poniedziałek, 20 października 2014

Złapał katar Katarzynę...

a raczej Andrzeja i Juliana.

Tylko dlaczego akurat rano w dniu, kiedy mieliśmy odwiedzić dawno niewidzianych znajomych i ich pięciomiesięcznego synka?

Dlaczego śpiki nie dają znać o sobie za dnia, za to w nocy mamy istny koncert na dwa głosy?
Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy Julo obudził się po wieczornym karmieniu. Nie pomogło odessanie, nasivin, nawilżacz, inhalacje nebulizatorem, książki pod materacem, czosnek nad łóżeczkiem, parówka z tymianku, nic. Darł się bite pół godziny i zasnął dopiero po włożeniu do fotelika samochodowego. OK, skoro tak mu lepiej...

Dlaczego mąż ma jutro pracę w dokładnie takich godzinach, w jakich przyjmuje nasza pediatra - i to w dodatku przedpołudniowych, żeby przypadkiem nie mogła mi pomóc teściowa... Wiadomo, i tak nie pójdę tam z samym katarem, ale w razie "W"...

No i jak można uczulić się na maść majerankową, no jak? Buuu...

Na szczęście poza gilami do kolan chłopcom nic nie dolega, nawet na spacerze dzisiaj byli.
Oby nie trzymało ich tydzień, bo po siedmiu nockach bez snu chyba odwiozą nas w kaftanach do wariatkowa.

A na koniec moi dzielni mali piloci:



5 komentarzy:

  1. Oj współczuję :( Niestety u nas też ostatnio był katar i skończył się dopiero po tygodniu... Mam nadzieję, że u Was pójdzie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas, tzn. u syna był i katar i kaszel... ale na razie wydaje się, że już mu przeszło i Kuba poszedł dziś do zerówki, ale sporo dzieci nie ma. A największy pogrom był w zeszłym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka! U nas podziałał olejek z apteki, który co chwila zakrapiałam na ubranka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki. U nas działa chyba tylko czas. Już jest dużo lepiej, Jędruś zupełnie wyzdrowiał, a Julek smarka już minimalnie:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...