niedziela, 5 października 2014

Przeżyjmy to jeszcze raz: ząbkowanie

Około dwa lata temu Jędruś po raz pierwszy od pamiętnych prób co-sleepingu nie dał nam spać w nocy. Raz, drugi, trzeci... do dzikich wrzasków doszła niewysoka gorączka, lejący katar po pas i biegunka. I tak przez tydzień aż do wynurzenia się lewej dolnej jedynki.

Jakieś dwa dni odpoczynku i dawaj nazad, kolejny tydzień z życia - tym razem do wyjścia prawej dolnej jedynki.

W tym czasie przerobiliśmy gryzaki, żele na ząbkowanie, szczoteczki na palec, masaże dziąsełek, cuda na kiju.
A co pomagało?

Na chwilkę zamrożona gotowana marchewka.
No i nasz hit, najlepszy gryzak wszechczasów - noga stołu.

Dwa miesiące później Andrzejkowi znów spuchły dziąsła. Drżałam na samą myśl, bo szły naraz wszystkie dwójki i obie górne jedynki. O dziwo - drżałam zupełnie niepotrzebnie. Zęby bowiem po prostu wyszły nie powodując żadnych dolegliwości.

Nie można tego powiedzieć, niestety, o czwórkach. Te wyrzynały się, na szczęście z przerwami - ponad pół roku. Jeden "rzut" potrafił trwać tydzień, potem ze dwa tygodnie względnego spokoju i znów ostra jazda bez trzymanki, nieraz nawet noga od stołu nie dawała rady.

Trójki - tyyyle legend o tych kłach krąży, a ja w zasadzie nawet nie pamiętam, kiedy się pokazały u Jędrusia. Musiałabym sprawdzić na blogu;p

Trochę więcej kłopotów było z piątkami. Szły jak krew z nosa - przez parę miesięcy młody miał na dziąsłach bąble jak po jakichś użądleniach - by ostatecznie wyrżnąć się niemal w całości w ciągu jednej nocy.

Bywało ciężko, ale na szczęście Jędruś ma to już za sobą.

Tymczasem pora na Julasa.
O ząbkowanie podejrzewam go już od dawna - już w czwartym miesiącu podpuchły mu dziąsełka, a Julo przez parę dni był marudny i pokochał gryzaki. Ostatecznie jednak zły humor minął, a ja zapomniałam o sprawie aż do zeszłego poniedziałku, kiedy to podczas badania przed szczepieniem lekarka zauważyła dziurkę na dziąśle mojego synka.

Nastawiałam się na płacze, na koniec spania w nocy... a tu nic. Apetyt tylko mniejszy, ale dzieć uśmiechnięty jak zawsze. A od wczoraj - uśmiechnięty kawałkiem lewej dolnej jedynki i białą kreseczką w miejscu prawej.
Bez żeli, mrożonych marchewek i obgryzania mebli, bez cyrków na całe osiedle.

Brawo, Julek, oby tak dalej:)


6 komentarzy:

  1. To cudownie, że lepiej to znosi, byleby się to nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała, żeby i dalsze ząbki szły równie bezproblemowo. Zobaczymy.
      A u Twoich dzieciaków jak to wyglądało?

      Usuń
  2. Ale super że Julkowi bezproblemowo wychodzą ząbki .. U nas najgorsze były czwórki , przy jedynkach i dwójkach zero płaczu.. Teraz czekamy jeszcze tylko na piątki ..
    Z nogi od stołu uśmiałam się jak nigdy ..:) Dzięki za poprawienie humoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy:)

      A zaczęły już Adasiowi wychodzić piątki czy jeszcze nie?

      Usuń
  3. U nas wyszły najpierw obie dolne jedynki, bezproblemowo, zauważyłam je dopiero kiedy karmiłam go łyżeczką że coś stuknęło. Za jakiś miesiąc popołudniu pojawiła się gorączka, pomyślałam nowe zęby pchają się na świat, w nocy już było gorzej bo termometr wskazał 39 st, podałam milifen - sprawdzony lek na gorączkę, polecany przez wiele moich koleżanek, bo ja nie mam w tym jeszcze doświadczenia. Rano niby okej, wieczorem znowu gorączka i tak jeszcze przez 2 dni, oczywiście poszłam do lekarza i co okazało się że trzydniówka, bo potem nas zesypało na brzuszku i pleckach a ząbków jak nie było tak nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej gorączki to u żadnego z moich bąbli przy zębach nie było. 37 z niewielkimi kreskami góra. Przy 39 od razu lądowaliśmy u lekarza, badaliśmy krew i mocz.
      A Milifenu akurat w domu nie mam - Julciowi starczył jak dotąd paracetamol w czopkach, a w razie silniejszej gorączki mam inny preparat ibuprofenu - ten, któr był w dobrej cenie, kiedy potrzebowałam kupić:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...