czwartek, 31 lipca 2014

Rodzinka w podróży

Wakacyjnie witam Was z Krosna:)
Wczoraj przyjechaliśmy w odwiedziny do moich rodziców i zostaniemy na prawie cały sierpień.
Troche bałam się, jak Julek zniesie podróż, w końcu to jego pierwsza tak długa, ale nie było tak źle. Mieliśmy w sumie trzy postoje - dwa króciutkie na karmienie i przewijanie Julasa i jeden dłuższy na obiad dla wszystkich. Julek trochę popłakiwał, ale, nakarmiony pod korek w połowie trasy, ostatnie półtorej godziny jazdy smacznie przespał - i tak nieźle jak na dzień po szczepieniu Di-Per-Te.
Jędruś też był zadziwiająco spokojny. Buzia co prawda nie zamknęła się ani na moment, ale przynajmniej nie jojczał, ze się nudzi i wysiadać chce. Super facet:)

Niestety jak to u nas - skoro podróż fajna, to u celu pandemonium. Dziś rano mąż odkrył, że zapomniał... swoich ubrań. Wskoczył więc w te, w których przyjechał, i pognał z powrotem do Krakowa. Nie było go do wieczora, a w tym czasie Jędrula zdążył zaliczyć nieudany skok na główkę z brzegu piaskownicy na jakąś gałąź (odrapane plecy), nadgryźć z kilku stron świeżutki chleb, rozkminić jak się włącza Animal Planet, przy filmie o atakach anakondy na ludzi wyżreć dziadkowi jego ulubione biszkopty oraz rozbić klosz od lampy i kawałek wbić sobie w stopę (nie pytajcie mnie jak to się stało - byłam w tym samym pokoju, ale przewijałam Julka tyłem do zdarzenia). Biszkopty - pal licho, dziadek kupił sobie nowe. Nadgryziony chleb skroiłam dla nas na drugie śniadanie, a i po skaleczeniu zostały tylko plamy krwi na mojej kołdrze - kilka psików "Magicznym Sprejem" (Octenisept), plasterek z Kubusiem Puchatkiem i dziecko o sprawie zapomniało szybciej niż się skaleczyło.
A, jeszcze sukcesy.
Param!!!

Zrobiłam małą prowokację białkiem - w barze, w którym zawsze stajemy na obiad zamówiłam pierworodnemu swemu schabowego. I nie tylko wsunął porcję jak dla kierowcy tira, ale na dodatek nic mu nie jest:) Tak więc będę powoli pozwalać mu jeść już wszystko:)

Andrzejek pierwszy raz przez cały dzień od rana do wieczora biegał bez pieluchy:) I tylko jedna mała wpadka. Jutro w nagrodę idziemy dokupić majteczek.

Julek pierwszy raz przewrócił się dzisiaj na brzuszek bez zostawiania łapki pod sobą. I upaja sie tym sukcesem, bo ćwiczy bez opamiętania, nawet spać chce teraz na brzuchu:)

A na koniec kilka kadrów z przedłużonego przez oberwanie chmury postoju obiadowego








12 komentarzy:

  1. A to nicpoń z Andrzejka;D Wesoło macie! A mąż już mnie całkowicie rozbroił z tymi ubraniami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze było, że mnie poganiał;D

      Co do Andrzejka, to słowo "Wesoło" zyskuje przy nim drugie dno:)

      Usuń
  2. Ale nabroił. :-) Ale wszystko da się naprawić. :-) Dzieci są fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Superowo macie z tymi wakacjami poza domem! Odpocznijcie. Ja szczerze mówiąc mimo całej miłości do rodziców nie czułabym się u nich swobodnie nawet przez weekend :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice maja duży dom, a moi synowie twardy sen, więc wszyscy się jakoś mieścimy i nawet szczególnie nie dezorganizujemy sobie nawzajem życia:) A dzieciaki maja do dyspozycji kawał ogrodu. Tylko korzystać:)

      Usuń
  4. Brawa dla Andrzejka i super że schaboszczak został zaakceptowany Zazdrościmy wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawa dla Andrzejka za sukces pieluchowy

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochany Andrzejek, że już nie musi nosić pieluchy. Ja dopiero zaczynam odpieluchowywać Tomka i na razie nie zapeszam i dlatego nic nie piszę, bo nie wiem, jak wyjdzie. Tak sobie myślę, że z dwoma chłopakami będziesz miała chyba trudniej. Sama nie wiem. Ja mam energicznego Synka i spokojną Córeczkę, więc łudzę się, że tak właśnie zostanie. Jak czytam, jak jest u Ciebie, ile może się wydarzyć w ciągu jednego dnia, to włosy dęba stają:)))) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pełnego odpieluchowania jeszcze nam daleko. Dzisiejszy dzień był bezbłędny, za to wczoraj mieliśmy mały kryzys. Nic to, nie poddajemy się - wierzę, ze wrócimy z Krosna z dzieckiem odpieluchowanym przynajmniej w dzień:)

      Co do rozkładu sił - u nas jest dokładnie tak samo. Starszy to tajfun, młodszy to anioł nie dziecko - przynajmniej na razie. A potem widzę trzy opcje - albo Andrzejek nauczy Julka psocić i będą łobuzować razem, albo będzie go bronił i opiekował się nim, albo tak jak moje psiapsiółki z dzieciństwa podzielą pokój krechą na pół i każdy znajdzie sobie własne towarzystwo. Zobaczymy.

      Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...