wtorek, 2 września 2014

Wesoło

Wesoło dziś było, oj wesoło:)

Najpierw mąż przypomniał sobie, że wczoraj miał być w pracy. Po sprawdzeniu okazało się, że nie wczoraj, a dziś, ale za pół godziny. Wystrzelił jak z procy, po czym na miejscu okazało się, że żadnych interesantów do niego nie było. Przygarnęły go więc sekretarki z działu kadr i dały mu na pocieszenie stos papierologii.

Kiedy mąż dzielnie walczył z papierologią, ja dzielnie walczyłam z dzieciakami -  czteromiesięcznym zasmarkańcem z głosem niczym niemowlęca wersja Chrisa Rea i dwu-i-półletnim tornadem.
I nie zdążyłam jeszcze podziękować samej sobie, że wczoraj chciało mi się zrobić obiad, a moje kochane tornado rozwlekło ojcowe spinacze do papieru. W czasie ich zbierania zasmarkaniec zaczął domagać się karmienia. Zostawiłam więc spinacze, by nakarmić głodomora i - w czasie tegoż - tornado przypomniało sobie, że chce na nocnik. Wstałam więc z zasmarkańcem u piersi, przeszłam do łazienki, jakoś namówiłam Jędrulę, by tym razem zrezygnował z kibelka na rzecz nocnika i, z braku wolnej ręki, usiadłam z biesiadującym w najlepsze Julkiem na niezamkniętej muszli. Jędruś sprawę swą załatwił sprawnie, po czym przedefilował przez łazienkę, stanął obok mojego "krzesełka" i... nacisnął spłuczkę.

Wróciłam więc - nadal z  niemowlakiem u piersi - do pokoju usłanego spinaczami do papieru i nawet usiąść nie bardzo było jak, bo wszędzie odbiłabym mokrą pieczątkę.

Na szczęście posiłek Julka nie trwał już długo, mogłam więc szybko się przebrać, jeszcze szybciej zgarnąć spinacze (pomogłam sobie miotłą), i zrobić sobie herbatę przewinąć Julka, który w międzyczasie również poszedł do toalety.
Jędruś oczywiście nie czekał aż się nim zajmę - otworzył sobie lodówkę, poczęstował się ciastkami z wesela i zagryzł oliwkami z czosnkiem, a potem zniknął. Po chwili oznajmił, że ma brzuszek pełen pieniążków i że były pyszne. Przewinąwszy Jula, rozejrzałam się po mieszkaniu - w przedpokoju leżała moja torebka, wybebeszony portfel, a wokół niego parę "złotych monet". Nie mam pojęcia, czy Jędruś mówił prawdę, ale nawet jeśli jutro odda, nie przyjmę już zwrotu. Odbiję mu z kieszonkowego;p

W mojej spragnionej herbaty głowie zrodził się wtedy chytry plan - uśpić Julka, a potem jakoś to będzie.
Żeby jednak uśpić Julka potrzeba zająć czymś Andrzejka.
Dostał więc Jędruś

Marki Elefun. Jak dla mnie deczko za gęste, ale sam artysta nie zgłaszał zastrzeżeń, choć początkowo miał problemy z rozprowadzeniem


farbki w tubkach, blok i "zniknął", ja ululałam młodszego, wreszcie się napiłam, po czym spojrzałam na artystę i moim oczom ukazał się taki oto widok:



Murzynek Bambo w Afryce (?) mieszka...

Na szczęście teraz do pacyfikowania został już tylko jeden gagatek - najpierw wrzuciłam go do miednicy i wyszorowałam, ubrałam, potem posprzątałam, wystawiłam jego dzieła

 na suszenie,

zagrzałam gagatkowi zupę i nafaszerowałam go tą zupą (skubaniec nadal odmawia samodzielnego jedzenia robiąc z łyżki katapultę), wyinhalowałam i wynajęłam na czas jakiś kochającej babci. Zaparzyłam sobie kolejną herbatę i w momencie, kiedy rozsiadłam się na krześle, by napisać choć kawałek porównawczej recenzji Tako JumperaX i Jedo Fyn 4DS, wśród z takim trudem odzyskanej ciszy rozległo się głośne "Le Le Le"*

A na koniec jeszcze Jędruś i jego najnowszy pomysł. By wcielić go w życie i mieć z czego go zrealizować, trzasnął o podłogę moim lusterkiem.

włóż niebieskie okulaaary... Kazał mi przymierzyć. Naprawdę widać przez nie na niebiesko:)
A, no i jedzie do nas "sprzęt sportowy", który będziemy testować. Jędrula przebiera nóżkami:)


*W wolnym tłumaczeniu: Jeść! Jeść! Jeść!

6 komentarzy:

  1. O matko, prawdziwy artysta z niego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pierwszym rysunku Jedrus namalowal Elmo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super te farbki, gdzie można dostać? Może mój maluch o duszy artysty (co prawda muzyka-perkusisty) da się przekonać do cichszej twórczości. ;D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...