piątek, 21 listopada 2014

Co dodają do tych szczepionek;p

Przez internety (jak ja nie lubię tego określenia, ale niestety pasuje) co rusz przetacza się jakaś wojenka między zwolennikami a przeciwnikami szczepień.
Jeśli tylko zabiorę gdzieś głos (piję m.in. do ostatniej dyskusji u Żanety z Tere fere kuku), zaraz znajdzie się ktoś, kto anonimowo postara się, bym poczuła się matką nieodpowiedzialną i bez serca, bo - mimo poważnych konsekwencji pierwszego po wyjściu ze szpitala szczepienia u Andrzejka, nie tylko szczepiłam go nadal, ale zdecydowałam się również szczepić kolejne ze swych dzieci.
I na nic tłumaczenia, że naprawdę zadbałam, by wszystko odbyło się jak najbezpieczniej - niektórzy wiedzą swoje - szczepienia to ZUO i już.
No, ale, skorom już matka nieodpowiedzialna, z życiem i zdrowiem dzieci moich igrająca, to osobiście zawiozłam Juliana, by w Poradni Chorób Zakaźnych jednego z krakowskich szpitali dziecięcych wstrzyknięto mu kolejną, trzecią już dawkę Infanrixu DTPa (błonica-tężec-krztusiec).
I wiecie co?
Ta szczepionka chyba naprawdę ma jakieś niezatwierdzone składniki, bo nie dość, że po jej podaniu dziecię moje pierwszy raz usiadło z pozycji na czworaka (wcześniej udało się tylko z leżenia na brzuchu), to potem jeszcze takie cuda wyczyniało:





A w tle słychać jak syn mój starszy (dla Szanownego Anonima - właśnie ten od NOP) uczy się literek.



Na razie - stan na wieczór 20 listopada 2014 - bezbłędnie rozpoznaje: J (jak Jędruś), K (jak Kuba, wujek Kuba;p), M (jak mama) oraz I (jak igła).
A dzisiejszy wpis sponsorowała cyferka 0 (jak jajo):)

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczepiłam i będę szczepić. U nas w rodzinei wszyscy szczepili i nei było żadnych skutków ubocznych. Zdarzają się? Raz na ileś tam przypadków.
      Moja siostra jak była mała dostala w spzitalu lek na ktory jak się okazało byla uczulona. I co? Mają zakazać stosowanai tego leku u pacjentów, bo nei wiadomo kto jest uczulony i może wyskoczyć reakcja alegiczna?
      Będąc dzieckiem milion razy uszkodzilam sobie coś- ra stopę na wylot przebiłam zardzewialym gwoździem, to prawie odcięłam sobie mały palec u ręki za pomocą ...drzwi... i co wtedy gdybym nie byla szczepiona na tężec, a doszlo do zakazenia?
      Patrzę bardziej w przyszlosc co bedzie jesli nie zaszczepie. Jak ktos nie chce szczepic- droga wolna- nikogo nei chce nawracac, moze po prostu ze nikogo znajomego i nei slyszalam historii z otoczenia o powiklaniach poszczepiennych jakos szczepionki nei sa dla mnei straszne.

      Usuń
    2. Andrzejek był właśnie takim rzadkim przypadkiem ciężkiego odczynu poszczepiennego - ale ja bardzie boję się konsekwencji chorób niż konsekwencji szczepień. Więc ostrożnie - szczepię.

      Usuń
  2. U nas ostatnio był mały NOP po szczepieniu u Pati, trochę się przestraszyłam, ale nadal uważam, że szczepienia są potrzebne. Każdy robi jak uważa i to jego sprawa oraz jego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  3. moim skromny zdaniem w tym temacie brakuje merytorycznej dyskusji i my, mamy przejmujemy ten temat na siebie, bez wiedzy, w oparciu o to, co przeczytamy. Przejmujemy go z emocjami, jakimi został obciążony, ale świetnie sobie z nim radzimy. Trzymamy się rozsądku, własnych przekonań i dobra dziecka:-) pozdrawiam, Sylwia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, brakuje MERYTORYCZNEJ dyskusji. Bo dyskusje są, ale opanowane przez to samo stado krzykaczy.
      Jest na przykład bardzo fajny blog "Doktor Mama". Autorka prosto, ale merytorycznie i, co ważne, kulturalnie odpowiada na wątpliwości. Tymczasem atakujący poziomem w większości nie dorastają jej do pięt i, właśnie w taki emocjonalny sposób, powtarzają cały czas te same utarte frazesy - nierzadko używając jakże merytorycznych argumentów typu "co z ciebie za lekarz/matka".

      A z Twoim zdaniem się zgadzam - rozsądek przede wszystkim. Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Antyszczepionkowcom wydaje się chyba, że choroby, na które się szczepi nie istnieją. Najlepiej, żeby niemowlęta umierały na krztusiec. Nikomu nie życzę, żeby musiał oglądać jak jego dziecko się dusi od kaszlu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje widziałam. Co prawda nie od krztuśca, a od zapalenia krtani, ale gdybym wiedziała, że na tego bakcyla jest szczepionka, zaraz bym dzieci zaszczepiła.
      Oszczędziłabym Andrzejkowi tygodnia w szpitalu, a nam wszystkim długich minut strachu przed najgorszym i zastanawiania się, czy karetka zdąży dojechać.
      A gdybym wiedziała,że moje dziecko cierpi tak dlatego, że nie podałam mu obecnej na rynku szczepionki, a zwłaszcza "obowiązkowej", to chyba do końca życia bym się tym gryzła.

      Usuń
  5. Zgadzam się, pełno w sieci dyskusji na ten temat, mniej lub bardziej kulturalnych. Ja szczepię, dodatkowymi również. Każdy niech sam decyduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja szczepię tylko tym, na co nam pozwolą - i tylko wtedy, kiedy nam pozwolą.
      Julo ma na razie tryb podstawowy, a Andrzejek dostał właśnie pozwolenie na pneumo- i meningokoki. Po nowym roku pewnie go zaszczepimy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...