czwartek, 18 września 2014

O pewnej sukience oraz o tym, dlaczego i dla kogo co roku ją wkładam


Na nowy 2014 rok obiecywałam sobie, że 18 września tegoż roku wbiję się w pewną kieckę
z 18 września  Anno Domini 2010.
Jako że kiecka owa znajduje się w domu moich rodziców i jest dość kłopotliwa w przewożeniu i przechowywaniu,





próbę podjęłam dzień przed wyjazdem z Krosna.


Najpierw więc halka.
Jeee, udało się. Musiałam co prawda dość mocno wciągnąć brzuch i zacisnąć zęby, bo mocno się wpijała, ale dopięłam.
Teraz kieca właściwa.
Narzuciłam, spróbowałam zasunąć. O dziwo - jakoś szło. Aż do linii biustu.
No tak - przecież kiedyś go tam nie było.
Nic to, zostawię rozpuszczone włosy i założę tę białą firankę na głowę, to nie będzie widać, że kiecka się nie dosuwa.

Jeszcze tylko ususzony bukiet w dłoń...

Cziiis do słit foci z samowyzwalacza!

wersja "na zjawę" czyli spierniczone zdjęcie musi być;p

***

Dziś mijają cztery lata odkąd ja i mój najlepszy przyjaciel z czasów licealno-studenckich przysięgliśmy sobie przed Bogiem, że wytrzymamy ze sobą resztę życia.
I tak się zastanawiam, czy zmieniłabym coś...

Tak.
Zamiast wkładać welon, upięłabym delikatnie włosy i wpięłabym w nie wrotycz, krwawnik i dziką różę - tak jak miałam w bukiecie;p


No i postawiłabym się w kwestii przyjęcia - zamiast niego wzięlibyśmy cichy ślub na Pustelni św. Jana z Dukli tak jak nam się marzyło. A potem może pojechalibyśmy w Bieszczady albo na "daczę" moich rodziców.

A tak na poważnie...
Nie:)
Jesteśmy małżeństwem cztery lata, mamy dwóch cudnych synków, dotarliśmy się do siebie.
Podziwiam mojego męża za to, że przymyka oko na moje humory i niedociągnięcia, a sama siebie za to, że znoszę różne jego ekstrawagancje.

Czy się kochamy?
Jesteśmy tak różni, że bez tego nie wytrzymalibyśmy ze sobą ani dnia.
Tylko miłość do męża trzyma mnie w mieście, którego szczerze nie znoszę.
Tylko dlatego mąż toleruje fakt, że nieraz obiad jest właściwie w porze podwieczorku, a mieszkanie wygląda jakby przeszedł przez nie tajfun, bo ja zamiast sprzątać, wolałam zająć się tylko dziećmi, a po paru godzinach użerania się z pierworodnym nie miałam już siły na nic.

Buzi w przedpokoju, rodzinna wyprawa po nową deskę sedesową, klaps w tyłek ścierką podczas mycia garów, wspólny film na laptopie po uśpieniu chłopców, wspólne zastanawianie się, jak to w ogóle możliwe, że zostaliśmy małżeństwem.

Plan na następne lata? Tak trzymać:)
I zadbać o siebie na tyle, by jak najdłużej móc wcisnąć się w kieckę, w której tak podobałam się mężowi*.



*No dobra, biust może zostać, najwyżej trochę przerobię tył;p

7 komentarzy:

  1. Życzę Wam długiego, szczęśliwego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna suknia . Bardzo mi się podoba Lubię taki prosty klasyczny styl o wiele bardziej niż te wszystkie sukienki ''bezy''.
    Wszystkiego co najlepsze i obyś na każdą waszą kolejną rocznicę była w stanie się w nią wbić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego!
    Piękna, prosta sukienka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sto lat i wszystkiego co najlepsze oby zawsze było cudownie i obyście zawsze mieli siebie :)
    Śliczna suknia :) No i ty ślicznie wyglądasz z roku na rok bez zmian :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam za komplementy.
    No i za życzenia - również w imieniu mojego męża:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sto lat kochana. Nie wiem czemu umknął mi ten post.
    Jesteś zupełnie inna na tych zdjęciach.Cudownie wyglądałaś w dniu ślubu. Tak skromnie ale pięknie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...