sobota, 9 sierpnia 2014

Przemiana pokoleń...

... czyli jak z uciśnionego dziecka stać się matką-zołzą.


Taka scenka:

Mama: Kochanie, wyjdź już z wody.
Dziecko: Maaamusiu, jeszcze nie... - i oczyska przy których kot ze Shreka się chowa.
M: A nie jest ci zimno?
D(telepie się całe, a zęby dzwonią mu niczym "Zygmunt"): N-n-n-nie-e-e-e - i nura do wody po samą czuprynę.

Mama prosi, dziecko odmawia, mama nakłania, dziecko na złość pryska w mamę wodą. Mama idzie po latorośl do wody, dziecko wieje, aż się za nim kurzy chlapie.

Ech ta przemiana pokoleń... Dwadzieścia  i więcej lat temu byłam dzieckiem moczącym zadek w rzeczce Jasiołce, lepiącym cuda i dziwy z "kaczego mydła" i przewracającym oczami na hasło: 
masz już sine wargi, przeziębisz się

Dziś sama jestem dziadkiem mamą, a moja pierworodna latorośl za Chiny Ludowe nie chce opuścić dmuchanego baseniku w ogrodzie, choć siedzi w nim całe popołudnie i wieczór (z przerwami na papu i siusiu), a ja boję się, żeby się nie przeziębił, bo już się ochłodziło, zaczęło wiać, on cały mokry i te sine wargi...


4 komentarze:

  1. To normalne . Ja ogólnie jestem matką wyluzowaną ale w niektórych kwestiach czasem jeszcze panikuję , mam nadzieję że w końcu mi to przejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem raczej wyluzowana jeśli o takie rzeczy chodzi (chlapanie sie w zimnej wodzie, jedzenie z podłogi, brudzenie się itp.). A w każdym razie na pewno bardziej niż moja własna mama, która trzęsła się nad nami na każdym kroku.
      Czasem jednak łapię się na nadopiekuńczości i zastanawiam się, czy przypadkiem nie przesadzam;p

      Usuń
  2. Ja też siedziałam kiedyś w wodzie aż skóra papierowa się robiła...i też czasem panikuje...ale mój małżon panikuje bardziej i to mi uzmysławia że jednak przesadzam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też ja pozwalam na więcej. Rzadko zdarza się odwrotna sytuacja, ale jeśli już, to też zwykle ja odpuszczam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...