dużego pokoju (4,5m) zajmuje mu dosłownie parę sekund.

Kolejny osiąg miesiąca: Julcio siedzi.  Niezbyt pewnie (i niezbyt długo, bo na to nie pozwalam), ale samodzielnie, coraz mniej podpierając się łapkami. Żeby jednak nie było, że brutalnie go sadzam - robię to bardzo delikatnie, rotując jego bioderka z pozycji czworaczej tak samo, jak kiedyś w ramach rehabilitacji Jędrusia.
Samodzielne siadanie wydaje się być jednak kwestią dni, a w najgorszym razie tygodnia lub dwóch - Julcio od dawna już kombinuje, jak to zrobić. Raz już prawie się udało:)

Przyjemnie obserwuje mi się też zabawę Julka. Widać coraz większe postępy w motoryce małej. Julek umie już na przykład trzymać w łapkach dwa różne przedmioty i z upodobaniem wali nimi o siebie. Kiedy dorwie zabawkę z mniejszymi elementami - np. autko Jędrusia albo grzechotkę z metką - od razu próbuje za nie chwycić - i widać już pierwsze udane próby chwytu pęsetowego:)

W gadaniu julkowym nie ma przełomu, ale postęp - owszem.
Julek więcej gaworzy: mamama, dadada, bababa, papapa, lalala, wawawa, łałała
Nowe sylaby: "bu" i "nie"
Głużenie nadal w cenie - gu, ga, gi, gli i tym podobne.

A w następnym miesiącu:

siadanie?
Raczkowanie?
Żółtko jaja
A może jakieś większe wspinaczki?
No i może "Tata"


Tymczasem zostawiam Was ze słodziakiem siedmiomiesięcznym
Taki skupiony byłem w muzeum

Ciocia luz, dam se radę!

Pstrykasz, matka? Bo do kąpieli muszę.




6 komentarzy:

  1. Gdzie kupujesz mięso? Boję się małej dawać takie sklepowe... Na razie jadła tylko takie ze słoiczka, ale chciałabym jej jednak dawać domowe. Gratulacje dla Julianka! Madzia na razie nie przejawia zainteresowania raczkowaniem, ale mam wrażenie, że za chwilę stanie na głowie ;) ewentualnie zrobi fikołka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Indyka i kurczaka daję gerberowego. Królika i jagnięcinę dostałam z Krosna od jakiegoś znajomego czy tam pacjenta mamy, ale zapas się kurczy, trzeba będzie znów kombinować. Mama Adama mówi, że w którejś budzie na Kleparzu mają eko-mięsko, trzeba będzie sprawdzić.

      Usuń
  2. Świetnie rozwija Ci się Julek:-) To niesamowite, w jak różnym wieku dzieci się różnie rozwijają. Moja Karinka pod względem fizycznym jest bardzo powolna i jeszcze nie siedzi, ani nie chodzi na czworakach:-( Czekam z wytesknieniem, aż to nastąpi. Tymczasem wszystkiego najlepszego dla Julka;-) Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      To prawda, każde jest inne. Andrzejek na przykład ma zaległości w samodzielnym jedzeniu i nie cierpi rysowania i wszelkich robótek ręcznych. Wołami ciężko go zaciągnąć.

      Usuń
  3. Ale silny chłopiec! Brawo za postępy, oby tak dalej. Mój synek długi czas nie chciał raczkować. Najpierw zaczął chodzić a dopiero później raczkować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      U nas z każdym jest inaczej, Andrzejek na czworakach wszedł w swoje drugie półrocze, ale jeszcze dłuuugo wolał się czołgać, Julo pełza jak gąsienica, ale uparcie ćwiczy też czworakowanie i widać, że mu na tym zależy;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...