niedziela, 26 października 2014

O Legionach - dla wybranych

Dziś na początek - wyjątkowo zdjęcia.


Byliśmy na wystawie. Wspaniałej, pięknej, wartościowej.
Wyszliśmy stamtąd wstrząśnięci, zmieszani i pełni podziwu.
Myć się w wydrążonej dyni?
Mieszkać w ziemiance?
Spać na wąskiej drewnianej ławce pod pod własnym płaszczem?
Podgrzewać podłe konserwy w zardzewiałej blaszanej menażce nad małym ogniskiem rozpalonym w okopie?
Strugać krzyże dla kolegów, z którymi jeszcze tego samego dnia się rozmawiało?





Jak dziś się przekonaliśmy - można, jeśli tylko ma się odpowiednią motywację. A żołnierze Legionów Polskich najwyraźniej ją mieli i za to zawsze będę ich podziwiać.

Wystawa to "Legionowe Kadry". Zorganizowało ją krakowskie Muzeum Historii Fotografii. Kto ciekaw, niech pędzi na ulicę Józefitów, bo ekspozycja jest czynna jeszcze tylko do końca października. Szczerze polecam.
Trafiliśmy akurat na dzień ze wstępem wolnym, obsługa była bardzo miła i życzliwie patrzyła na nas i naszego niemowlaka, który bardziej niż wystawą, zajęty był czarowaniem wszystkich dookoła:







Mam tylko jedno małe "ale"...
Jeśli chce się ją zwiedzić, nie można być:
  • z małym, ciekawskim dzieckiem chodzącym swobodnie
  • osobą niepełnosprawną
  • samotną kobietą z małym dzieckiem w wózku.
Miałam to szczęście, że wybrałam się razem z mężem i Julkiem, a Jędrusia zostawiliśmy z babcią.
Nie mam ani cienia żalu za brak przewijaka w toalecie - tak małej, że nie byłoby nawet jak tego przewijaka rozłożyć. Karmiłam też we wspomnianym kibelku, bo specjalnego miejsca po temu nie było. Ale że kibelek względnie czysty i ciepły, to wolę dyskretnie tam niż w salach wystawowych i nie ma co robić o to larum.

Gdybym natomiast na tę ekspozycję musiała wziąć też starszego synka, natychmiast musiałabym płacić za szkody.
Aparaty podróżne z czasów międzywojnia




Delikatne szklane stoły są naprawdę ładne, ale moment nieuwagi i... no właśnie.
Do tego jeszcze dokumenty leżące na stoliku tak, że można by je po prostu wziąć - aż kuszą, żeby zrobić z nich origami, a dwu-trzylatek nawet nie zwróci uwagi, że tarmosi świadectwo nadania orderu Virtuti Militari...

Gdyby natomiast nie było przy mnie męża albo gdybym, nie daj Boże, była osobą niepełnosprawną poruszającą się na wózku...





2 komentarze:

  1. Wystawa niewątpliwie poruszająca.
    Niestety wręcz większość miejsc, nie tylko muzeów ale i sklepów czy urzędów, nie jest dostosowana dla niepełnosprawnych i co się z tym nierozerwalnie wiąże dla kobiet z dziećmi w wózku. Ludzie w codziennym biegu tego nie dostrzegają poza tymi, dla których te ograniczenia dają się we znaki. Może kiedyś się to zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...
      Ale by coś się zmieniło, to chyba ktoś z włodarzy musiałby przesiąść się na wózek:/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...