wtorek, 9 września 2014

Andrzejek, Julek i...

Przeglądałam dziś ubranka chłopców.
Dla Jędrusia powoli kompletuję garderobę w rozmiarze 98.
Dla Julka wyciągam ciuszki po Jędrusiu.

Sentymentalna jestem. Zbiera mi się na wspomnienia.
Szary sweterek, który dziewięciomiesięczny Andrzejek miał na sobie w swoją pierwszą Wigilię, na Julka jest już "na styk". Zbiegł się czy co? Podobnie jak spodenki, bodziaki, pajacyki...  tylko czapki i skarpetki Jędruś miał większe;p
Jesienne ciuszki po Andrzejku na jego młodszym bracie trzeszczą w szwach. Kombinezon zimowy raczej trzeba będzie kupić, bo Julo nie zmieści się w te po bracie.

Kolejna sterta uroczych małych wdzianek przy najbliższej okazji wyląduje w krośnieńskim pawlaczu.
Spodenki, w których Julek był chrzczony i te z "afterparty" - wtedy trochę za duże, teraz mogą robić za rybaczki. A przecież nadal wyglądają jak nowe.
Bodziaki, które kupiłam podczas tegorocznego pobytu w Krośnie. Tak, jeszcze 3 tygodnie temu były dobre. Dziś jednego z nich nie udało mi się dopiąć na Julasie. A taki słodki, biały w bure misie...
Bordowa bluza dresowa, w której obaj tak cudnie wyglądali. I rampersik w kolorowe muszelki...
I "psi" pajacyk z ogonkiem...

 I przyjdzie dzień, kiedy sama siebie będę za to odsądzała od czci i wiary, próbując nie popłakać się z bólu przy wstawaniu ze szpitalnego łóżka i człapiąc pięć minut w jedną stronę do toalety oddalonej 2 metry od tegoż wyrka.
Tak, wiem o tym.
Ale wiem też, że chcę oglądać te ubranka na jeszcze jednym Bąku. Własnym.

Moje dzieci rosną jak na drożdżach. Dwuipółletni (!) Andrzejek pyskuje i klepie wierszyki, a prawie pięciomiesięczny (!) Julek złazi z maty i zaczepia śmiechem. A jeszcze tak niedawno Jędruś przeciągał się w szpitalnym wózeczku...
Tak, tęsknię za tym. Za ciuszkami w rozmiarze 56, których moi chłopcy prawie nie nosili, za małym ciepłym ciałkiem śpiącym na maminej piersi i czółkiem zmarszczonym tak, jak potrafi tylko noworodek pierwszy raz zadzierający łepek do góry.
Dojrzałam do decyzji, że mimo koszmaru cesarskiego cięcia chcę urodzić jeszcze jedno dziecko.

Plan jest prosty:
-odchować i do przedszkola posłać obecnie posiadany przychówek
-wrócić do pracy
-znaleźć większe lokum
Daję sobie na to czas do wiosny 2017. A potem zapraszamy kolejnego członka rodziny D. :)


10 komentarzy:

  1. No to nie ma co ukrywać rośnie Ci facet :-) ja też trzymam czasem ciuszki po Wiki dla Mai i też czasem się dziwię że cos co wedlug mnie jest jeszcze duze okazuje się ciasne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to pokazuje, jak czas leci. Gdybym miała córki, to pewnie nawet bym się nie obejrzała, a zaczęłyby mi podbierać moje własne rzeczy:)

      Usuń
  2. Kochana super plany :) Trzymam kciuki za ich realizację :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szalona . :) Trzecie dziecko juz planujesz .. no no .
    Ja coraz czesciej mysle o drugim bąku . W szafie schowane pięc wielkich worów ubranek . Wozek jest łóżeczko fotelik samochodowy bujaczek wanienka . Wszystko to czeka na kolejnego czlonka rodziny . Tylko odwagi brak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze marzyła mi się trójka. Tylko tych moich dziewczyńskich wyobrażeniach były to same córki;p

      Usuń
  4. Pięknie! :) ja też myślę o trójce, ale to w dalszej perspektywie - podziwiam, że wybiegasz już z planami do 2017, my ciągle żyjemy trochę dniem dzisiejszym. Myślę, że jak już znajdziemy większe mieszkanie, takie, w którym będziemy chcieli zostać na dłużej i poczujemy się zadomowieni to zaczniemy planować, na razie czuję się trochę jakbym była zawieszona w czasie. Ale zgodnie z przysłowiem Bóg dał dzieci, Bóg da na dzieci nie spinamy się za bardzo ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten 2017 to tylko dlatego, że ja muszę się zupełnie zregenerować po dwóch cięciach.
      Co do tego powiedzenia - u nas się sprawdziło, ale nie chcę jeszcze bardziej wypróbowywać Pana Boga;p

      Usuń
  5. Ola, trzymam kciuki!!!! :))))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...