niedziela, 10 sierpnia 2014

Moja koleżanka recydywistka

Mam w Krośnie bardzo fajną koleżankę. Jest rok starsza ode mnie, ale znamy się od zawsze, nasze mamy się przyjaźnią, my też się lubimy. Za lat szczenięcych mieszkałyśmy przy tej samej ulicy, chodziłyśmy do tej samej podstawówki, w ogóle zachodziłyśmy się bardzo często.
Potem poszłyśmy do różnych liceów, a następnie ona została w Krośnie, a ja wybyłam na studia do Krakowa, znalazłam pracę, wyszłam za mąż i zdawało mi się, że raczej już na moje ukochane Podkarpacie na stałe nie wrócę. Kontakt trochę nam się urwał, ale odnowiłyśmy go, kiedy dwa lata temu przyjechałam do rodziców na miesięczne wakacje z malutkim Jędrusiem. Ona miała już wtedy domek pod Krosnem, jedną córę i spodziewała się drugiej. Było bardzo sympatycznie. Od tamtej pory spotykamy się za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do rodziców.

Jest jedno małe "ale". Choć sama nie wiem, czy takie małe. Koleżanka moja nie ma w zwyczaju informować o chorobie swoich dzieci. Po ostatnim takim zdarzeniu - przyjechałam do niej z Jędrusiem i w zaawansowanej ciąży, a tu jedna jej córa ma gile do kolan, a druga jest wyraźnie rozpalona i aż się pokłada - poprosiłam, żeby na przyszłość nas ostrzegła. Przeprosiła, obiecała poprawę.

No i w poniedziałek zadzwoniła, wyraziła ochotę na spotkanie z dzieciakami, ale nie teraz, bo jej starsza latorośl ma 39stopni, katar i kaszel. Życzyłam zdrowia dla małej i wyraziłam nadzieję, że szybko się spotkamy. I spotkałyśmy się - w piątek. Koleżanka przyjechała po część cielaka, którego jej mama kupiła na spółkę z moją. Razem z koleżanką z auta wysiadły dzieci. Starsza córeczka właśnie odebrana z przedszkola (z ekwipunkiem), młodsza i ktoś nowy - ich miesięczny braciszek.

Zdziwiło mnie trochę zachowanie starszej z dziewczynek. To taki trochę Jędruś w spódnicy - ruchliwa, pyskata, wszędzie jej pełno. A tu stała taka osowiała, ze spuszczoną głową, nie reagowała ani na Julka, ani na zaczepki ze strony Andrzejka. Pomyślałam, że zawstydzona, bo dawno u nas nie była. Ale na pytanie mojego męża o samopoczucie odpowiedziała, że jeszcze kaszle. I faktycznie kaszlała, a na dodatek wyglądała nie za ciekawie.

Powiedzcie mi coś... jak przemówić, bo to już recydywa.
Na dodatek moja koleżanka robi to nie tylko nam - ona tę małą, nie do końca jeszcze wyleczoną, posłała do przedszkola. Od biedy zrozumiałabym jeszcze mamę, która dziecka zostawić z kim nie ma, a w pracy grożą jej zwolnieniem jeśli jeszcze raz weźmie L4 na dziecko. Ale ona jest teraz na macierzyńskim, a na dodatek ma mamę, która jest dyspozycyjna i może czasem pomóc w opiece.
Więc dlaczego?

Kurczę, nie jestem wytrawnym dyplomatą, nie chcę stracić dobrej koleżanki, ale zwyczajnie krew mnie na coś takiego zalewa. Na dodatek dziś obaj moi chłopcy mieli straszny "ból istnienia". Mam nadzieję, że to nie początki infekcji.

Źródło: zdrowie.dziennik.pl

12 komentarzy:

  1. Oj niefajnie:/ nie lubie takich osob. Ja zawsze jak gdzies jedziemy dzwonie i sie pytam czy wszyscy zdrowi bo moj skarb lapie wszystko co w powietrzu siedzi. Jesli ktos dzwoni źe przyjedzie tez sie pytam czy zdrowi. Niestety na niezapowiedziane wizyty nie mam wplywu ale gdy trafi sie ktos chory to wprost mowie ze lepiej zebysmy spotkali sie kiedy indziej i pewnie powtarzalabym do znudzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na szczęście nikt nie ma zwyczaju wpadać bez zapowiedzi.

      Usuń
  2. Chyba nie przemówisz niestety do rozsądku bo dla niej to nie problem ona go nie widzi i nie wydaje mi się żeby zobaczyła :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi - jak uświadomić jej, że to naprawdę jest problem...

      Usuń
  3. U nas podobna sytucja . Cała rodzina zarażona rotawirusem przez mała kuzynkę Adasia . Gdyby ktoś raczył nas poinformować że mała wymiotuje i ogólnie źle z nią to w życiu bym się z nimi nie spotkała . A tak Adaś parę dni temu swoje przechorwał a ja cały wczorajszy dzień ''umierałam '' ehh .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auć, współczuję...
      U nas w lutym skończyło się na grypie u mnie i katarze u Jędrusia, a tym razem chyba szczęśliwie chłopcy nic nie podłapali.

      Usuń
  4. Wiele rodziców sobie nie zdaje sprawy, że właśnie najwięcej chorób roznoszą dzieci w wieku przedszkolnym, nawet na oddziały noworodkowe takie dzieciaki mają zakaz wstępu. Ale przyjechać z dzieckiem ewidentnie chorym to już w ogóle jakaś porażka. Ja jestem uparte babsko, jakby ktoś mi taki numer wyciął po raz drugi, nie wpuściłabym do domu, nie zważając na to ile km przejechał - zapamiętałby chyba na następny raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudniej jest, kiedy to my wpadamy z wizytą, dzieci chcą się bawić,a gospodarze nie rozumieją, dlaczego robimy "w tył zwrot".

      Usuń
  5. Dramat. Niewiedza rodziców i ich jawna, co by nie było, głupota to coś nieprawdopodobnego. Biedne dzieciaki, Twoje i te w przedszkolu. Oby nic ich nie dopadło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje tym razem chyba nic nie złapaly. Na szczęście. ale te w przedszkolu - współczuję.

      Usuń
  6. Bardzo nieodpowiedzialne. Ja nie odwiedzam chorych dzieci i nigdzie juniora nie prowadzam, gdy jest chory, żeby nie zarażać. U dzieciaków to zaraz taśmowo idzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo uważam:/
      Teraz już pytam odwiedzanych/odwiedzających, czy wszyscy zdrowi. Ale jak widać i na to są sposoby:/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...