czwartek, 27 listopada 2014

Owoce w diecie dziecka. A raczej - co, gdy dziecko nienawidzi owoców?

Jakie owoce lubiły w wieku niemowlęcym Wasze dzieci?

Jabłka?
Gruszki?
A może brzoskwinie?

Pytam, bo jakoś nie mogę dogodzić Juliankowi.
Zaczęłam od jabłek ze słoiczka. Bleee, pierwszą łyżeczkę wypluł, na widok drugiej się rozpłakał.
Słoikowa gruszka nawet na węch mu się nie spodobała.
Podobnie było z , brzoskwinią, morelą i bananem - albo spróbował i więcej nie chciał, albo nawet spróbować nie raczył.

Pomyślałam - może "żywe" zje? Wszak obiady słoikowe zjada z biedą, a domowe wcina aż mu się uszy trzęsą.
Jabłko (bardzo słodka kosztela z ogrodu rodziców) - bleee utarta i w siateczce.
Gruszka (moja ulubiona "konferencja") - fuj.
Banana tylko powąchał i się rozpłakał.
Winogrona "rodzynkowe" (bez pestek) - zjadł dwa, dalej ani rusz.
Borówki (zbierane w lesie przez moją mamę) - zob. banan.

Spróbowałam nawet BLW. Próbę mięsno-warzywną mamy już za sobą, może bez spektakularnych efektów, ale zainteresowanie było, więc liczyłam, że może coś to da.
Tymczasem jedynym efektem był wrzask na całe osiedle. No otruć dziecko chcą kawałkami gruszki, jabłka i banana...

Są jak dotąd tylko dwie rzeczy, którymi Julo nie wzgardził - gerberkowy mus z suszonych śliwek (podałam przedwczoraj na przeczyszczenie po trzech dniach bez kupy. Pomogło po paru godzinach i - o dziwo - zasmakowało) i kisiel na domowym soku z malin (niestety słodzonym, ale maliny najlepsiejsze, bo hodowane przez mojego tatę).

Na razie spasowałam. Może Julek musi do tego dojrzeć.
Tymczasem w charakterze deserku podaję mu lubianą przezeń dynię albo marchewkę, w których udaje mi się przemycić odrobinę surowego jabłka. Może tędy droga?
Nie chcę Julka zmuszać - mięso, kaszki na wodzie lub moim mleku (pod warunkiem,że bez owoców) i warzywa zjada z apetytem, obficie popijając jeszcze z piersi. Może on po prostu nie będzie lubił owoców...  Jak my, dorośli, czulibyśmy się, gdyby codziennie zmuszano nas do jedzenia tego, czego nie znosimy? Bo ja na przykład nie chciałabym, żeby ktoś codziennie podstawiał mi pod nos fasolową, owoce morza i alkohol, próbując mnie karmić i poić.

Poza tym wcale nie dziwię się Julkowi, bo sama średnio przepadam za owocami. Lubię je w cieście i deserach, ale na palcach jednej ręki można policzyć te, które naprawdę chętnie jem na surowo.

No i ta julkowa niechęć przypomniała mi, jak mnie odrzucało od większości owoców, kiedy byłam z nim w ciąży. Nie mogłam i już, nawet soki w siebie wmuszałam tylko "dla dobra dziecka".



Temat otwarty, burza mózgów mile widziana.



12 komentarzy:

  1. Oli zazwyczaj wszystko je, choć oczywiście, jak to z dzieckiem, bywa różnie. Owoce je z kaszką, surowe (najlepiej jak ktoś je to robi oczy ze Shreka i nie ma zmiłuj trzeba dać chociaż polizać), w formie musu ze słoiczka a najchętniej jadł w sezonie prosto z krzaczka. Bywają tez dni, że żadnego owocu nie tknie.
    Może problem tkwi w tym, że Ty nie lubisz owoców. Dzieci lubią naśladować. Oli je ze mna nawet grejpfruty choć krzywi się niemiłosiernie, ale jak widzi, że ja jem to i on chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julo je prawie wszystko - poza owocami. Już w brzuchu ich nie lubił;p Za to Andrzejek owoce pod każdą postacią zjada bez problemu, a z innymi rzeczami bywa baaardzo różnie.

      Usuń
  2. a ja mam dwa odrębne przypadki ;-)

    Gabi je wszystko!! owoce, warzywa.... wszystko!!! Za to Norbert warzyw i owoców nie je tz je tylko jabłka a warzywa muszę mu przemycać :-)) np robię kotleciki mielone pieczone i dodaję albo dynię zblenderowaną albo brokuły oczywiście do tego cebulka ... czosnek :-))) marchewka jabłko :-))) PYCHA!! i zajada i bardzo mu smakuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tak jabłuszko Julkowi przemycam.
      Kotleciki - pycha, wprowadzimy jajo i jeśli nie będzie alergii, to spróbujemy metoda BLW:) Z warzywami Julek nie ma problemu, kalafiora nie lubi, ale za marchewkę czy brokuły dałby się pokroić:)

      Usuń
  3. Gdy urodzilam Korniszona to wszyscy mowili zebym jej nei dawala najpierw owocow tylko warzywa bo przyzwyczaje ja do slodkiego smaku (swoja droga moje mleko jest slodkie :p). Ale Mała jakoś słodkich owocow nei polubila. Uwiebia za to wszystkie warzywa a jak widzi szpinak to wariuje z radosci. Owoce zza to konsumuje w sokach no i banana zje pod warunkiem, ze dostani go w calosci i sama moze sie nim wyciapac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszłam z tego samego założenia i obu chłopcom podałam warzywa przed owocami. Z tym, że Andrzejek owoce pokochał, a Julek jak wyżej.
      Soku Julasowi nie podaję. Próbowałam raz z jabłkowym, nie posmakował i zalepił niekapka na amen.

      Usuń
  4. U nas z owocami nie ma problemu. Jednak mamy ogromną walkę za każdym razem, gdy podaję mu obiadek. Moim zdaniem z dwojga złego macie lepiej, lepiej niech je warzywa niż owoce bo to one mają więcej dobroczynnych elementów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas poza tymi nieszczęsnymi owocami mały wsuwa wszystko, więc ja bym nie robiła problemu. Innym czasem trudno przetłumaczyć, ale no cóż, godzę się z faktem, że moje dziecko nie lubi owoców, ale moi rodzice będą mieć złamane serce, bo oni specjalnie dla wnusiów hodują jabłuszka, gruszeczki, wisienki, malinki i co tam jeszcze:/

      Usuń
  5. Ja w kwestii przekonywania dziecka do jedzenia nie mogę nic doradzić, bo mój synek od początku jadł wszystko. Ostatnio nawet znienawidzoną przeze mnie w dzieciństwie wątróbkę zjadł. Ale ta sytuacja ma minus w postaci dziadków, którzy non stop by go karmili, bo przecież "on tak ładnie je, aż milo popatrzeć". Może z czasem się przekona, poza tym - gdy pojawią się nasze truskawki (nasze, nie te plastikowe z marketów), to już będzie dość duży by spróbować. A tragedii nie ma, skoro niektóre jarzynki lubi. :) Ba - nawet jest plus - mniej cukru w diecie. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie Ci:)
      Co do truskawek - ja nawet truskawki niezbyt lubię. Ciacho z nimi tak, ale surowe jakoś mi nie wchodzą. Co innego czereśnie;p
      A jarzyny Julek wsuwa, aż miło patrzeć:)

      Usuń
  6. moja córeczka jada większość owocków, raz tylko zdarzyło nam się że po malinkach chyba miała biegunkę, może przez to że za wcześnie podałam, na szczęście miałam w domu orsalit żeby uzupełnić płyny i elektrolity i nie dopuścić do odwodnienia, z malinkami będziemy czekać do nastepnego sezonu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię.
      U nas to chyba jednak nie problem nietolerancji. Wygląda na to, że Julkowi po prostu owoce nie smakują, bo nie chce kaszek z dodatkiem owoców, ani nawet kropli witaminowych o smaku pomarańczowym:(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...