czwartek, 3 lipca 2014

Salomon w piaskownicy

Sprzed tygodnia. Jędruś przyjął do wiadomości, że koleżanka nie pożyczy mu wózka
Jędrula zawsze garnął się do innych dzieci. Od niemowlaka wolał je od dorosłych i tak mu zostało. Wcześniej próbował zaprzyjaźnić się stosując uśmiech nr 1, a od niedawna jest bardziej bezpośredni - po prostu podchodzi i mówi: "Ceeeść, pobawimy się?"

Zabawa Andrzejka z innymi dziećmi wygląda różnie. Czasem bawi się z dziećmi zupełnie ładnie, a czasem na zasadzie: każde sobie rzepkę skrobie, tylko raz na jakiś czas wymienią się zabawkami. Czasem o którąś się potarmoszą. No właśnie - i tu mam do Was pytanie: Reagujecie? A jeśli tak, to w jaki sposób?

Bo ja biję się z myślami.
Synię moje energiczne jest, a w dodatku kilka miesięcy temu zaczął się etap: TO MOJE. Na początku wszystko było jego, a teraz jest postęp - faktycznie broni tylko swojej własności (zabawki/znaleziska/jedzenia/zajętego na chwilę kawałka piaskownicy etc.). Zastanawiam się - jak wyważyć. Z jednej strony chciałabym, aby umiał się podzielić, a z drugiej, by nie był ofiarą taką jak kiedyś ja, która podzieliła się swoimi cukierkami zanim sama skosztowała choć jednego.

Dzisiejsze - zabawki nie są jego, ale poprosił o pozwolenie
Z zeszłej jesieni. Wtedy jeszcze Jędruś dzielił się bez problemu - dziewczynka na zdjęciu bawi się naszą łopatką

 Staram się interweniować możliwie mało. Dopóki nie dochodzi do rękoczynów, pozwalam, by dzieciaki załatwiły to między sobą i bardzo często załatwiają. Jędruś jako gadający, bawi się głównie ze starszymi dziećmi, z młodszymi lub/i słabiej mówiącymi nie chce, bo nie rozumie, czego od niego chcą;p To zaś sprawia, że przeważnie jest w towarzystwie najmniejszy i najsłabszy.
Z jednej strony mały bardzo dużo się dzięki temu uczy - jego zabawy są coraz bardziej skomplikowane, słownictwo coraz bogatsze, a on sam coraz lepiej broni swoich racji.
Z drugiej strony - myślałam, że gdyby gdyby doszło do bójki Jędrusia np. z pięciolatkiem, to mojemu małemu mogłaby stać się krzywda.
Tym bardziej, że rodziców tych starszych dzieci zwykle nie interesuje to, jak one się zachowują - większość z nich siedzi sobie na ławkach poza placem, plotkując i popalając papierosy - w razie, gdyby któremuś z tych dzieci coś się stało albo gdyby któreś zrobiło coś mojemu, nie wiedziałabym nawet, komu to zgłosić.

Siedzę więc na tyle blisko, by słyszeć, co się dzieje i w razie czego rozsądzam spory - zwykle na korzyść właściciela foremki lub budowniczego wieży niezależnie od tego, kto akurat nim jest. Podkreślam, do kogo dana rzecz należy i że MOŻE się nią podzielić JEŚLI CHCE. Ewentualnie pokazuję, że mogą się na chwilę wymienić.

W domu uczę też Jędrusia, że samemu bić nie wolno, ale można się bronić. I chyba trafiłam na podatny grunt, bo faktycznie Andrzejek nigdy nikogo pierwszy nie uderzył, za to uderzony oddawał bez skrupułów i kilkoro napastników przekonało się już, że ortopedyczny but to twardy but;p

Nie mam też oporów przed upominaniem obcych dzieci - jeśli biorą coś naszego mimo andrzejkowych protestów albo zachowują się agresywnie w stosunku do mojego dziecka. Nasze zabawki mamy podpisane.
Uczę Andrzejka prosić dzieci, które mają jego rzeczy, by mu je oddawały kiedy się zbieramy, ale nie zawsze wychodzi, więc wtedy proszę o to ja. Parę razy musiałam się tego stanowczo domagać, udowadniać własność, a raz nawet posunąć się do stwierdzenia, że to nieładnie przywłaszczać sobie cudzą rzecz i kłamać, że jest się jej właścicielem.
Wiem, to było tylko wiaderko, ale dlaczego Jędruś ma być stratny tylko dlatego, że wcześniej się podzielił?
Chcę, żeby wiedział, że pożyczając coś komuś, ma prawo domagać się zwrotu - tak jak my oddajemy to, co ktoś pożyczył nam.
I dopóki sam tego nie opanuje - załatwiam te sprawy za niego - oczywiście możliwie najgrzeczniej jak się da, ale stanowczo. I przy nim, by obserwował i przyswajał.

Co o tym myślicie?
Jakie macie własne doświadczenia?


10 komentarzy:

  1. mądrze piszesz pozwol ze Twoje metody zastosuje u nas. a z biciem u nas jest tak ze Mati ma niecaly rok a juz majac 9 mies wiedzial co jest jego i nie chcial sie dzielic potrafi uderzyc 4 latka za to ze bawi sie obok niego i przewrocic 2 letnie dziecko zeby mu cos zabrac co on w tej chwili chce miec. uczymy go dzielic sie na maskotkach i lalce zeby cos im dawal swojego na razie z roznym skutkiem tlumacze tez ze nie wolno bic. glownym problemem jest to ze jak moje dziecko cos chce to musi to miec wiec jesli ktos wezmie jego balona to najpierw jest krzyk potem glowa w dol placz rzucanie sie na podloge walenie glowa w co popadnie tupanie nogami kucanie i skakanie ze zlosci i placz jakby mu sie krzywda dziala. ja staram sie nie ustepowac ale efektow nie widac. jesli jednak ktoś ustapi w ciagu sekundy moje dziecko zaczyna sie usmiechac jakby nic sie nie stalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 9-miesięczne dziecko nie zna jeszcze pojęcia własności, ono po prostu bierze sobie to, czym chce się bawić. Roczne zresztą też. Obawiam się więc, że efekty nauki dzielenia się w tym wieku raczej nie będą spektakularne, ale stopniowo, stopniowo...

      Co do bicia... Ja miałam taki problem, że Andrzejek gryzł mnie w czasie karmienia. Zabierałam pierś i mówiłam "nie wolno gryźć mamy" - szybko poskutkowało, może spróbuj zadziałać analogicznie;p

      Usuń
  2. czy Andrzejek nosi buty tez w domu? dzis bylismy u ortopedy i jest ok ale kazal nam zmienic buty na sztywne ze sztywna podeszwa i zeby w domu nie chodzil w skarpetach tylko tez w takich butach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po domu nie musi, ale u niego koślawienie nie było wielkie. Teraz zresztą może powoli już wracać do zwykłych butów - ale tych dobrych jakościowo, nie trampoli z sieciówek.

      Usuń
  3. Ja robię dokładnie tak samo reaguję dopiero kiedy widzę, że jest naprawdę źle. No i tłumaczę dużo tłumaczę. Ja mam tyle prościej i trudniej za razem że takie spory dzieją się na etapie moich własnych dzieci najczęściej. Trudniej bo zaczynają się spytać o każdą zabawkę a prościej bo łatwiej mi interweniować lub nie :) Chyba nie ma złotego środka a za jakiś czas te tłumaczenia na pewno poskutkują przynajmniej ja tak sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o własne dzieci - tu dochodzi jeszcze problem ewentualnej stronniczości. Zobaczymy, co będzie, kiedy to zacznie dotyczyć moich chłopców.

      Usuń
  4. Czyżby 'zielona shamandura' Cię zainspirowała?
    Ja nie wymagam od Isi dzielenia się zabawkami, nie oczekuję, że będzie się bawić z innymi. Wszystko zależy od niej ;) Sama też raczej nie ingeruję w zabawy. Wolałabym, żeby mała sama się uczyła rozwiązywać konflikty. Chyba, że ktoś zaczyna bić, albo moja kogoś wtedy podchodzę i działam.

    Za to nie znoszę zachowania, które kiedy zaprezentowała nam pewna matka na placu zabaw.
    Była dziewczynka(5letnia) z hulajnogą, która to bardzo przypadła Isi do gustu. I chodzila moja córa za tą dziewczynką i prosiła o pożyczenie. Dziewczynka wyraźnie nie miała ochoty, ja tłumaczyłam mojej, że dziewczynka nie chce pożyczyć, że przyjechała na hulajnodze i sama się chce pobawić itp. Mojemu uparciuchowi czasami trudno coś wytłumaczyć i mimo mojego gadania dalej za dziewczynką ganiała i prosiła. I wtedy w akcję weszła matka. I zaczęła do dziewczynki mówić.
    Najpierw - no weź się podziel, pozycz na chwilkę hulajnogę
    Później - no ale jesteś chytrus, weź na chwilkę pożycz, nie bądź taka.
    By następnie - ale jesteś niegrzeczna! taka NIEGRZECZNA! strasznie NIEGRZECZNA!
    aż w końcu zacząć szantażować dziecko - jak nie pożyczysz hulajnogi to nie kupię ci loda/zabawki/nigdy więcej tu nie przyjdziemy/jak wrócimy do domu to zabiorę i schowam tę hulajnogę bo nie umiesz się dzielić.
    Szkoda mi się zrobiło tamtej małej bo widziałam, że miała prawie łzy w oczach.

    Iśka w końcu odpuściła, zaczęła się bawić z innym chłopczykiem w smerfy i gargamela ;)

    A tamta matka jeszcze odchodząc z placu mówiła do swojej dziewczynki, ze jest bardzo niegrzeczna bo nie chciała pożyczyć swojej hulajnogi.
    Jaka nauka dla tej dziewczynki płynie? Na pewno nie taka, że dzielenie się zabawkami jest fajne...

    Zresztą bardzo fajnie napisała ostatnio Agnieszka Stein na temat 'to je moje' .Mogłabym w sumie cały ten tekst zacytować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do inspiracji - chyba trochę tak, choć już od jakiegoś czasu chodził za mną post na ten temat.

      A co do wspomnianej przez Ciebie mamy - koszmar. Ja staram się szanować zdanie Jędrusia jako właściciela.

      Usuń
  5. Czytałam ten artykuł, dał mi do myślenia, ale przyznam, że sama nie wiem jakie zachowanie rodzica w podobnych sytuacjach jest najwłaściwsze... Ja też chciałabym aby moje dziecko nie chciało zagarniać wszystkiego dla siebie, ale potrafiło dać pobawić się koledze zabawką kiedy ten do niego przyjdzie a czasem jest tak, że nagle wszystkie są mu potrzebne, choć wcześniej nie zwracał uwagi... Raczej wielkich konfliktów na razie nie ma, interweniuję gdy jedno drugiemu mogłoby zrobić krzywdę, spokojnie tłumaczę, nie mam jakiegoś strasznego niegrzeczniucha, do innych też podchodzę ze zrozumieniem, bo dwulatki dopiero się uczą, więc trudno wymagać, jednak jakieś zasady staramy się wprowadzać i je egzekwować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jeszcze za mało opierzona, by dawać rady, ale chcę poznać Wasze zdanie, by do końca wyrobić sobie własne. Też nie chcę, by moje dzieci były samolubne, ale widzę błędy w postępowaniu mojej mamy, która zawsze kazała mi się dzielić z innymi. Efekt: poczucie krzywdy, brak pewności siebie i zaburzone poczucie własnej wartości. Dopiero w liceum zaczęłam uczyć się jak nie być "frajerem" - tego też nie chcę fundować moim synom.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...